Powrót do domu

19.01.2017 6 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

Moralne zobowiązanie Polski by pomóc w osiedleniu się w ojczyźnie rodakom ze Wschodu, wciąż pozostaje jedynie zobowiązaniem. Jednak na polskich uczelniach można spotkać młodych ludzi, którym udało się wrócić do kraju przodków.

 

Ania Kowzan po korytarzach Akademii Pedagogiki Specjalnej, gdzie w październiku rozpoczęła studia, porusza się już pewnie. „To był trudny wybór. Myślałam o studiowaniu turystyki i języków obcych, ale przeważyła chęć pracy z dziećmi z niepełnosprawnością. Dlatego wybrałam kierunek pedagogika specjalna” – mówi piękną polszczyzną. „Koleżanki z akademika nie chciały uwierzyć, że pochodzę z Kaliningradu. Twierdzą, że nie mam żadnego akcentu, choć mnie się wydaje, że jeszcze trochę słychać mój inny akcent” – dodaje.

Ania pochodzi z dwunarodowej rodziny. Ma tatę Polaka i mamę Rosjankę. „Nie jestem klasyczną repatriantką, bo zazwyczaj repatrianci urodzili się poza Polską, ale mają polskich przodków. Moja historia jest trochę inna: urodziłam się w Polsce, w Pasłęku. Mam polskie obywatelstwo, ale kiedy byłam jeszcze bardzo mała, zamieszkaliśmy po rosyjskiej stronie granicy” opowiada Ania. W jej domu mówiło sie po rosyjsku, więc polskiego musiała się uczyć jako języka obcego.” Pomógł mi polski konsul w Kaliningradzie, który zaproponował lekcje języka polskiego. Uczyłam się cztery lata. Potem pojawiła się okazja, by uczyć się w działającym w Warszawie polonijnym liceum i tak wróciłam do Polski” – mówi Ania.

W jej przypadku powrót do kraju w którym się urodziła i z którego pochodzi cześć jej rodziny, udał się.. Jednak wiele osób polskiego pochodzenia latami ubiega się o repatriację. Oczekiwanie trwa nawet 10 lat. W ostatnich latach rocznie do Polski przyjeżdżało około 200 repatriantów. Tymczasem według informacji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych z ubiegłego roku na repatriację do Polski oczekuje około 2,6 tys. osób. W przypadku starszych osób trudność polega między innymi na tym, że trzeba pomóc im w osiedleniu się: w znalezieniu mieszkania, pracy, zaaklimatyzowaniu się. Łatwiej jest w przypadku młodzieży. Jeśli umożliwi się jej naukę w polskim liceum czy rozpoczęcie studiów, w naturalny sposób wrośnie w społeczeństwo, pozna polskie realia i po skończeniu nauki usamodzielni się. Jednak i tu brakuje mechanizmów, narzędzi prawnych, a nawet i dobrej woli decydentów by wspierać tych, którzy pomagają młodym Polakom w powrocie do ojczyzny.

Polska matura

Ci młodzi, którym udało się przyjechać chcą z Polską związać swoją przyszłość. Ania Kowzan  zamierza zostać nad Wisłą na stałe: „Tak postanowiłam już wtedy, kiedy przyjechałam uczyć się w polonijnym liceum. Tu chcę pracować i tu założyć rodzinę” podkreśla. Podobnie myśli Witek Kołotyło. W tym roku rozpoczął studia na SGGW. Pochodzi z Drohobycza na Ukrainie.”  Już dawno postanowiłem, że zostanę w Polsce. Mam nadzieję, ze za dwa, trzy lata dołączy do mnie moja młodsza siostra”– mówi Witek. Podkreśla, że jego polscy przodkowie nigdzie nie wyjechali ani nie zostali przesiedleni. – „To polskie granice się od nich odsunęły, a że pradziadek ze strony ojca w Drohobyczu miał pracę i rodzinę, to tam zostali” – opowiada. – „W moim domu rodzinnym rozmawialiśmy po ukraińsku, a Polskę i polskie tradycje poznawałem dzięki prababci. Języka nauczyłem się w polskiej szkółce sobotniej w Drohobyczu.”


Witek studiuje technologię żywności i żywienia: „Bardzo interesuje mnie chemia żywności, biologia. Szczególnie zaciekawiła mnie technologia produkcji win i soków. Ta dziedzina dynamicznie rozwija się we Francji i w Niemczech. Kiedy za pięć lat skończę studia w Polsce, pojawi sie zapotrzebowanie na pracowników specjalizujących się właśnie w tej właśnie branży” – ocenia. Z wyboru studiów jest zadowolony i przyznaje, że wzbudza zainteresowanie wśród kolegów i koleżanek: „Często mnie wypytują skąd pochodzę, choć zazwyczaj ze względu na nazwisko podejrzewają, że przyjechałem z Litwy” – śmieje się.

Przyznaje, że po przyjeździe do Polski najtrudniejsza były kwestie językowe. „Martwiłem się o to, czy poradzę sobie z językiem, jak to będzie uczyć się wszystkiego po polsku” – wspomina. Poradził sobie lepiej, niż się tego spodziewał. Skończył liceum, w którym uczy się wielu młodych Polaków ze Wschodu, zdał polską maturę. „Nauczyciele byli mili, bardzo pomocni. Martwiłem się o to jak będzie z nauką, a szybko wskoczyłem do grona najlepszych uczniów. Ze średnią powyżej 5 trafiłem do topowej trójki” – wspomina.

