Europa na garnuszku Niemiec, czyli jaka będzie przyszłość strefy euro

04.04.2017 6 minuty na przeczytanie artykułu
Europa na garnuszku Niemiec, czyli jaka będzie przyszłość strefy euro

Obecna konfiguracja integracyjna w postaci strefy euro nie jest do utrzymania, przede wszystkim z powodu braku porozumienia pomiędzy Francją, a Niemcami, a w dokładniejszej przez odmienne rozumienie globalnych i korporacyjnych cech współczesnego kapitalizmu, a co za tym idzie wizji dalszej integracji europejskiej. Deklaracje nowych scenariuszy rozwoju integracji, m.in. w postaci Unii Europejskiej wielu prędkości to tylko wybieg propagandowy. Niemcom będzie bardzo trudno utrzymać swoją obecną dominację we Wspólnocie, a kraje Południa UE będą wysuwać wobec nich coraz większe żądania. Chodzi oczywiście o pieniądze.

 

Rozpad strefy euro został praktycznie zapoczątkowany już w momencie negocjacji i podejmowania pierwszych działań zaradczych w sytuacji kryzysów „pułapki zadłużenia” (publicznego i prywatnego!). Francja chciała wtedy deklaracji od Niemiec o dalszym pogłębianiu integracji europejskiej w kierunku federalizmu. Przyjęty model rozwoju Niemiec oparty na eksporcie wykluczał jednak te propozycje.

Francja dążyła do tego, by kraje Południa były finansowane albo przez transfery dochodu (z „krajów nadwyżki” do „krajów deficytu” handlowego), albo przez wspólne finansowanie deficytów publicznych (przez euroobligacje, czyli wspólną emisję długu, wspólne podatki i transfery społeczne), a nie przez zadłużanie się na szczeblu narodowym, ponieważ nie jest to już możliwe. Kraje z nadmiernym zadłużeniem byłyby finansowane pod warunkiem zmiany swych polityk gospodarczych celem zmniejszenia nadmiernego deficytu poprzez ograniczenie wzrostu płac i poprawę efektywności wydatków publicznych, co uniemożliwiałoby dalsze narastanie nierównowag.

Oczywiste staje się w tym momencie pytanie: dlaczego Niemcy mieliby płacić (?), skoro ograniczali realny wzrost płac (poprzez deregulację rynku pracy) i nie zadłużali się znacząco1), skutkiem czego „euro niemieckie” było tańsze, a towary niemieckie konkurencyjne2).

Istnieją po temu co najmniej dwa powody. Po pierwsze od dawna już tak jest, że kraje bogate UE „finansują” kraje biedne poprzez większe „dokładanie” się do budżetu Wspólnotowego. Nie wynika to jednak z altruizmu, czy wyszukanej, długookresowej strategii inwestycyjnej. Korporacje działające na ich obszarze transferują bowiem do swych krajów macierzystych (Francji, Niemiec) dużo wyższe dochody w postaci dywidend i odsetek, które często są podstawą opodatkowania w krajach centrum. Po drugie Francja proponowała „finansowanie” krajów eurolandu na zasadzie „solidarności”, nazwanej „specjalizacją produkcyjną”. Chodziło tutaj o to, iż skoro Niemcy zdecydowały się być lokomotywą przemysłową Wspólnoty to powinny płacić za to, iż inne kraje się na to „zgodziły” i kupują ich towary. Trudno winić Niemcy za brak zgody co do pomysłu euroobligacji, w przypadku upadku strefy euro, to przecież oni zostaliby z długami. Poza tym obawiali się też wyższego kosztu takich papierów dłużnych w porównaniu do obligacji niemieckich. Co więcej finansowanie „Południa” mogłoby okazać się niewystarczające do przywrócenia wzrostu w krajach tego regionu, wbrew optymistycznym założeniom Francji, naciskającej na narzędzia integracyjne, jakimi są np. fundusze unijne na wsparcie rozwoju przedsiębiorstw, ale także przemysłu.

Zdobytej przewagi w każdej dziedzinie, a w przypadku Niemiec jest to produkcja, nie oddaje się łatwo. Niemcy jednak w dłuższej perspektywie nie będą mogły jednocześnie zjeść ciastka i nadal go mieć z powodu nierównowag, które powodują. Upraszczając zawiłe wywody ekonomistów, nierównowaga zewnętrzna krajów strefy euro polega na tym, iż kraj który skonsumował więcej niż wyprodukował, a więc ma deficyt w handlu, zawsze będzie musiał pożyczać.

W lutowym raporcie nawet MFW oznajmił, iż nie będzie uczestniczył w trzecim programie pomocowym dla Grecji, gdyż „jej dług jest niestabilny”, czyli niemożliwy do spłaty. Również Komisja Europejska głośno krytykuje Niemcy za nadwyżkę w handlu. Także wcześniej dużo negatywnych opinii pod adresem Niemiec, ale także Chin było kierowanych na forach międzynarodowych, np. grupy G20.

Mimo silnych nacisków Niemcy nie zamierzają jednak zmniejszyć swych nierównowag w handlu poprzez wzrost popytu wewnętrznego i płac, np. dzięki wzrostowi wydatków socjalnych, czy obniżce podatków, co spowodowałoby wzrost gospodarczy i wzrost inflacji w tym kraju. Wielu ekonomistów podkreśla jednak, iż inflacja w Niemczech jest znacznie poniżej celu inflacyjnego traktatów z Maastricht.

