Więcej niż tysiące słów

23.06.2017 4 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

Grafiki Banksy’ego za darmo? No, może nie do końca… Ceną miało być potwierdzenie swojego udziału w głosowaniu przeciwko Partii Konserwatywnej w ostatnich wyborach w Wlk. Brytanii. Słynny londyński artysta postanowił w ten sposób zaznaczyć swoją obecność w debacie politycznej w o wiele większym stopniu, niż robił to dotychczas.

 

Artyści angażujący się w sprawy społeczne i polityczne nie stanowią zjawiska nowego. Wykorzystując swoją rolę, rozpoznawalność i środki wyrazu, którymi dysponują – komentują, recenzują, popierają albo buntują się. Reprezentują pewne postawy, wytykając i krytykując inne. Propagują idee, bądź nie zgadzają się z nimi. Robią to od dziesiątek lat, a nawet od wieków…

Moje pierwsze skojarzenie to Woodstock i wszyscy ci, którzy stanęli na scenie, żeby zaśpiewać i zagrać przeciwko wojnie w Wietnamie. Wykrzyczała to Janis Joplin, zagrał Jimi Hendrix (imitując na gitarze dźwięki karabinu maszynowego i spadających bomb w legendarnym Machine Gun), byli tam Joe Cocker, The Who, Ten Years After… Można by wyliczać w nieskończoność. Oprócz legendarnego festiwalu z 1969 roku myślę też o Lennonie, który po rozpadzie The Beatles uczynił ze swego społeczno-politycznego zaangażowania działalność niemal równoległą do muzycznej. Warto przypomnieć sobie choćby happening polegający na wysyłaniu żołędzi do światowych liderów i przywódców. Albo ten, w którym razem z Yoko położyli się do łóżka i nie wychodzili z niego przez tydzień, udzielając wywiadów na temat potrzeby pokoju na świecie.

Z perspektywy czasu wstępem do współczesności, jeśli chodzi o treść i formę działań artystycznych odnoszących się do kwestii społeczeństwa, gospodarki czy polityki, zdają się być prace Andy’ego Warhola. Jego Puszki z zupą firmy Campbell z jednej strony wyrażały konceptualną ideę, wg której wszystko może stać się sztuką. Z drugiej strony trudno oprzeć się wrażeniu, że był one (podobnie jak cała gama „zwykłych produktów z lodówki Amerykanina”) dość znaczącym komentarzem do czasów, w których przyszło Warholowi żyć i tworzyć.

Rogerowi Watersowi poświęciłem cały swój poprzedni tekst, nie chcę się więc niepotrzebnie powtarzać. Warto jednak zauważyć, że w kontekście swojej percepcji wydarzeń historycznych i politycznych oraz przeniesienia pewnych niepokojów społecznych na sztukę – były lider Pink Floyd pozostaje spadkobiercą motywacji artystycznych, jakimi kierował się choćby Eugène Delacroix malując Wolność wiodącą lud na barykady.

Wspomniałem o wszystkich tych artystach w kontekście gościa, który biega po Londynie, Nowym Jorku, paru innych miastach i maluje obrazki na murach? Tak! I wcale nie jest wykluczone, że jest on tak samo istotną postacią, jak wszystkie, które wymieniłem powyżej.

Banksy jest prawdopodobnie najważniejszym artystą naszych czasów. Kto wie – może również najpopularniejszym? Jeśli ktoś dzisiaj opisuje otaczający nas świat, pobudzając jednocześnie do przemyśleń, podnosząc trudne tematy, uwrażliwiając ludzi na pewne problemy – niewątpliwie jest to Banksy. Jeśli któryś artysta może liczyć na naprawdę ogromne zainteresowanie i uwagę, a przez to może mówić o faktycznym „odbiorze społecznym” swoich prac – jest to Banksy. Jeśli jakikolwiek twórca może poszczycić się tym, że ma faktyczny wpływ na otoczenie (choćby poprzez sferę estetyczną, ale przecież nie jedynie o nią tu chodzi!) – to właśnie Banksy. Najważniejszy artysta naszych czasów.

Dostrzegam kilka czynników, które wpływają na zjawisko artystyczne i społeczne, jakim jest sztuka Banksy’ego i jego osoba sama w sobie. Pierwszym z nich jest rozpoznawalny i bardzo charakterystyczny styl artysty. Jego prace opierające się na wykorzystaniu szablonów i graffiti są identyfikowalne w przeciągu sekundy. Moim zdaniem charakteryzuje je również wysoka jakość i nie ukrywam, że jest to dla mnie kwestia  niezwykle ważna. To, co Banksy zostawia po sobie na ścianach jest po prostu bardzo dobre! Drugim elementem budującym markę brytyjskiego artysty jest sama treść. Banksy zdaje się mieć bardzo określone poglądy na wiele problemów dręczących współczesny świat. Do tego przedstawia je w sposób niezwykle kreatywny i błyskotliwy, często także obrazoburczy i szokujący. Krótko mówiąc – „nie bierze jeńców”. Domalowuje więc torby zakupowe ukrzyżowanemu Jezusowi, sportowcowi wkłada w rękę rakietę zamiast oszczepu, a w sklepach muzycznych podmienia płyty Paris Hilton na płyty-parodie zawierające zdjęcia i teksty dające do zrozumienia, że celebrytka jest znana z tego, że jest znana… Oprócz odważnych treści Banksy często wybiera również odważne miejsca do prezentacji swojej sztuki. Podmieniane obrazy w Tate Modern czy Museum of Modern Art, graffiti na murze pomiędzy Izraelem i Palestyną, czy też dmuchana lalka przebrana w strój więźnia z Guantanamo pozostawiona „przez przypadek” w Disneylandzie to tylko pojedyncze przykłady.

Po stronie Banksy’ego grają także media, które bardzo ochoczo podłapały odważne treści jego malowideł, rzeźb i instalacji. I o ile nie musi być to specjalnie nośna tematyka do przedstawiania jej w całodobowych stacjach informacyjnych – tak Internet zdaje się szczerze kochać Banksy’ego. W czasie, w którym coraz częściej porozumiewamy się nie słowem, lecz „filmikiem”, gifem, demotywatorem, zdjęciem – londyński grafficiarz jest prawdziwą kopalnią „użytecznych internetowo” treści. Jego graffiti rzeczywiście potrafią powiedzieć więcej niż tysiące słów, a są przy tym na tyle charakterystyczne, że zapadają w pamięci na długo. Nie bez znaczenia pozostaje aura tajemnicy, jaką Banksy zbudował wokół siebie na przestrzeni lat. Nikt nie wie, jak Banksy wygląda, nikt nie wie na 100% jak Banksy się naprawdę nazywa. Prawie nikt go nie widział… A jednocześnie ten sam człowiek pozostawia po sobie tak głośne malunki w publicznych miejscach, buduje w Betlejem hotel (który sam urządza), „zamienia” w obrazy w muzeach, a przy okazji jest autorem okładki płyty Think Tank zespołu Blur. Niesamowite.

W tym świetle nie dziwi to, ilu naśladowców w świecie street artu ma londyńczyk. Przechadzając się po ulicach miast na niemal wszystkich kontynentach co i rusz możemy napotkać na murale, które mniej lub bardziej odnoszą się do formy, treści i stylu brytyjskiego artysty. Czasami nawet można się pomylić. Kto wie, może właśnie oglądaliśmy graffiti Banksy’ego ale tego nie wiedzieliśmy.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017

Przeczytaj również

01.06.2017 09:04