Chcemy dać narzędzia tym, którzy mają ciekawe pomysły i ambicję – Piotr Müller z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego o planowanej reformie polskich uczelni

04.10.2017 9 minuty na przeczytanie artykułu

Piotr Müller

Stypendium dla każdego doktoranta, mniej przywilejów z habilitacji oraz przywracanie relacji mistrz – uczeń na polskich uczelniach. O tych i innych planowanych zmianach w szkolnictwie wyższym opowiedział dla istotnie.pl Piotr Müller – prawnik, dyrektor Biura Ministra Jarosława Gowina w MNiSW, członek zespołu legislacyjnego przygotowującego reformę nauki i szkolnictwa wyższego.

Czy w Polsce jest obecnie za dużo studentów?

Problemem nie jest sama liczba studentów, lecz jakość kształcenia jaką możemy im zapewnić. Musimy zadbać o równowagę między jakością a liczbą osób, które studiują. To dobrze, że na przestrzeni lat zwiększyliśmy poziom skolaryzacji, jednak niż demograficzny powoduje często radykalne obniżenie się poziomu. My chcemy to powstrzymać.

W rankingu szanghajskim wciąż zostajemy daleko w tyle. Moglibyśmy podwyższyć lokaty polskich uczelni doprowadzając np. do łączenia uniwersytetów medycznych z innymi uczelniami.

Konsolidacja uczelni wyłącznie po to, aby być wyżej w rankingach nie ma sensu. Niemniej w Polsce konsolidacja uczelni jest bardzo zasadna, aby efektywnie działać naukowo i zapewnić przepływ wiedzy między różnymi dyscyplinami. Każdy klasyczny uniwersytet powinien mieć szeroką paletę dyscyplin na wysokim poziomie. Moim marzeniem jest, aby np. Warszawski Uniwersytet Medyczny połączył się z Uniwersytetem Warszawskim. I to bynajmniej nie dla wyższej lokaty w rankingach – to drugorzędna sprawa. Chodzi o to, aby na styku fizyki, biologii, chemii i medycyny prowadzono dobre badania naukowe. To już się dzieje, bo na UW czy WUM działają już międzyuczelniane zespoły badawcze. Połączenie potencjału badawczego różnych uczelni mogłoby przynieść korzyści dla polskiej nauki. Fakt, że podniosłoby to pozycję polskich uczelni w rankingach jest sprawą wtórną, choć również jak najbardziej pożądaną.

Jak poradzić sobie z obniżeniem poziomu na uczelniach i niżem demograficznym?

Już zaczęliśmy wprowadzać konkretne rozwiązania. Zmieniliśmy dydaktyczną część algorytmu finansowania szkolnictwa wyższego, w której dzieli się ok. 10 mld złotych. Chcieliśmy przywrócić relację mistrz-uczeń, a aby to zrobić konieczne było zbilansowanie liczby studentów przypadających na jednego nauczyciela akademickiego. Dotychczas funkcjonujący algorytm zachęcał uczelnie do bezrefleksyjnego przyjmowania dużej liczby studentów.  Od stycznia wprowadziliśmy zasadę, że gdy na uczelni jest więcej niż 13 studentów na jednego nauczyciela akademickiego, to uczelni przestaje się opłacać przyjmować kolejnych – tzn. za każdego kolejnego dostają mniej pieniędzy. Dotychczas zdarzały się kierunki studiów, na których ta relacja wynosiła 1 do 50. Zdajemy sobie sprawę, że nie wszystkie kierunki wymagają tak wielkiego zindywidualizowania, dlatego przelicznik dotyczy całej uczelni a nie konkretnych wydziałów. Co więcej, uzależniliśmy część środków przekazywanych na dydaktykę od tego jaki poziom naukowy reprezentuje dana uczelnia w określonych dyscyplinach. W ten sposób chcemy sprawdzić, czy osoby prowadzące zajęcia reprezentują odpowiedni poziom naukowy. Z jednej strony dajemy impuls do tego, aby dbać o rozwój badań naukowych, z drugiej dokładamy wszelkich starań, aby podnieść jakość dydaktyki.

A co z placówkami badawczymi? Ostatecznie resort wycofał się z pomysłu podziału uczelni na dydaktyczne oraz badawcze.

