[RECENZJA] Renata Salecl, Tyrania Wyboru, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2013.

02.10.2018 6 minuty na przeczytanie artykułu

Renata Salecl zajmuje się przede wszystkim filozofią, socjologią i zagadnieniami z zakresu teorii prawa, w 2011 roku została uhonorowana tytułem słoweńskiej kobiety roku. W swojej książce postanowiła zmierzyć się z istotnym dylematem: czy wybór może być formą represji? Wydawałoby się, że wolność wyboru jest podstawowym prawem człowieka, a jako prawo powinna być źródłem doznań pozytywnych, w przeciwieństwie do obowiązku. Autorka jednak ukazuje wybór jako obowiązek, coś co ciąży na człowieku i uporczywie nie daje mu spokoju, do tego w każdej dziedzinie życia, nie pozostawia więc wolności od wyboru.

 

Książka, poza Wprowadzeniem i Zakończeniem, liczy pięć rozdziałów, a także listę polecanych lektur. We Wprowadzeniu Autorka wyjaśnia dlaczego zajęła się tematem oraz z jakiej perspektywy problem zostanie opisany.  Główną tezą książki staje się to, w jaki sposób wybór stał się koniecznością, co sprawia, że ludzie chcą poddawać się jego tyranii, a także na jakiej zasadzie wywołuje on lęki i obawy. Ciekawą wizją, jaką przedstawia na pierwszych stronach jest fakt, że społeczeństwo konsumpcyjne nie jest społeczeństwem bez ograniczeń, a na takie usiłuje się je kreować, przez co nakłada ludziom kajdany odpowiedzialności za każdy krok.

W pierwszym rozdziale możemy dowiedzieć się o tym, co sprawia, że wybór wywołuje w człowieku lęk. Tu pojawia się ciekawa charakterystyka odczuć ludzi, którzy podejmując decyzję biorą pod uwagę przede wszystkim takie aspekty jak to, czy wybór, który podejmą, będzie idealny, co inni ludzie o nim pomyślą, mają poczucie chaosu wokół siebie, gdy pojawia się wrażenie, że być może ktoś powinien podjąć tę decyzję za nich, a także obawiają się, że ich wybór nie jest tak naprawdę ich wyborem, że pozostają pod wpływem różnego rodzaju strategii wpływających na ich decyzję.

Problemem, który opisuje, staje się też fakt, że dzisiaj „stworzenie siebie” staje się za proste. Dzisiejsze czasy skłaniają nas ku wymyśleniu samego siebie. Traktujemy życie jako rodzaj przedsiębiorstwa, w którym przeliczamy zyski i straty, tworzymy markę osobistą, która odzwierciedlać ma nas samych, poprzez nasze pasje, osiągnięcia, obrazy – im bardziej intrygujące, nietypowe, im lepiej postrzegane – tym lepszym życiem żyjemy, a więc – nasze wybory są dobre. Wiąże się z tym również potrzeba wiecznego oceniania siebie samego. W jaki sposób? Potrzebujemy odpowiedzi zwrotnej w każdym zakresie życia, mierząc wartość poprzez ocenę pracodawcy, słowa usługobiorcy, serduszka na Instagramie. Nietrudno więc zauważyć, że eksponujemy siebie i chcemy być „oceniani” w każdej sferze naszego życia. Z badań wynika, że faktycznie tak Instagram, jak i Facebook mogą być źródłem zaburzeń lękowych oraz depresji, tworzą one swoistą spiralę cierpienia – z jednej strony chcemy, by inni nam zazdrościli, z drugiej ciągle czujemy, że nie mamy tego, co posiada ktoś inny.

