Youtube – zjawisko kulturowe

04.09.2017 3 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

Świat spędza dziś czas na kanale YouTube. Pożegnaliśmy już stacje telewizyjne (oj, to już spory czas temu), teraz śmiało możemy żegnać telewizję jako taką. Na YT przeniosły się dokumenty, teledyski, filmy krótko- i długometrażowe.

 

Daleki jestem od tego, żeby stwierdzać, że to koniec historii, koniec cywilizacji i koniec człowieka. Ani nie jestem bardzo doświadczonym YouTube’erem, ani fanatycznym użytkownikiem spędzającym w serwisie kilka godzin dziennie. Dostrzegam jednak ogromne zalety funkcjonowania tej przestrzeni.

Ubiegając malkontentów, którzy YT postrzegają jedynie przez pryzmat miliardów śmieci zamieszczanych tam przez ogrom użytkowników… Nie – YouTube to nie tylko syf i głupie filmiki. Skoro niby panuje tam taka nędza – wejdźcie na Facebook, Instagram i porównajcie. Lepiej – wejdźcie na poważne i opiniotwórcze portale informacyjne i przejrzyjcie dokładnie wszystkie treści, zaczynając od tych z cyklu „gwiazda pokazała biust na plaży”. Jeśli się chce – wszędzie znajdzie się syf. Ale z drugiej strony, jeśli się chce – odnaleźć można naprawdę ciekawe i wartościowe rzeczy. Przede wszystkim na YouTube!

Jako, że temat jest długi i szeroki – zmuszony jestem filtrować informacje i treści tak, aby skupić się na kwestiach związanych z kulturą i sztuką. Zaznaczam jednak, że warto szukać głębiej. Znaleźć można ciekawe kanały o piwie, o robieniu sosów do frytek, o mechanice samochodowej, o harmonii negatywnej etc. Jest tam wszystko.

Najbardziej fascynuje jednak zjawisko podporządkowania sobie przez YouTube praktycznie całej przestrzeni wizualnej w kulturze masowej. Kiedyś zespoły takie jak Dire Straits, Queen czy Nirvana liczyły swój sukces poprzez to, ile razy ich klipy zostały puszczone w MTV (ktoś pamięta jeszcze co to było prawdziwe MTV?). Dziś liczba wyświetleń na YT niejednokrotnie definiuje pojęcie sukcesu w przypadku kolejnych singli publikowanych przez artystów. Po pierwsze jest to dużo bardziej miarodajne dla agencji marketingowych, managementu i samych fanów (jestem największym przeciwnikiem kultu „liczby odtworzeń” ale jestem w takiej mniejszości, że nawet to zdanie odruchowo piszę w nawiasie). Po drugie – i chyba jednak ważniejsze – teledysk na YouTube jest na naszym telewizorze, na laptopie, na smartfonie, wszędzie… Możemy oglądać nowy singiel Justina Biebera non stop, w jakichkolwiek okolicznościach. Popularność serwisu pociągnęła zresztą konsekwencje czysto muzyczne. Dziś przy tworzeniu muzyki tworzy się osobny miks na potrzeby płyty i osobny na potrzeby YouTube. Producenci biorą pod uwagę kompresję w sieci i najczęstszy sposób odtwarzania muzyki – czyli na telefonie… Żenada – powiedzą audiofile. Ale im przecież nikt nie zabrania kupować płyt, gramofonów i kolumn głośnikowych (ten rynek wbrew pozorom działa naprawdę prężnie). W każdym razie serwis jest w tym momencie bardzo poważną platformą dla właściwie całej popkultury, w tym także dla reklam. Filmy reklamowe wielkich marek ukazujące się na YT to nie są spady z kosztownych produkcji telewizyjnych. To specjalnie przygotowane filmy dedykowane właśnie do tego serwisu, równie kosztowne zresztą. Ich obecność często nas irytuje, ale coś za coś. Reklamy pozwalają na darmowy dostęp do całej biblioteki.

Najciekawsze z mojej perspektywy okazało się to, jak ogromną rewolucją stał się YouTube dla świata kultury niszowej. Artystyczne video-arty, teledyski mniej znanych zespołów, każdy gatunek, każda stylistyka. Do tego całe serie dokumentów, filmów historycznych, kanałów z wykładami z socjologii, filozofii itd. itp. Każdy może coś wrzucić na swój kanał, każdy może coś stworzyć. I – co równie ważne – każdy może coś wyszukać. Dzięki serwisowi YT całe mnóstwo artystów z całego świata zyskało szansę bycia zauważonymi. Otrzymali oni przestrzeń do zaprezentowania swoich umiejętności, wizji i pomysłów. Równoznaczne z tym jest również to, że otrzymali oni wyjątkową możliwość zdobycia odbiorcy dla swojego przekazu. Jako jeden z tego typu twórców, ale również jako zadeklarowany eksplorator takich miejsc jak YouTube – stwierdzam, że jest to pomysł fascynujący.

Mam nadzieję, że wszystkie moje powyższe myśli są jasnym argumentem za tym, że YouTube to nie tylko wynalazek dla zblazowanych nastolatków. Uważam, że jest to najciekawszy kanał typu social media, przedrostek „social” sprowadzający zresztą do absolutnego minimum. Jego pojawienie się nie ustępuje w niczym powstaniu radia czy telewizji. YouTube to zjawisko kulturowe!

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017