To prawda, nie zdecydowaliśmy się na podział na uczelnie badawcze, badawczo-dydaktyczne, dydaktyczne. Stworzyliśmy jednak konkurs  na uczelnie badawcze, w ramach którego uczelnie mające odpowiedni poziom naukowy będą mogły ubiegać się o dodatkowe wieloletnie granty przeznaczone na rozwój. Wycofaliśmy się z pomysłu wprowadzenia tego podziału, ponieważ musimy zachować pewną zmienność i dać uczelniom większą swobodę w tym zakresie. Nie chcielibyśmy, aby jedne uczelnie na zawsze pozostawały badawczymi, a inne w ogóle nie ubiegały się o ten status. Należy w tym względzie docenić konkurencyjność uczelni.  Ponadto w naszych rozwiązaniach zaproponowaliśmy również konkurs na regionalne inicjatywy doskonałości – tak żeby uczelnie regionalne, które prowadzą wysokiej jakości badania w konkretnych dyscyplinach, również mogły otrzymać dodatkowe wsparcie.

Jak plany ma resort nauki jeżeli chodzi o wyższe szkoły zawodowe?

Takie szkoły odgrywają bardzo ważną rolę w regionach i my tę rolę doceniamy.  Z całą pewnością chcemy ułatwić im realizację misji na przykład poprzez likwidację minimum kadrowego – wyższe szkoły zawodowe nie będą już musiały ściągać emerytowanych profesorów tylko po to, aby spełniać określone wymogi prawne. Tak naprawdę wystarczy zatrudnienie dobrych, sprawdzonych doktorów, a nawet doświadczonych magistrów – ze znacznym dorobkiem praktycznym. Z tego powodu będziemy też chcieli w przyszłym rokui poprawić mnożnik dla tych uczelni, aby promować zatrudnianie osób z doświadczeniem zawodowym, nawet jeśli nie mają tak dużego doświadczenia akademickiego jak profesorowie. To konieczne, jeśli chcemy faktycznie przekazywać wiedzę praktyczną.

Uczelnie akademickie również powinny stać się bardziej praktyczne? Często, zwłaszcza wśród studentów, pojawiają się zarzuty, że uczelnie nie przygotowują ich w należyty sposób do pracy.

Nie chcemy mówić uczelniom tego co powinny robić. Chcemy jednak, aby rzetelnie informowały studentów o tym, co otrzymają podczas studiów. Jeśli dobrze poinformowany student celowo wybierze kierunek akademicki – droga wolna. Nie zapominamy o roli klasycznych uniwersytetów i nie lekceważymy znaczenia gruntownego akademickiego wykształcenia. Zarówno kształcenie akademickie jak i zawodowe jest ważne, a obie te misje powinny funkcjonować równorzędnie.

Dlaczego zatem stosunkowo często student wybierający drogę swojego rozwoju nie wie co otrzyma?

Niestety coraz częściej uczelnie reklamują zamiast rzetelnie informować. Dużą rolę powinni też na tym polu odgrywać nauczyciele i rodzice – uczniowie szkół średnich muszą wiedzieć, że to nie nazwa kierunku decyduje o późniejszej atrakcyjności na rynku pracy.

Zmieniając nieco temat – czy uczelnie nie są zbyt zbiurokratyzowane?

Jako ministerstwo nie chcemy ingerować w autonomię uczelni – to jej władze muszą same zdecydować jak zarządzać swoimi środkami i na co je przeznaczać. W nowej ustawie chcemy zwiększyć uprawnienia rektora odnośnie zarządzania administracją, tak aby mógł ją optymalizować w zależności od okoliczności. Będzie teraz odpowiedzialny za funkcjonowanie uczelni i tym samym pozbawiony wymówek, że nie może czegoś robić na skutek ingerencji kanclerza czy senatu.

Czy rektorami powinny zostawać osoby z uczelni, które zwykle wcześniej zajmowały się przede wszystkim działalnością naukową? Nie brakuje wówczas pewnego doświadczenia menadżerskiego?

Liczymy, że będzie się ono stopniowo zwiększać. Akademicy zazwyczaj wybierają rektora pochodzącego ze swojej społeczności, jednak nowa ustawa będzie pozwalała na wybór kogoś spoza tego środowiska. Może to stanowić inspirację do pewnych zmian. Z drugiej strony nie chcę bagatelizować doświadczenia akademików – ważnym jest, aby rozumieć sposób funkcjonowania szkoły wyższej, która nie jest przecież normalnym przedsiębiorstwem. Zdajemy sobie sprawę, że to długi proces, jednak jako ministerstwo wierzymy, że między innymi dzięki radzie uczelni, w której będą zasiadać osoby z otoczenia społeczno-gospodarczego sposób zarządzania uczelniami będzie ulegał pozytywnym zmianom.