Ciekawe jest również spojrzenie autorki na poradniki. Z jednej strony zauważa ona, że ludzie, pragnąc zrzucić z barków ciężar wyboru, sięgają po opinię ekspertów od „dobrego życia”, z drugiej jednak wzmacnia to uczucie nieodpowiedniości, poczucie, że życie, którym dysponują jest wybrakowane. Jeśli powiązać to z różnego rodzaju ograniczeniami związanymi z sytuacją ekonomiczną, tak ich osobistą, jak i regionu, czy kraju, w którym żyją, co wywołuje poczucie winy i lęk. W podobnym świetle można zobrazować fenomen coachingu – jednostka oddaje swoje życie do poprowadzenia przez „eksperta”,  który ma zdejmować bariery odkrywając jej niezależność, a z drugiej zachęca do dostosowania się do istniejących warunków ją otaczających. Należy zauważyć, że ogromna popularność poradników, mających uczyć ludzi bycia szczęśliwymi, wcale nie osiągnęła pożądanego efektu. W myśl koncepcji, którą prezentuje Salecl możemy dostrzec, że popularne ostatnimi czasy książki dotyczące sztuki szczęścia, jak lykke, czy hygge, tylko powiększyły paletę wyborów, które powinny prowadzić do idealnego życia. W drugim rozdziale możemy zapoznać się z kwestiami dotyczącymi tożsamości, autokreacji, tworzeniem idealnego ja, a także trudnościami w zdefiniowaniu siebie samego przez współczesnego człowieka. Tożsamość w społeczeństwie konsumpcyjnym jest zjawiskiem szeroko omawianym w literaturze socjologicznej i psychologicznej.  Tu Autorka odwołuje się przede wszystkim do psychoanalizy i nurtów z niej się wywodzących, wyobrażeniowości i Wielkiego Innego – Lacana.

Trzeci rozdział jest o tyle interesujący, że dostrzegamy opisane w nim skutki społeczne, nawet jeśli nie jesteśmy zainteresowani socjologią czy filozofią, dotyczy on wyborów miłosnych. Autorka obrazuje w nim, w jaki sposób poszukiwanie partnera uległo urynkowieniu, choćby poprzez internetowe portale randkowe, na których to, nie tylko swoją wartość, ale i potencjalnych partnerów, mierzy się w podobny sposób, jak wybór najlepszego breloczka do kluczy, nadając drugiemu człowiekowi pewną wyobrażoną wartość, która następnie decyduje o tym, czy danej relacji poświęcimy czas, czy nie. Renata Salecl wskazuje, że choć „oferta” idealnych partnerów jest szeroka, to jednak każdy na swój sposób definiuje wartość rynkową drugiej osoby, więc nasze zainteresowanie nie sprawia, że jest to oferta „na naszą kieszeń”. Mimo wszystko, dostępność tak szerokiej gamy „produktów” powoduje, że oczekiwania osoby korzystającej z tego typu możliwości, gwałtownie rosną. Podobnie jest zresztą we wszystkich innych sferach życia. Na pozostałych polach naszej aktywności, to, czego nie jesteśmy w stanie kupić, czy dostać tu i teraz, może być źródłem rozważań, gdzie dokonaliśmy złych wyborów, skoro nie cała oferta jest dla nas dostępna. W tym przypadku także zwraca uwagę na istotny dowód poszukiwania przez człowieka lekarstwa na lęki związane z wyborem – portale oparte na naukowych przesłankach dopasowania partnerów. Nauka ma rozwiać nasze wątpliwości i przedstawić wybór idealny, a więc pełni funkcje eksperta. A jeśli w relacjach damsko-męskich jest mniej racjonalności niż sądzimy? To nie zmienia faktu, że unikamy wówczas wszechobecnej odpowiedzialności. W kolejnym rozdziale, niejako z dwóch stron, przedstawiony jest również problem rodzicielstwa, możliwości dokonywania aborcji, czy in vitro, decydowania o sobie, ale nie tylko w kontekście samego posiadania dzieci, ale też kwestii bardziej przyziemnych, niejako ulokowanych w kulturze konsumpcyjnej, odnoszących się do tego, jak być matką zadbaną, w jaki sposób organizować własne życie, by rodzicielstwo było jego uzupełniającym elementem, a nie zaprzeczeniem.

