Relacja z festiwalu „Warszawska Jesień”

17.10.2018 4 minuty na przeczytanie artykułu

Za nami Warszawska Jesień ‒ najważniejszy polski festiwal muzyki współczesnej. Trwająca ponad tydzień impreza obfitowała w liczne wydarzenia i koncerty.

Dla tych, którzy przygodę z muzyką współczesną dopiero zaczynają, przygotowano specjalny, dedykowany dzieciom i młodej publiczności cykl. W przystępny sposób wprowadzał on słuchaczy w świat awangardowych brzmień. W ramach tzw. Małej Warszawskiej Jesieni można było posłuchać m.in. kultowego utworu „4’33” Johna Cage’a, wziąć udział w performansie muzycznym będącym grą terenową, a w Muzeum Warszawskim zwiedzić „Wyspę syren” i „Kryjówkę dźwięków”, czyli interaktywne instalacje Justyny Mazur i Wojciecha Kiwera. Ciekawostką było również widowisko w Laboratorium Centrum Sztuki Współczesnej zatytułowane malowniczo – „bazGRANIE. Koncert na malarza, aktora i elektronikę”. Większość prezentowanych projektów tego cyklu, ale i całego festiwalu powstała specjalnie na zamówienie tegorocznej edycji Warszawskiej Jesieni.

Narodziny awangardy

Odbywający się zawsze we wrześniu Międzynarodowy Festiwal Muzyki Współczesnej był pierwszym w Polsce festiwalem poświęconym wyłącznie muzyce współczesnej. Przez wiele lat była to jedyna tego rodzaju impreza w środkowej i wschodniej części Europy: na jej wzór powstały kilka lat później m.in. Muzyczne Biennale w Zagrzebiu. Początki sięgają lat pięćdziesiątych, kiedy to powstała w 1949 r. grupa kompozytorów ‒ Tadeusz Baird, Kazimierz Serocki i Jan Krenz. Wpadli oni na absolutnie jak na tamte czasy nowatorski pomysł zorganizowania w Warszawie Festiwalu Muzyki Polskiej. Były to czasy odwilży, a artyści walczyli o to, aby móc wykonywać muzykę polską i nawiązać zerwany w latach stalinowskich kontakt z Zachodem. Festiwal się nie przyjął. Był bowiem kompletnym miszmaszem gatunków. Ale wyewoluował w stronę muzyki współczesnej i w zmienionej formule wystartował w 1956 roku. Pierwsze edycje były raczej nadrabianiem zaległości z klasyki XX wieku. Ale już wtedy, jesienią w Warszawie zrobiło się awangardowo. Pojawiła się muzyka elektroniczna, a wkrótce festiwal odwiedził sam guru gatunku ‒ Karlheinz Stockhausen.

Warszawska Jesień kontra Sacrum Profanum

Festiwal ma swoich przeciwników. Krytycy zarzucają mu, że nie uwzględnia wielu zjawisk spoza muzyki tworzonej przez akademików. Twierdzili, że nawet jeśli dobrze pokazuje pewne trendy nowej muzyki polskiej, to nie całkiem nadąża za światową, pomijając pewne ciekawe zjawiska, jakby nie zauważając, że kompozytorzy klasyczni już od dawna współpracują z artystami innych dziedzin sztuki. Festiwal nadal trwa przy swoim elitarnym profilu, a tymczasem na kulturalnej mapie pojawił się konkurencyjny (i odbywający się niemal w tym samym czasie) romansujący z popkulturą krakowski festiwal Sacrum Profanum.

A jednak to Warszawska Jesień jest fenomenem. Nieprzerwanie trwa od ponad sześćdziesięciu lat, dając rozeznanie w tym, co ważnego dzieje się we współczesnej muzyce poważnej. Jeśli ktoś interesuje się współczesnością, na Jesień po prostu powinien chodzić. Wśród publiczności nie brakuje młodych, którzy tłumnie odwiedzają zwłaszcza odbywające się poza Filharmonią Narodową czy Studio Koncertowym Polskiego Radia koncerty. Organizatorzy szacują, że co roku jest to prawie 10 000 osób, a dzięki możliwości śledzenia wydarzeń poprzez środki masowego przekazu, w festiwalu uczestniczy blisko 2 mln widzów.