W obecnych czasach globalizacji i wolnego handlu narzędzie kursu walutowego stało się ostatnią ostoją protekcjonizmu handlowego, a wpływa na niego inflacja i wysokość płac. Współcześnie w ekonomii stosuje się dwa wskaźniki konkurencyjności krajów. Są to jednostkowe koszty pracy, mówiące o tym, jak płace kształtują się w stosunku do płac krajów głównych partnerów handlowych danego kraju. Drugi wskaźnik efektywne kursy walutowe dotyczy ceny waluty i uwzględnia on poza „kosztem płac” również cenę pieniądza, czyli inflację –także ważone udziałem w handlu głównych partnerów handlowych danego państwa. Nie trudno odgadnąć, iż dla Niemiec te parametry spadały, czyniąc ich kraj bardzo konkurencyjnym, podczas gdy dla ich partnerów gospodarczych wzrastały i nie zapowiada się, by ta tendencja się odwróciła3).

Tradycyjny wyższy wzrost gospodarczy kraju „doganiającego” zawsze wiąże się z wyższą inflacją, a co za tym idzie utratą konkurencyjności cenowej. Co więcej kraje biedniejsze mają wyższą inflację, bo charakteryzują się „płaską konsumpcją”, a więc wyższą skłonnością do zadłużania się (dług publiczny i prywatny). Twórcy strefy euro zakładali, że niższy koszt kredytu (kapitału) wzmocni przedsiębiorczość w tych krajach, z uwagi na niskie płace i wysoką rentowność projektów inwestycyjnych z powodu nadrabiania zapóźnienia technologicznego. Jak się jednak okazało tani kredyt doprowadził je do „orgii konsumpcji”, a rozdmuchany sztucznie popyt wewnętrzny skłonił do zakupu produktów zagranicznych. Gdyby kraje te miały swoją walutę, musiałaby ona ulec osłabieniu z powodu równoczesnego wzrostu popytu na walutę obcą związaną ze wzrostem popytu na produkty zagraniczne (importem). Innymi słowy zadziałałby automatyczny stabilizator hamujący narastanie nierównowag zewnętrznych.

Strategia niemiecka w postaci programów oszczędnościowych i restrykcji dotyczących wzrostu płac i prywatyzacji narzucona krajom Południa, tzw. polityka austerity doprowadziła do spadku popytu i pogłębienia recesji w tych krajach. Niemcy prawdopodobnie liczyli na to, że sytuacja ulegnie względnej stabilizacji, nie uwzględnili jednak w swych założeniach globalizacji i presji na wzrost gospodarczy „na kredyt” (prywatny) w dzisiejszym kapitalizmie.

Czy Niemcy chcą jednak znacząco dbać o wzrost swych partnerów ze strefy euro i ich popyt na importowane produkty? Wydaje się, że nie póki euro jest słabe w stosunku do dolara, a Stany Zjednoczone są (nadal) ważnym partnerem handlowym Niemiec, z którym wypracowują oni dodatnią nadwyżkę w handlu. Słaby wzrost krajów Południa UE to równocześnie brak presji na wzrost wartości euro do dolara. Peter Nawarro – szef Narodowej Rady Handlu w administracji D. Trumpa stwierdził ostatnio, że euro to ukryta marka niemiecka, a Niemcy wykorzystują swoich partnerów w USA i UE. Kanclerz Angela Merkel odpowiedziała na to, iż Niemcy nie mogą wpływać na euro oraz, że Berlin zawsze wspierał niezależność EBC.

Opuszczenie strefy euro przez kraje Południa oznaczałoby silną dewaluację ich walut, prowadzącą do zniknięcia deficytów zewnętrznych w ciągu 1-2 lat, uważa francuski ekonomista Patrick Artus4). Proces „wyjścia” Francji łączyłby się z czasowym zamrożeniem przepływów kapitału, a kurs walutowy franka mógłby być płynny – częściowo sterowany lub sztywny, przy czym Pani Marine le Pen zapowiedziała także możliwość wprowadzenia ceł na produkty z Niemiec, podobnie jak obecny prezydent USA, Donald Trump. Europa i świat przyszłości jawią się jako bardziej protekcjonistyczne i mniej neoliberalne niż przed kryzysem.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017

   [ + ]

1.Niemcy to, obok Japonii, jedyny kraj, w którym w latach 1998 -2007 wydatki publiczne z poprawką na inflacje zmniejszyły się
2.Warto też dodać, iż „nierówności płacowe i ubóstwo” w latach 2005-2008 rosły w Niemczech szybciej niż w jakimkolwiek innym kraju OECD” –czytamy w raporcie tej organizacji
3.Więcej na temat jednostkowych kosztów pracy i efektywnych kursów walutowych można znaleźć w moich publikacjach naukowych w Zeszytach naukowych SGH, wpisując w Internecie moje nazwisko i tytuł czasopisma
4.Jest to strategia, która była wykorzystana w Hiszpanii i we Włoszech w latach: 1992-1993 w momencie rozpadnięcia się Europejskiego Systemu Monetarnego. Silna 50% deprecjacja walut w stosunku do marki niemieckiej doprowadziła do przywrócenia równowagi zewnętrznej w tych krajach w 1993 r.