Bartłomiej Składanek, zdobywca Studenckiego Nobla: Ludzie liczą się bardziej niż nazwa uczelni

06.07.2018 8 minuty na przeczytanie artykułu

Bartłomiej Składanek

O tym jak zacząć swoją karierę naukową, czy warto zadowalać się samymi studiami i czym kierować się przy wyborze swojej uczelni – mówi w wywiadzie dla istotnie.pl Bartłomiej Składanek, student Uniwersytetu Technologiczno-Humanistycznego im. Kazimierza Pułaskiego w Radomiu, laureat Studenckiego Nobla i stypendysta Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Dlaczego zdecydowałeś się studiować na Uniwersytecie Technologiczno-Humanistycznym w Radomiu? Zgodnie ze stereotypem najzdolniejsi zawsze celują w największe szkoły wyższe. Tymczasem Ty otrzymałeś studenckiego Nobla reprezentując stosunkowo niedużą uczelnię.

Prawdę mówiąc zmusiła mnie do tego sytuacja życiowa. Jednak nie żałuję tego wyboru – z perspektywy czasu nie wiem jak potoczyłyby się moje losy, gdybym poszedł gdzieś indziej. W Polsce jest wiele bardziej prestiżowych uczelni, jednak z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że bardziej niż nazwa szkoły, liczą się ludzie, którzy tam nauczają i studiują. Zdecydowałem się pójść na administrację, gdyż był to najbardziej zbliżony do prawa, które zawsze chciałem studiować, kierunek na UTH. Dopiero później otworzono prawo na którym właśnie skończyłem III rok. Dzięki radomskiemu uniwersytetowi osiągnąłem naprawdę dużo. To tam poznałem ówczesnego magistra, a dziś doktora Pawła Świtala, który opiekował się kołem naukowym administratywistów na naszej uczelni. Szedłem wskazaną i przetartą przez niego drogą – to on jako pierwszy student w Radomiu otrzymał stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, został też najlepszym studentem ziemi radomskiej. Polubiliśmy się, a doktor wprowadził mnie w świat nauki – wskazał jak pisać prace naukowe czy zgłaszać się do ogólnopolskich konferencji. Poinformował mnie również o możliwości wnioskowania o stypendia. O jego sukcesach najlepiej świadczy fakt, że jednego roku aż dziewięć osób z naszego koła otrzymało stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Bez niego na pewno bym tyle nie osiągnął. Zmobilizował mnie do tego, aby dawać z siebie więcej. Muszę bowiem przyznać, że od początku samo studiowanie to było dla mnie trochę zbyt mało. Pierwsza moja konferencja o charakterze ogólnopolskim odbyła się właśnie na naszym radomskim UTH. Bardzo mi się to spodobało, więc zagłębiłem się bardziej – napisałem pierwsze artykuły, wziąłem udział też w kilku projektach badawczych.

Uczelnia wspierała Cię w Twoich działaniach?

Na pewno kadra dydaktyczna. Nie wiem jak jest na innych uczelniach, ale na UTH z racji tego, że studiuje dość niewielka liczba studentów na każdym z kierunków (na prawie jest nas około 50), możliwe jest bardzo indywidualne podejście do studenta. Nauczyciele akademiccy wiedzą jakie mamy zdolności, zainteresowania i predyspozycje. Łatwiej im zauważyć kogoś, kto wyróżnia się wiedzą. Bardzo przychylnie patrzą też na tych, którzy chcą być aktywni. Nigdy nie miałem też problemów np. z usprawiedliwieniem nieobecności spowodowanych wyjazdem na konferencję. Dawanie z siebie więcej spotkało się ze zrozumieniem. Poza tym nasze koło naukowe administratywistów działa bardzo prężnie – organizujemy rocznie około ośmiu ogólnopolskich konferencji poświęconych naukom prawniczym. Za naszym przykładem powstały dwa kolejne koła: prawników i prawa konstytucyjnego.

Wielu studentów obawia się, że konferencje naukowe są bardzo czasochłonne i wymagające pod względem merytorycznym. Nie miałeś podobnych problemów?

Na początku były takie trudności. To zawsze stresujące, gdy musisz się wypowiadać przed nieznanym ci wcześniej audytorium, zwłaszcza gdy jego część stanowią profesorowie o uznanej renomie. Każde wystąpienie oznaczało więc godziny przygotowań, a niekiedy zarwane noce. Pamiętam, że gdy jechałem do Białegostoku musiałem wyjechać w środku nocy. Niestety, nie miałem nikogo z kim mógłbym jeździć na takie wydarzenia, więc najczęściej robiłem to sam. Łatwo więc nie było.

Oprócz konferencji w Twój dorobek wchodzą również publikacje i projekty badawcze.

Tak, obecnie mam ponad 60 takich osiągnięć, w tym 17 publikacji z zakresu prawa i administracji. Niewątpliwie ważnym czynnikiem motywującym do aktywności naukowej były też stypendia. Dwukrotnie otrzymałem stypendium Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, co dodatkowo zachęciło mnie do dalszej pracy.

