Pokolenie nienazwane

23.01.2019 2 minuty na przeczytanie artykułu

Tato, po co właściwie uczyć się historii? – czasem proste pytania potrafią człowieka wybić z pewności siebie. Szczerze mówiąc, w pierwszym momencie nie miałem pojęcia co odpowiedzieć, bo nigdy historii nie uczyłem się tak, bym ją zakuwał. Po prostu od dziecka się nią interesowałem.

 

Jak jednak przekonać do tego córkę, która chyba już nawet do generacji millenialsów nie będzie należała, tylko do jakiejś młodszej, jeszcze nienazwanej, niezdiagnozowanej, takiej dla której prehistorią będą nie tylko radia kasetowe, ale i płyty CD, a może i USB, a Facebook zapewne, o ile przetrwa, będzie czymś trącającym myszką, jakimś miejscem spotkań starszych ludzi.

Z pomocą przyszła mi Maria Peszek i muzycy z orkiestry Męskiego Grania wykonujący utwór „Sorry Polsko”, muzycznie świetny ‒ przyznacie. Z tekstu wynika, że gdyby przyszło co do czego, to pani Peszek nie biegałaby z karabinem po kanałach i nie oddałaby ani jednej kropli krwi Polsce. Owszem, jest wzorcową obywatelką, chodzi na wybory, kasuje bilet w tramwaju i płaci abonament, ale „nie chciej Polsko mojej krwi”.

Sorry…

W słynnym Międzynarodowym Biurze Miar i Wag we francuskim Sevres przechowują wzorcową długość metra, wzorcowy odważnik o wadze kilograma i tym podobne niezbędne arytmetyce gadżety. Piosenkę „Sorry Polsko” można by umieścić tam jako wzór pacyfizmu w tej jego wersji, która nieuchronnie prowadzi do tego, że ci, którzy najbardziej chcą przeżyć, sami pierwsi padają ofiarą rozmaitych historycznych zawieruch. Gdyby na przykład pani Peszek albo ktoś, kto pisał ten tekst, słyszał o mieście Kartagina, które z troski o pokój najpierw oddało Rzymianom broń, by potem zostać przez nich eksterminowanym? Albo miłym, sympatycznym, ślicznie się rozwijającym mieście Nowogród Wielki, które kiedyś postawiło na handel i rozwój? W niczym nie ustępowało Wenecji poza zbrojeniami, o które nader dbali za to jego sąsiedzi. W efekcie zostało zniszczone przez cara Iwana Groźnego i nigdy się nie odrodziło. Można by tak wymieniać. Spokój i dobrobyt Szwajcarii gwarantują nie tylko banki, ale także ładunki wybuchowe w alpejskich tunelach i gotowość niemal całej męskiej populacji do wyjęcia z szaf pistoletów maszynowych i walki.

Lekcja z historii

Tak to już jest z tym pacyfizmem, ale nie tylko z nim. W gruncie rzeczy z historii możemy się nauczyć wszystkiego, a nawet jeśli pewne sprawy się zmieniają, to z reguły można zaobserwować tendencje. Choćby taką, że jak Niemcy przez ponad tysiąc lat miały skłonność do patrzenia z wyższością na swój najbliższy wschód i kolonizowania go lub uzależniania od siebie, to może poczekajmy jeszcze parę lat, zanim stwierdzimy, że teraz to naród oświeconych altruistów chcących tylko tego, by wszystkim po równi przyświecała unijna flaga gwieździsta nad nimi. Analiza porównawcza, czyli historyczna, ma najwięcej sensu. Weźmy takich ekonomistów. Jedni twierdzą, że jest tak, drudzy, że jest śmak. Jedni twierdzą, że cykle koniunkturalne biorą się z tego, inni że z owego. Ale czy nie lepiej niż pokładać nadzieje w ryzykownych teoriach, spojrzeć w przeszłość? Zawsze po górce był dołek, i im większa i szybsza górka, tym spadek mocniejszy. Cykle koniunkturalne, czyli owe górki i doły, od zawsze były i trzeba to uwzględniać inwestując. Choć za każdym razem pojawia się jakiś utytułowany prorok, który na podstawie własnej analizy stwierdza jak baba jedząca czipsy w „Dniu Świra”, że to już ten „ostatni”.

Nie wiem, czy was przekonałem, bo jeśli chodzi o córkę, to przemówiły do niej dużo bardziej przyziemne argumenty. Człowiek z solidnym, humanistycznym wykształceniem może pisać książki, założyć zarabiający dużo pieniędzy kanał na YouTube, pisać scenariusze do filmów, a to fajna praca, bo nie trzeba rano wstawać i chodzić do pracy, można nawet cały dzień spędzić w łóżku. Więc miłego leniuchowania w AD 2019.

Wiktor Świetlik