Termojądrowe bomby Kima

14.11.2017 5 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

W ostatnich miesiącach skala napięć na Półwyspie Koreańskim zaczęła rosnąć w szalonym tempie. Władze Pjongjangu w obawie przed atakiem amerykańskim zwiększyły liczbę demonstracji swoich sił pomimo nałożonych kolejnych sankcji. Ile dzieli nas od wojny na Półwyspie Koreańskim?

Mimo ostatnich prób jądrowych i termojądrowych władz północnokoreańskich, sposób retoryki władz amerykańskich nie zmienił się diametralnie. W mniejszym lub większym stopniu Korea Północna od zawsze była rozpatrywana jako zagrożenie dla pokoju w Azji Wschodniej, czy to za czasów Busha Jr, Obamy czy Trumpa. Sytuacja zmieniła się w momencie, gdy Donald Trump objął stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych po wygranej w wyborach w listopadzie 2016 roku. Żaden z poprzednich przywódców amerykańskich nie używał Półwyspu Koreańskiego jako instrumentu dominacji w Azji Wschodniej w tak rażący sposób.

Półwysep Koreański jest tylko narzędziem w polityce Donalda Trumpa

Władze Chin nie chcą oczywiście doprowadzić do hegemonii amerykańskiej w Azji Wschodniej, dlatego Pekin stara się z ogromną dokładnością przestrzegać sankcji nałożonych na Koreę Północną, jak również chce dać przykład innym państwom, jeśli chodzi o przestrzeganie nałożonych sankcji. Sankcje wynikają między innymi z rezolucji 2375 z 27 września 2017 r. o ograniczeniu dostawy ropy naftowej do Korei Północnej, zakazują one otwierania rachunków bankowych w Chinach przez obywateli Korei Północnej oraz nakazują bezwzględne zamknięcie przedsiębiorstw północnokoreańskich w Chinach do 1 lutego 2018 r. Wyjątkiem mają być spółki o celach charytatywnych i fundacje (jako ciekawostkę dodam, że w Polsce również funkcjonują spółki założone przez Koreańczyków z Północy). Jest to nowy rodzaj polityki władz chińskich wobec spraw północnokoreańskich, gdyż do ubiegłego roku władze chińskie publicznie dążyły do uspokojenia sytuacji w Azji Wschodniej, natomiast od 2017 r. otwarcie mówią o nowych sankcjach przeciwko Korei Północnej. Zachowanie władz chińskich może wynikać z faktu, że każda północnokoreańska próba bombowa może mieć negatywne skutki dla ich kraju, a promieniowanie takiej bomby może bezpośrednio dotknąć chińskie terytoria graniczne. Nieprzypadkowo więc też w ostatnich dniach w stronę granicy z Koreą Północną kierują się dywizje czołgów chińskich.

Dlaczego Donald Trump jest więc taki zawzięty, jeśli chodzi o sprawy na Półwyspie Koreańskim? Strategia objęta przez przywódcę amerykańskiego wynika prawdopodobnie z następujących przyczyn. Po pierwsze Donald Trump dąży do tego, aby Stany Zjednoczone stały się niekwestionowanym liderem geopolitycznym w Azji Wschodniej. Przy relatywnej bierności politycznej władz chińskich jest coraz bliżej osiągnięcia swojego celu. Po drugie chce odbudować swój wizerunek. Niestety, spośród ostatnich prezydentów amerykańskich Trump ma najsłabsze poparcie wśród obywateli Stanów Zjednoczonych, co może być częściowo przyczyną jego agresywnej retoryki. Warto również przypomnieć, że Donald Trump chce likwidacji umowy o bezcłowym handlu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Koreą Południową.

Powrót do negocjacji z Koreą Północną stał się niemożliwy

Powrót do negocjacji jest niemożliwy, szczególnie po ostatniej eskalacji werbalnej pomiędzy przywódcami amerykańskimi i północnokoreańskimi. Nie będzie łatwo wrócić do sześciostronnych rozmów mających na celu zakończenie programu jądrowego Korei Północnej lub przynajmniej jego wstrzymanie. Elity północnokoreańskie doskonale sobie zdają sprawę, że jest on ich zabezpieczeniem. Mają w pamięci przykład Ukrainy i Libii, które po tym, jak zrezygnowały z programów jądrowych, zostały zaatakowane przez Rosję i Stany Zjednoczone. Bardziej realnym działaniem jest cierpliwość strategiczna mająca na celu uspokojenie władz północnokoreańskich. Gdyby udało się załagodzić sytuację, moglibyśmy czekać na zmianę przywódców w Korei Północnej na takich, którzy nie będą dążyć do destabilizacji geopolitycznej na Półwyspie Koreańskim, lub podjąć próby znalezienia innego rozwiązania. Niestety, póki co nie możemy mówić o dążeniu do ustabilizowania sytuacji – na Półwyspie Koreańskim występuje coraz większe napięcie, a głównym celem armii północnokoreańskiej nie jest Korea Południowa, ale armia amerykańska.