No właśnie, bo przecież udział w takich konferencjach wiąże się również z wydatkami.

Nasz uniwersytet nie finansował takich wyjazdów, wszystko więc pokrywaliśmy z własnej kieszeni. Postanowiłem przeznaczyć na to część swojego stypendium naukowego otrzymanego z uczelni.

Wiązało się to chyba z dużym samozaparciem, żeby inwestować w ten sposób.

Owszem, ale na szczęście na UTH jest dość wysokie stypendium w porównaniu do innych uczelni. Za osiągnięcia naukowe i wysoką średnią można otrzymać nawet 1500 złotych. To dobra zachęta dla tych, którzy chcą poświęcić się karierze naukowej. No i sporo ułatwia, bo wyjazdy na konferencje są często kosztowne, a udział w nich czy publikacje również wiążą się z płatnościami. Początkowo starałem się znajdować czasopisma umożliwiające bezpłatne publikowanie – najczęściej były one wydawane w formie elektronicznej w internecie. Koszty to jednak najważniejsza przesłanka przeszkadzająca studentom w karierze naukowej – gdy stypendium jest dla kogoś jedynym źródłem utrzymania to trudno się dziwić, że dwa razy ogląda każdą wydaną złotówkę. Ambicje mogą być duże, ale często mogą one nie wystarczyć do tego, aby brać udział w wydarzeniach odbywających się w całej Polsce. Uważam, że należałoby pomyśleć o jakimś rozwiązaniu umożliwiającym młodym ludziom chcącym się rozwijać udział w takich przedsięwzięciach bez tak wysokich kosztów. Wiem, że niektóre szkoły zwracają część wydatków poniesionych np. na transport.

Kto bierze udział w konferencjach organizowanych przez wasze koło?

Koło organizuje konferencje od ośmiu lat. Prócz studentów biorą w nich udział nauczyciele akademiccy, ale również praktycy. Chcemy, aby przybliżyli oni realia swojej pracy i podzielili się zdobytym doświadczeniem. Muszę przyznać, że bardzo chętnie nieodpłatnie opowiadali o tym czym się zajmują. Korzystali na tym zarówno studenci, którzy uczestnicząc w takim wydarzeniu poszerzali swoje horyzonty, jak i prelegenci, gdyż powiększali tym swój dorobek naukowy.

Praktycy są bardziej potrzebni od wykładowców?

Potrzebni są i tacy, i tacy. Jednak wiemy, że sama teoria nic nie da. Gdy praktykowałem w kancelarii otrzymywałem zadania o których na studiach nigdy wcześniej nie słyszałem. Trzeba więc szukać tej wiedzy praktycznej gdzie tylko się da. W tym roku organizowaliśmy dwie prestiżowe konferencje, nad którymi honorowy patronat objął Rzecznik Praw Dziecka i Ministerstwo Edukacji Narodowej. Można więc powiedzieć, że tworzymy też pewne porozumienia ponad podziałami. Dbamy także o poziom organizowanych przedsięwzięć.

A czy nie mamy obecnie do czynienia z pewną inflacją konferencji naukowych? Wiele z nich służy tylko temu, żeby zdobywać kolejne punkty i nie mają zbyt wiele wspólnego z prawdziwą nauką.

Tak, takie zagrożenie realnie istnieje. Należy jednak zauważyć, że Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego stara się przeciwdziałać takiej sytuacji. MNiSW rozpatrując np. wnioski stypendialne, koncentruje się nie na ilości, lecz jakości odbytych konferencji – istnieje wymóg dostarczenia programu, który potem jest sprawdzany w systemie POLON pod kątem poziomu merytorycznego. Oczywiście, wciąż niekiedy spotykamy się z wydarzeniami, których celem jest jedynie wydanie zaświadczeń studentom. Na szczęście podejmowana jest walka z takim procederem. Wydarzenia naukowe mają wzbogacać badaczy, a nie być biurokratyczną koniecznością.

W tym roku akademickim ponownie otrzymałeś stypendium Ministra. Jaki dorobek pozwolił to osiągnąć?

Wziąłem czynny udział w około 20 konferencjach naukowych, zostałem też autorem pięciu publikacji w tym jednej w ministerialnym czasopiśmie. Dodatkowo zrealizowałem dość rozbudowany projekt badawczy pod kierownictwem pracowników naszej Katedry Prawa. Pamiętam, że kiedyś przeprowadzaliśmy bardzo dużo takich typowo studenckich badań. Sprawdzaliśmy w nich m.in. świadomość prawną mieszkańców. Zrobiliśmy około dziesięciu takich projektów, jednak ministerstwo odpisało później, że liczy się jakość i zawartość merytoryczna, a nie sama ilość.

Jak godzić tak intensywną działalność naukową z uczęszczaniem na zajęcia?