„Ja też najbardziej martwiłam się o język” – mówi Ania Kowzan. „Jeszcze do dziś na zajęciach, na przykład z psychologii, pojawiają się nie do końca zrozumiałe dla mnie słowa. Szybko je zapisuję i nieraz muszę najpierw sprawdzić jak to jest po rosyjsku, żeby lepiej zrozumieć jakiś termin” – opowiada Ania.


W dalekiej Mołdawii

O obawach związanych z językiem mówi też Eugenia Nikulac, studentka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Pochodzi z dalekiej Mołdawii. „Polką  była babcia mojego dziadka.  Po powstaniu styczniowym rodzina najpierw znalazła się na Ukrainie, a potem w Mołdawii” – wyjaśnia Eugenia. „Języka polskiego zaczęłam się uczyć już w szkole podstawowej i bardzo mi się to spodobało. Ponieważ w mojej miejscowości działała organizacja polonijna, chodziłam na kółko, na którym uczyliśmy się polskich tańców ludowych, dzięki temu mogliśmy wyjeżdżać na występy do Polski” – wspomina. Jak mówi, do Mołdawii nie zamierza wracać. „Trudno tam rozwijać się zawodowo” – tłumaczy. Zaznacza, że zawsze marzyła by pracować w dziedzinie stomatologii. Na WUM studiuje higienę stomatologiczną. „Na studiach wzbudzam duże zainteresowanie kolegów, każda rozmowa z nowopoznaną osobą zaczyna się od tego skąd jestem, jak do Polski przyjechałam i czy się nie bałam pojechać sama do innego kraju w wieku zaledwie 16 lat” – opowiada Eugenia.. „Muszę przyznać, że bardzo tęsknie za bliskimi. Mam nadzieję, że niedługo dołączy do mnie siostra. Chce się uczyć w tym samym polonijnym liceum, do którego chodziłam ja. Będzie mi raźniej. A rodzina jest ze mnie dumna, że udało mi się wrócić do ojczyzny przodków” – podkreśla

Kim się czują młodzi repatrianci? Ania Kowzan chwilę się zastanawia.” Płynie we mnie i polska, i rosyjska krew. Czuje się i Polką i Rosjanką” – mówi. Witek Kołotyło sprawę tożsamości ma już przemyślaną: „ Na początku gdy przyjechałem do Polski pytany o to kim jestem odpowiadałem, że Ukraińcem. Dziś, kiedy w Polsce jestem już czwarty rok , zacząłem dostrzegać to, że przeważa u mnie poczucie tego, że jestem Polakiem”.

 

Jedyne takie liceum

Działające w Warszawie Kolegium św. Stanisława Kostki to nie jest zwykłe liceum. Uczą się tam młodzi Polacy ze Wschodu. Po II Wojnie Światowej ich rodziny zostały poza granicami Polski. „Od jednych odsunęły się granice, inni zostali wywiezieni w głąb ówczesnego Związku Sowieckiego, wielu nie udało się ewakuować razem z Armią Andersa. Ilu ludzi, tyle rodzinnych historii, często bardzo skomplikowanych” – opowiada Ewa Petrykiewicz, dyrektor liceum. Uczniowie pochodzą z polskich środowisk na Wschodzie.
W tym roku  naukę w placówce rozpoczęło 120 uczniów. To dla nich doskonały sposób, by wrócić do ojczyzny przodków. Większość uczniów zostaje w Polsce na studia, tu chce się osiedlić, założyć rodziny. Myślą o ściągnięciu swoich bliskich, gdy już finansowo staną na nogi. „W dobie kryzysu demograficznego warto im pomóc w powrocie. Są nam bliscy kulturowo, a do tego bardzo kreatywni, zdolni, pracowici. Bez większych problemów zdają maturę, dostają się na studia – mówi dyrektor.
Liceum jest placówką niepubliczną, od rodaków ze wschodu są pobierane tylko symboliczne opłaty. Wielu nie byłoby stać na sfinansowanie nauki dzieci w Polsce. Szkoła utrzymuje się jedynie z subwencji MEN i środków, które uda jej się otrzymać w konkursach grantowych MSZ i Senatu. To za mało by pokryć koszty utrzymania, zwłaszcza, że liceum nie ma własnej siedziby i musi wynajmować pomieszczenia, w których uczy się młodzież. Do tej pory udawało się dopiąć budżet placówki dzięki ludziom dobrej woli. Do końca roku szkoła musi uregulować zaległości przekraczające 150 tys. zł.

Polonijne Liceum w Warszawie można wesprzeć biorąc udział w akcji „Jedyny taki prezent”. Więcej informacji o akcji  na stronie internetowej: www.witajciewdomu.pl, gdzie można też dokonać darowizny on-line. Wesprzeć uczniów można również przekazując 1 % podatku: Fundacja Dla Polonii, numer KRS: 0000423252.

Agnieszka Niewińska

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017