W obecną strategię rządu wyraźnie wpisują się mniejsze ośrodki miejskie, których rola zaczyna być doceniana. Czy spowoduje to także pewną decentralizację w sferze finansowania nauki i szkolnictwa wyższego?

Mechanizm podziału środków pozostanie na podobnym poziomie. Oczywiście zrównoważony rozwój jest ważny. Dlatego też wprowadzając zmianę co do liczby studentów przypadających na dydaktyka jesteśmy świadomi, że część osób podejmie studia w mniejszych ośrodkach akademickich. Niż demograficzny mógłby spowodować, że mniejsze uczelnie musiałyby zostać zlikwidowane. Ta zmiana ma pomóc również w tym, aby część młodzieżowych elit została i rozwijała się w swoich regionach.

Zaproponowana przez ministerstwo nowa ustawa zakłada duże zmiany w ścieżce kariery naukowej. Obejmą one także studia doktoranckie. Czym są podyktowane proponowane rozwiązania?

Raport Najwyższej Izby Kontroli wykazał, że efektywność obecnych studiów doktoranckich jest zatrważająco niska. Wychodzimy z założenia, że polska nauka nie może sobie pozwolić na selekcję negatywną do zawodu naukowca. Obecnie jest tak, że na doktorat idą pasjonaci albo osoby, które nie wiedzą co ze sobą zrobić.

Chcemy wprowadzić powszechny system stypendialny – każdy doktorant będzie miał zapewnione stypendium. Tym samym nie będzie musiał szukać dodatkowej pracy kosztem studiów. Nowe szkoły doktorskie będą pracować wyłącznie w trybie dziennym, nie będzie już kształcenia niestacjonarnego na studiach III stopnia. Tak jak do tej pory zostanie też doktorat z wolnej stopy. Uprawnione do doktoryzowania będą uczelnie co najmniej o kategorii B+ (zmiana wchodzi od 2021 r.) w danej dyscyplinie naukowej, z tym że obecna liczba ponad stu dyscyplin zostanie zawężona do nieco ponad czterdziestu. Wymogiem szkół doktorskich będzie multidyscyplinarność – przykładowo nauki o polityce będą prowadzić wspólną szkołę doktorską z prawem bądź socjologią. W tym zakresie pełna autonomia należy do uczelni. Chcemy w ten sposób utworzyć swoisty tygiel intelektualny wykraczający poza utarty podział. Zdajemy sobie sprawę, że często najciekawsze aspekty badawcze występują w punkcie stycznym między kilkoma dyscyplinami. Po okresie kształcenia osoba uzyska stopień doktora tylko w jednej dyscyplinie.

Często naukowcy nazywają swoje projekty naukowe interdyscyplinarnymi, mimo, że wcale takimi nie są. Czy ta zmiana nie będzie dostarczała im dodatkowych argumentów?

W środowisku naukowym w Polsce bardzo często spory nie dotyczą realnych problemów, lecz różnicy zdań na temat granic poszczególnych dyscyplin. To jałowe i często prowadzi do tego, że niektórzy naukowcy specjalnie unikają interdyscyplinarności w obawie przed konfliktami. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że bez zmiany mentalności i otworzenia się na inne dziedziny nauki nawet takie połączenie niczego nie zmieni. Chcemy jednak dać narzędzia tym, którzy mają ciekawe pomysły i ambicję.

Obecnie doktoranci bardzo często są również obwarowani obowiązkami dydaktycznymi, co nawet stanowi pewne kryterium do przyznawania stypendium.

Osobiście mam duże wątpliwości prawne czy w ogóle może tak być. W projekcie zakładamy przeznaczenie sporych środków na to, aby stypendia otrzymywał każdy doktorant. Z drugiej strony chcemy zwiększyć nad nimi kontrolę. Zgodnie z założeniami naszej reformy po dwóch latach każdy doktorant będzie przechodził ocenę okresową przeprowadzaną przez recenzenta spoza uczelni. Jej negatywny wynik będzie skutkował skreśleniem z listy doktorantów. Pozytywna ocena okresowa będzie natomiast podstawą do zwiększenia stypendium. Ma to mobilizować do wytężonej pracy, a jednocześnie pozwoli na weryfikację, czy dana osoba faktycznie ma predyspozycje do pracy naukowej. To rozwiązanie ma zwiększyć efektywność studiów doktoranckich.