Warszawska Jesień OFF

Odkąd dyrektorem festiwalu został Jerzy Kornowicz, impreza zaczęła się zmieniać. Kluczowe było wprowadzenie nurtu off, zwanego oficjalnie Warszawską Jesienią Klubową. To pierwszy ukłon w stronę wyjścia poza myślenie akademickie, próba pokazania muzyki nastawionej na dialog z publicznością, otwartą na kontekst miejsca. 27 września w barStudio ze specjalnie zamówionymi na Warszawską Jesień live actami wystąpili ‒ Bartosz Weber, Dganit-Enso Elyakim, Teoniki Rożynek i Hadas Pe’ery. Natomiast 29 września w kawiarni Powidoki znajdującej się w Muzeum Sztuki Współczesnej w elektronicznych setach można było usłyszeć m.in. znakomitego Yehezkela Raza czy Amnona Wolmana.

Warszawska Jesień a sprawa publiczna

W roku jubileuszu odzyskania Niepodległości Warszawska Jesień nawiązywać będzie do hasła „Res Publica”. Programowi przyświecają słowa Ignacego Paderewskiego i Józefa Piłsudskiego, które wykorzystane zostały w specjalnie zamówionej na potrzeby festiwalu kompozycji Rafała Augustyna i Cezarego Duchnowskiego (ten ostatni, rocznik ’71 zaliczany jest dziś do czołowych postaci kompozycji elektronicznej w Polsce). „Przedtaktu” uświetnił koncert inaugurujący festiwal. W jego ramach można było bliżej zapoznać się także ze „sztuką obywatelską” Andrzeja Bieżana ‒ wybitnej postaci muzycznej alternatywy i politycznego kontestatora lat 70. i 80.

Agata Zubel gwiazdą Warszawskiej Jesieni

Sensacją była też polska premiera opery „Bildebeschreibung”, znakomitej młodej kompozytorki i wokalistki Agaty Zubel. To laureatka „Paszportów Polityki”, zdobywczyni I nagrody na Międzynarodowej Trybunie Kompozytorów UNESCO w 2014 r. Zubel występuje w najważniejszych salach koncertowych świata z Walt Disney Concert Hall w Los Angeles na czele. Na festiwalu mogliśmy usłyszeć ją w roli solistki, obok świetnego barytona Franka Wornera. Towarzyszyli im Klangforum Wien Ensemble pod batutą Titusa Engela. Wśród wielkich nazwisk znaleźli się także m.in. znakomity belgijski kompozytor ‒ Stefan Prins oraz wielka gwiazda świata kompozytorów i świetny improwizator w jednym ‒ Bernhard Lang.

Legendarna „V Audycja”

Podczas imprezy pokazano także „Herr Thaddäus” – multimedialny spektakl na elektronikę i orkiestrę symfoniczną Pawła Mykietyna oraz „The Artist’s way” – również multimedialna kompozycja Piotra Peszata. Zorganizowano także na wieczór poświęcony wybitnemu śląskiemu kompozytorowi ‒ Andrzejowi Krzanowskiemu. A tam monumentalna „Audycja V”. Utwór od dziesięcioleci czekał na swoje prawykonanie. Dlaczego? Krzanowski był wizjonerem, jego dzieło mocno wykraczało poza dostępne, w czasach kiedy pisał utwór, technologie multimedialne i elektroakustyczne. Problemem było także nagromadzenie w partyturze elementów pozamuzycznych: nakręcenie filmów, stworzenie surrealistycznych obrazów miasta, nagranie taśm z głosem aktora, utworem chóralnym, partią akordeonu, zaprojektowanie scenografii i choreografii. „Audycja V” znacznie przekracza ramy koncertu, widowiska teatralnego, poematu choreograficznego, projekcji multimedialnej. Łączy słowo, dźwięk, światło, taniec, multimedia, elementy happeningu i interakcję z publicznością. W niedzielę, 23 września w pierwszym pełnym prawykonaniu dzieła usłyszeliśmy m.in. wschodzącą gwiazdę wokalistyki ‒ Joannę Freszel. Na finał organizatorzy zaproponowali dzieło Louisa Andriessena „De Staat” (Republika) oparte na legendarnym traktacie o państwie i władzy z tekstami z „Państwa” Platona.