Ostatni rozdział odnosi się do wyboru wymuszonego. Tu, poza przykładami politycznymi, możemy spotkać bardzo ciekawą kwestię, a mianowicie to, w jaki sposób śmierć stała się również kwestią wyboru. Niegdyś uznawana była za ostateczność przed którą nie da się umknąć, religie oferują wizje życia po śmieci, które są również swoistym lekarstwem na lęk. Formy oszukiwania czasu można dostrzec w coraz powszechniejszych operacjach plastycznych, ale też w formach kontroli, które uwidaczniają się w postaci kolejnego wyboru – eutanazji. Kluczową kwestią całej pozycji staje się ograniczanie samego siebie w świecie nieograniczonego wyboru.

Książka napisana jest językiem na tyle przystępnym, że zrozumiała będzie dla każdego czytelnika chcącego poznać dylemat „wyboru”. Wielość odwołań do psychoanalizy może zrazić czytelników negatywnie nastawionych do koncepcji płynących z tego nurtu, jednak mimo wszystko wiele argumentów autorki, nawet w oderwaniu od podbudowy teoretycznej, stanowi trafną i ciekawą perspektywę, jak i spojrzenie na społeczeństwo. Poruszanie tematów codziennego życia, które bliskie są wszystkim, sprawia, że może stać się „poradnikiem”, czy rodzajem „anty-poradnika” – na co zwracać uwagę, by nie zapadać się w pętle wyborów i odpowiedzialności. Ostatecznie, w przeciwieństwie do poradników, autorka nie pozostawia czytelnika z gotowymi odpowiedziami. Argumenty, których używa, opierają się właśnie na tym, że  podejmując decyzję rzadko jesteśmy racjonalni. Ponadto, że wybór nie istnieje w próżni. Ograniczamy go nie tylko my sami, ale też nasze otoczenie, warunki ekonomiczne, organizacja pracy, środowisko. Wybór jest też otoczony obwarowaniem wykreowanym przez ideologię, która go stworzyła, a więc nie wychodzi poza jej ramy. W ostatnim zdaniu Renata Salecl napisała tak: „Od nas jednak zależy, czy chcemy tyranię wyboru zaakceptować, czy też odrzucić. Możemy zacząć od zrozumienia jakie naprawdę mamy opcje” – i wydaje się to doskonałą puentą, a także rekomendacją. Książka bardziej uświadamia nam to, co niejednokrotnie tkwi w naszej podświadomości, jest rodzajem ciekawej analizy problemu, bardziej niż naukowym traktatem. Poruszane wątki obrazują różne elementy naszej rzeczywistości, choć, jak się wydaje, można by podać jeszcze wiele przykładów na tę tyranię wyboru. Jednocześnie, należy zauważyć, że sama możliwość wyboru nie jest słabością świata, w którym żyjemy. Słabością staje się natomiast nasza wiara w ich racjonalność, przewidywalność, czy w to, że istnieją te idealne decyzje, które prowadzą do życia idealnego. Możliwość podjęcia decyzji bywa ogromnym ciężarem, często nawet gdy racjonalność podpowiada nam, że podjęcie decyzji jest wynikiem naszej niezależności, to podświadomie wolelibyśmy obarczyć tym kogoś innego, co jest naturalne w przypadku niewiedzy w danej dziedzinie, ale też niepewności. W wielu miejscach pojawiają się jednak pytania: czy to, że na portalach randkowych ludzie tworzą sobie obraz idealny, przeliczając wszystkie za i przeciw, jest czymś nowym i charakterystycznym dla przestrzeni wirtualnej? Wydaje się, że w kontaktach bezpośrednich często zachodzą bardzo podobne schematy myślowe, choć oczywiście internetowe portale sprzyjają tego typu zjawiskom, otwierając przed ludźmi ofertę, której nie byliby w stanie poznać w realnym świecie. A także, czy wolność od tyranii wyboru jest możliwa, co rodzi problem do dalszej dyskusji: jaka jest alternatywa?

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2018-2019