Uważam, że pewnym punktem strategii północnokoreańskiej będą igrzyska w Pjongjangu w 2018 r. Prawdopodobnie dojdzie do nowych prowokacji ze strony władz, które będą miały na celu udowodnienie, że żadne państwo i żadne wydarzenie nie jest w stanie powstrzymać ich działań. Drugi scenariusz zakłada, że władze północnokoreańskie na kilka dni przed rozpoczęciem igrzysk ogłoszą przerwę we wrogich działaniach, biorąc pod uwagę to, że gdyby jakieś państwo miało pod wpływem presji wycofać się z igrzysk, zrobiłoby to wcześniej.

Ostatnie próby jądrowe i termojądrowe udowadniają jedno – Kim Dzong-un nie boi się żadnych rezolucji. Nawet najnowszej, zakazującej importu wyrobów tekstylnych z Korei Północnej, które przynosiły władzom północnokoreańskim dochody rzędu 800 milionów dolarów. Kim Dzong-un boi się tylko tego, że władze amerykańskie mogłyby niespodziewanie zaatakować Koreę Północną, aby zrealizować cele Donalda Trumpa. Dlatego też próby rakiet i bomb przeprowadzone przez władze północnokoreańskie są według mnie pewnego rodzaju ćwiczeniami na wypadek ataku amerykańskiego. Patrząc z innej perspektywy, próby rakiet i bomb nie zostały podjęte przez Koreę Północną w ostatniej chwili. Wymagają paru miesięcy przygotowań, szczególnie przy próbach bomb termojądrowych, co by oznaczało, że Kim Dzong-un podjął je jeszcze zanim Donald Trump rozpoczął wojnę werbalną z Koreą Północną w połowie 2017 r.

Kto najbardziej ucierpi? Oczywiście naród północnokoreański, który ma niewiele wspólnego z polityką Kim Dzong-una. Najnowsze sankcje na pewno utrudnią życie w Korei Północnej. Od dawna system gospodarczy tego państwa opiera się na małych i średnich przedsiębiorstwach, które w dużej mierze importują towary z Chin. Jeśli nałożone sankcje będą przestrzegane przez Chiny i Rosję, skąd pochodzi 90 proc. produktów zagranicznych, może to doprowadzić do braku towarów w sklepach północnokoreańskich, a w konsekwencji do kryzysu żywnościowego w tym państwie, więc również do anomii społecznej. Skutki takich działań na pewno nie doprowadzą do rewolucji wewnętrznej, gdyż w Korei Północnej społeczeństwo nie chce przeciwstawiać się władzom (co ciekawe, Kim Dzong-un ma wysokie notowanie wśród swoich obywateli m.in. za przeprowadzone reformy oraz za umożliwienie handlu transgranicznego z Chinami). Skutki sankcji mogą być trudne do określenia z punktu widzenia polityki Korei Północnej, szczególnie biorąc pod uwagę tajemniczość tego państwa.

Seul: zakładnik Pjongjangu

W tym wszystkim warto też zastanowić się nad postawą władz seulskich, znajdujących się zaledwie 60 kilometrów od granicy północnokoreańskiej? Oficjalnie władze południowokoreańskie wyrażają niepokój, lecz żadna z ostatnich prób zbrojeniowych Korei Północnej nie celowała w Koreę Południową, a więc kraj ten zniknął przynajmniej tymczasowo z retoryki wojennej władz północnokoreańskich. Możemy więc definitywnie mówić o konflikcie Korea Północna – Stany Zjednoczone, w którym Pjongjang stał się instrumentem polityki azjatyckiej Trumpa, a Seul zakładnikiem Pjongjangu. W takiej konfiguracji wojna na Półwyspie wydaje się mało prawdopodobna. Kim Dzong-un zdaje sobie sprawę, że jego armia nie jest mu całkowicie oddana. Szczególnie osłabione jest jej przywództwo, którego wielu członków ucieka do innych państw. Prowadzi to w konsekwencji do osłabienia szans Korei Północnej w przypadku otwartego konfliktu. Można więc przypuszczać, że jeśli już ma dojść do konfliktu, to nie będzie to typowa wojna lądowa, a raczej szybka wojna o dramatycznych konsekwencjach. Jej skutki będą fatalne nie tylko dla Półwyspu Koreańskiego, ale i dla szerszego regionu, jeśli weźmiemy pod uwagę promieniowanie radioaktywne wynikające z potencjalnego użycia bomb jądrowych i termojądrowych. Nie sądzę jednak, żeby władze amerykańskie zaryzykowały użycie broni jądrowej, mając w pamięci konsekwencje zrzucenia bomb na Nagasaki i Hiroszimę.

 

Nicolas Levi, autor książek o Korei Północnej, konsultant ds. Korei dla organizacji rządowych i pozarządowych

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017