Tęsknoty

01.06.2017 3 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

Jakub, Ojciec – prawdopodobnie główny bohater Sklepów Cynamonowych Bruno Schulza – prowadzi w jednym z opowiadań pełen pasji monolog dotyczący tworzenia. Twierdzi w nim, że nie tylko Bóg może kreować nowe istoty i manipulować materią. Uważa, że każdy człowiek, korzystając z uległej i plastycznej materii, jest w stanie wykreować nowego człowieka. Monolog Ojca w Traktacie o manekinach to prawdopodobnie jeden z mocniejszych fragmentów całego zbioru opowiadań. Prawdopodobnie.

 

Na tym właśnie polega fenomen Sklepów Cynamonowych. Wszystko jest tam prawdopodobnie. Nic nie jest na pewno. Niemal wszystkie postaci są tam bardziej niemożliwe niż realne. Wszystkie zdarzenia mieszczą się „gdzieś” i dzieją się „kiedyś” – w jakimś miejscu i w jakimś czasie. Ale tak naprawdę, gdzie, trudno jednoznacznie stwierdzić. Wszystko to dość nieoczywiste, nawet magiczne.

Brakuje mi nieco takiego myślenia. Nie, żebym cierpiał z powodu współczesnej literatury czy sztuki w ogóle! Absolutnie nie – mnóstwo wokół nas fenomenalnych książek, poezji, malarstwa itd. Po prostu czasem myślę, że poza Schulzem i południowoamerykańskimi mistrzami realizmu magicznego trudno trafić na ten oniryczny i jednak szalony w istocie klimat. Swoją drogą na uwagę zasługuje fakt, jak bardzo Schulz mieścił się w ramach magicznego realizmu, nie będąc z tym nurtem w ogóle kojarzonym. Ja te schulzowskie nastroje, tę poetykę i mglistość kocham i żałuję, że tak jej dziś niewiele.

Chciałbym poznać takiego nowego Ojca. Nowego, innego, ale jednak trochę Ojca. Nie chodzi mi, rzecz jasna, o bezsensowne odwzorowanie, ale o współczesny odpowiednik. Chciałbym zetknąć się z takim wariatem, niespełnionym geniuszem – w każdym razie z taką indywidualnością. Cóż współcześnie mógłby robić Jakub? Jak mógłby kształtować materię? Nad czym mógłby się zastanawiać i na temat czego wygłaszałby płomienne monologi? Pewnie nie interesowałyby już go ptaki (które bądź co bądź okazały się nieudanym eksperymentem). Pewnie nie byłby kupcem. Pewnie nie zwracałby się też do Boga, a sam – jako symbol – nabrałby zupełnie nowego znaczenia. Ale wciąż byłby tak samo nieodgadniony i niezrozumiały. Prawdopodobnie.

A nowa Adela? Dobrze by było spotkać kobietę w takim wymiarze – prostolinijną, ale jednak w swojej normalności totalnie intrygującą. Adela mająca władzę nad swym pracodawcą (poprzez subtelny ruch swojego palca) i tłumiąca jego geniusz na każdym kroku. Ciekaw jestem, jak machałaby palcem dziś, do kogo i po co. No i czy fetyszem nadal pozostałaby jej stopa w pantofelku.

Nawet za tajemniczym kuzynem Emilem mi tęskno! Dziwak, jakich mało – bo taki na serio! Miły wujcio, który zawsze kojarzyć się będzie z grzesznymi przyjemnościami (kiedy to rodzice nie widzą). To on w Sierpniu zaczaja się z młodym Józefem do pustego pokoju – wybawiając dzieciaka z oparów nudy. To tam pokazuje mu pornograficzne zdjęcia dziewcząt i chłopców. Jego „[…] twarz odeszła w nieobecność, zapomniała o sobie, rozwiała się”, a czytelnik zostaje z niepewnością czy była to przyjemność bardziej dla chłopca czy dla Emila. A może dla obu? Prawdopodobnie.

Wreszcie wspaniale byłoby znaleźć drugiego takiego narratora! Józef nie ma sobie równych. Włada sytuacją. Robi z naszą wyobraźnią co chce, często pokazując jej zresztą środkowy palec. Przenosi nas w miejscu, przenosi nas w czasie. Robi to z niewinnością małego dziecka albo z filuternym mrugnięciem dorosłego (sam bowiem przedstawia nam świat raz jako dziecko, raz jako dorosły). Jego postępowanie jest w całości intuicyjne. Prowadzi nas do miejsc, które w nim samym wywołują jakiś niezrozumiały pociąg. Przenosimy się do więc pokoju wraz za kuzynem Emilem. Przenosimy się wreszcie do sklepu cynamonowego – tylko dlatego, że Syn postanawia pozwiedzać miasto nocą, kiedy idzie do domu po pozostawiony tam portfel Ojca. Ciekawe czy współczesny Józef postępowałby ponownie. No i ciekawe czy również odkryłby w sobie tajemną wiedzę i bagaż doświadczeń swych poprzednich pokoleń.

Z jednej strony trochę dziś znormalnieliśmy, a trochę zgłupieliśmy. W każdym razie zmagamy się (i te zmagania niekiedy wygrywamy, niekiedy przegrywamy z kretesem) z dręczącą nas dosłownością. Artyści z jednej strony chcą być dużo bardziej oczywiści, z drugiej strony deklarują chęć odszukania „nowego języka”, „nowej formy” i uciekania od prostych przekazów. Chyba trochę bez pokrycia (albo mam pecha z moimi doświadczeniami). Oczywistość zwiększa szansę trafienia do odbiorców, tak mi się wydaje. Zwiększa również ryzyko stania się przezroczystym. Kłania się odwieczny problem kategorii „komercji”, „off” itd. Trudne to dylematy i sam nie jestem od nich wolny w swojej pracy.

Szkoda, że niewiele dziś pokusy do stworzenia postaci tak niejednoznacznych jak te, które przewijają się na kartkach Sklepów Cynamonowych. Myślę, że gdzieś w awangardzie pozostaje ambicja stworzenia narracji jednocześnie interpretowalnej, jak i nieinterpretowalnej – jak u Schulza. Próby zmierzenia się z wielowątkową narracją i symboliką w sztuce współczesnej kończą się często czymś, co równie dobrze stanowić może np. materiały pornograficzne (jak na obecnej wystawie w Zachęcie Poza zasadą przyjemności. Afektywne operacje). I bynajmniej nie jest to pornografia przemycona subtelnie – jak zdjęcia w kieszeni kuzyna Emila. Ważne jednak, że cały czas szukamy! Prawdopodobnie.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017