Pedagogika alternatywna – czym się różni?

02.05.2019 1 minuta na przeczytanie artykułu

Wraz z rozwojem dydaktyki pojawiły się nowe teorie pedagogiczne wzywające do redefinicji dotychczasowych form nauczania. Choć nie zawsze trzeba zgadzać się z alternatywnymi koncepcjami, to niewątpliwie warto je znać.

Jedną z najbardziej popularnych, niekonwencjonalnych metod pedagogicznych jest tzw. model szkoły waldorfskiej. Jej początki sięgają 1919 roku, kiedy to Rudolf Steiner założył przy fabryce tytoniowej firmy Waldorf w Stuttgarcie pierwszą tego typu placówkę. Wypracował w niej nowy model edukacji opartej o znacznie mniejszy stopień sformalizowania. W szkołach tego typu brak systemu oceniania znanego z tradycyjnych szkół – nauczyciele informują o postępach opisowo, indywidualnie rodziców każdego dziecka. Idea jaka przyświeca temu działaniu to możliwie personalne podejście do każdego ucznia i dopasowanie programu nauczania do jego potrzeb i talentów. Placówki steinerowskie charakteryzują się również brakiem tradycyjnych podręczników oraz odmiennym systemem rozkładania przedmiotów podczas toku nauczania. Każdy przedmiot jest omawiany przez kilka tygodni w trybie ciągłym. Dopiero po tym okresie następują nauka nowego obszaru.

Szkoły waldorfskie preferują wszechstronne wykształcenie, ze specjalnym uwzględnieniem zdolności artystycznych, zamiast skupiania się na wąskich specjalizacjach. To szczególnie istotna cecha w szkole średniej, gdy uczniowie decydują się na wybór dalszej drogi życiowej.

Innym alternatywnym nurtem pedagogicznym są szkoły typu Montessori. Zgodnie z koncepcją włoskiej lekarz Marii Montessori, placówka tego typu zakłada przede wszystkim kształtowanie samodzielności, umiejętności życia w społeczeństwie i zdolności komunikacyjnych. Uczenie się często zachodzi w ciszy, aby wyrobić nawyk odpowiedniego koncentrowania się na poszczególnych zadaniach. Kluczowym elementem jest również nauka poprzez doświadczenia, które pobudzają zmysły i sprzyjają budowaniu praktycznych kompetencji dziecka.

Oba typy placówek działają już na poziomie przedszkolnym, a ich tok kończy się na szczeblu szkoły średniej. Barierami korzystania z tych modeli bardzo często są dość wysokie koszty czesnego. Niekiedy zarzuca się, że takie szkoły powodują wśród dzieci późniejszą alienację i niewystarczające przygotowanie na niebezpieczeństwa jakie niesie ze sobą dorosłość. Niemniej, warto przyglądać się dalszej aktywności takich placówek, które niewątpliwie są w pewien sposób wyjątkowe na tle powszechnego systemu edukacji.

Oprócz tych dwóch głównych form alternatywnych, stosunkowo częstym rozwiązaniem jest także nauczanie domowe. Jest ono zgodne z koncepcją, iż dzieci w okresie dorastania najlepiej czują się w domu, wśród rodziców, którzy są tym samym najlepszym pośrednikiem w przyswajaniu wiedzy w tym naturalnym dla najmłodszych środowisku. Wadą jest jednak konieczność odpowiedniego przygotowania na takie nauczanie nie tylko dziecka, ale też rodzica, co skutkuje znacznym ograniczeniem czasu. Ponadto, potencjalną trudnością może być brak kontaktu z rówieśnikami. W ten sposób jednak gwarantuje się indywidualny tok nauczania dziecka przy jednoczesnym braku wysokiego czesnego.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2018-2019