Może dobrym pomysłem byłby powrót do asystentury, który pozwoliłby doktorantowi skupić się na pracy naukowej?

To co robimy jest właśnie pewnego rodzaju asystenturą. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby uczelnia kogoś zatrudniła i pozwoliła mu przygotować doktorat z wolnej stopy. Szkoła doktorska może być atrakcyjniejsza ze względu na przykład na program kształcenia.

Proponowane zmiany dotyczą także habilitacji. Jaka będzie teraz jej rola?

Habilitacja zostanie w systemie, jednak stanie się elementem nieobowiązkowym – już nie będzie tak zwanej rotacji pracowniczej po ośmiu latach od uzyskania stopnia doktora. Uważamy, że to ocena okresowa uczelni powinna weryfikować rolę danego pracownika i decydować o tym, kto powinien kontynuować pracę. Habilitacja jest problematyczna, ponieważ nie wszyscy chcą iść ścieżką naukową na uczelni. Wiemy, że niektórzy wolą być przede wszystkim dydaktykami. Dlatego doktorzy będą mogli zostać profesorami uczelni w ścieżce dydaktycznej. Nie widzę powodów, dla których świetny dydaktycznie doktor musi mieć zablokowaną drogę rozwoju i prestiżu.

Habilitacja będzie wyznacznikiem samodzielności naukowej?

Nie, będzie tylko cenzusem pozwalającym na bycie promotorem. W nowej ustawie usuniemy wiele przywilejów płynących z posiadania habilitacji. Doktorzy również będą mogli tworzyć samodzielne zespoły badawcze i ubiegać się o granty. Nie będzie już tak, że doktorzy habilitowani mają przywileje niezwiązane z jakością ich badań naukowych. Nie rozumiem czemu doktor ze świetnym dorobkiem, który jednak nie zdążył jeszcze z habilitacją ma przegrać konkurs na grant z kimś z mniejszym dorobkiem, lecz z habilitacją? Granty są dla najlepszych, a nie bardziej utytułowanych. Poza tym pojawia się też wątek powrotu do Polski po zagranicznych studiach. To absurd, żeby osoby po Cambridge czy Harvardzie musiały przeprowadzać w Polsce habilitację, która na Zachodzie w wielu krajach po prostu nie funkcjonuje.  Dzięki nowej ustawie, nawet bez habilitacji osoby takie będą mogły osiągnąć profesurę w uczelni  lub nawet belwederską. Obecnie w wielu przypadkach naukowcy z bardzo bogatym dorobkiem po przyjeździe do Polski muszą praktycznie od nowa rozpoczynać swoją karierę na uczelni.

Mówiąc o doświadczeniach zagranicznych polskich naukowców pojawia się bardzo ważne pytanie – jak w ogóle zwiększyć mobilność pracowników naukowych?

Niewątpliwie to jeden z głównych problemów umiędzynarodowienia polskiej nauki. Odeszliśmy od pomysłu zgodnie z którym doktor nie mógłby zostać zatrudniony przez macierzystą uczelnię przez dwa kolejne lata. Tak jest w niektórych krajach Europy Zachodniej – przez ten czas świeżo upieczony doktor musi pokazać swoje atuty w innych placówkach naukowych. Nie udało się tego przeforsować,  pojawiły się także słuszne powody, wskazujące chociażby na różnice między sytuacją gospodarczą Polski i państw Zachodu. Wiemy też, że w Polsce mamy większe przywiązanie do miasta w którym się mieszka. Niemniej, aby uzyskać habilitacje wymagany będzie kontakt z instytucjami zagranicznymi – np. w formie stażu bądź projektu badawczego. Powstała też Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej, która będzie oferowała krótkoterminowe i długoterminowe programy stypendialne dla kadry naukowej.

Gdzie można zapoznać się z projektem i do kiedy trwają konsultacje?

Projekt wraz z uzasadnieniem jest dostępny na stronie www.konstytucjadlanauki.gov.pl.  Na uwagi do projektu czekamy do 19 października. Następnie mniej więcej do końca listopada będą trwały dyskusje środowiskowe oraz ustalenia międzyresortowe – tak żeby wypracować stosowny konsensus.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017