Studiowałem na dwóch kierunkach, więc konieczny był Indywidualny Tok Studiów, gdyż pokrywały mi się zajęcia. Sesja była naprawdę trudna, musiałem wówczas zawiesić na pewien czas swoją aktywność. Jednak na szczęście udało się wszystko zdać. Tak jak powiedziałem wcześniej, nasza kadra jest bardzo życzliwa wobec studentów i nie robi problemów, jeśli tylko wykażesz się zdobytą wiedzą.

Czy przy tak dużym doświadczeniu naukowym zwykłe zajęcia na uczelni były jeszcze dla Ciebie rozwijające?

Oczywiście. Publikacje poruszają aspekty problemowe i wybrane kwestie np. z dziedziny administracji. Nie zastąpią jednak regularnego studiowania. Mogą stanowić jego rozszerzenie, ale bez fundamentów zdobytych na uczelni nie byłoby możliwe zdobycie zaawansowanej wiedzy. To nie jest tak, że jak ktoś publikuje to pozjadał już wszystkie rozumy. Każdy zastrzyk wiedzy jest potrzebny.

Wielu zdolnych studentów narzeka, że poziom zajęć jest już dla nich zbyt niski…

Wiadomo, że gdy na zajęcia przygotowujesz się z tych samych podręczników co do konferencji to wiedza jest już bardziej ugruntowana. Każde powtórzenie lektury czy spojrzenie na daną tematykę z innej perspektywy przynosi jednak realny rozwój.

Ukończyłeś już studia magisterskie z administracji. Jakie są Twoje dalsze plany?

Otrzymałem propozycję rozpoczęcia studiów doktoranckich z prawa na Katolickim Uniwersytecie Lubelski. Ukończenie administracji umożliwia takie działanie. Równolegle chcę dokończyć prawo na UTH, więc nie będę musiał uzupełniać różnic programowych. Niektórzy profesorowie z KUL pracują również na UTH, więc zachowam z nimi tę relację mistrz-uczeń, która w pracy akademickiej jest niezwykle cenna. Chciałbym poszerzać swój dorobek naukowy, ale nie wykluczam również podjęcia pracy np. w sektorze publicznym. Wiem, że wielu uznanych profesorów zajmuje się później pracą doradczą dla państwa. Doświadczenie uczelnianie nie zamyka tej drogi, a wręcz przeciwnie. Po osiągnięciu stopnia doktora, zamierzam rozpocząć aplikację radcowską. W wakacje zaczynam kolejne praktyki w kancelarii prawnej. Mam nadzieję, że dzięki temu rozwinę swą wiedzę także w innych dziedzinach prawa: prawie handlowym, cywilnym czy zamówień publicznych.

Obserwując Twój sukces można stwierdzić, że rankingi uczelni czy parametryzacje nie zawsze okazują się wymierne wobec konkretnych przypadków. Co myślisz o takich zestawieniach?

Trudno mi się do tego odnieść. Być może potrzebne są takie klasyfikacje by wskazać lepsze i gorsze uczelnie. Wiem jednak, że gdy ktoś naprawdę chce poświęcić swój czas i zdobywać wiedzę to nie potrzebuje ciągłej opieki ze strony uniwersytetu. Oczywiście może on wspierać w poszczególnych działaniach, ale nawet najbardziej renomowane placówki nie zastąpią głodu wiedzy wśród studentów. UTH zapewnia dobre relacje z wykładowcami – znacznie lepsze niż mają studenci z wydziałów na których studiuje tysiące osób, a wykładowcy nie kojarzą nawet tych, których uczyli. Doświadczenie pokazuje, że można wiele osiągnąć studiując na innej uczelni niż te największe w Polsce.

Jak pogodzić takie wyzwania z życiem osobistym?

Na szczęście mi się to udało – od dwóch lat jestem szczęśliwym mężem, a od pół roku również tatą. Oczywiście, duża liczba zajęć i konieczność przygotowania się zabiera sporo czasu, ale chyba znalazłem odpowiedni balans między nauką a życiem osobistym. Bez wątpienia nie odniósłbym swoich sukcesów bez wsparcia rodziny. Mam również nadzieję, że wraz z ukończeniem kolejnych etapów kariery będę miał coraz więcej czasu dla najbliższych.

Zostaniesz w rodzinnym Radomiu?

Bardzo bym chciał. To bardzo ładne i gościnne miasto. Czuję do niego sentyment. Wiem również, że osiągnąłem tyle także dzięki temu, że tu jestem. Nie wykluczam jednak, że w przyszłości będę pracował w innym mieście. Mama wróży mi Warszawę (śmiech). Wiem jednak, że jeśli tylko będzie taka możliwość to zdecyduję się na Radom.

Zastanawiałeś się nad zagranicznym stażem naukowym?

To zależy od jego długości. Myślę, że mógłbym podjąć np. półroczny staż. Dłuższy okres byłby chyba niemożliwy z racji obowiązków rodzinnych.

 

Rozmawiał: Grzegorz Kowalczyk

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2018-2019