Kiedy patrzę na stan konta… czyli o konsekwencjach nieoszczędzania

04.12.2018 2 minuty na przeczytanie artykułu

Najnowszy model smartfona, jesienna kolekcja popularnej hiszpańskiej firmy odzieżowej i wakacje na Zanzibarze – życie nie jest tanie. Do tego kawa z największej na świecie sieci kawiarni, lunch w jednej z najmodniejszych gastro miejscówek w mieście i wychodzi z tego całkiem pokaźny rachunek. Dopóki pieniądze są na koncie – panta rhei. Schody zaczynają się wtedy, kiedy tych pieniędzy zabraknie.

Panta rhei

Dzisiejsza młodzież, chociaż i nie tylko, do życia podchodzi inaczej niż miało to miejsce jeszcze kilkanaście lat temu. Po co zaprzątać sobie głowę planami na przyszłość, skoro liczy się „tu i teraz”? Nie mnie oceniać, czy jest to domena pokolenia Y czy nie, ale widać to w każdym aspekcie dzisiejszego świata – gospodarce, sztuce czy relacjach międzyludzkich. I o ile niezaprzątanie sobie głowy jutrzejszym obiadem może wydawać się rozsądne, to bagatelizowanie roli i wpływu pieniądza na nasze życie jest bardzo ryzykowne.

Moi rodzice od zawsze powtarzali, że pieniądz nie może być celem samym w sobie. Pieniądz powinien być środkiem do osiągania celów i spełniania najskrytszych marzeń. Bo jeśli zatracimy się w pogoni za pieniądzem, to po pierwsze zabraknie nam czasu na realizację celów, a po drugie nigdy nie docenimy tego, co już mamy – zawsze będzie za mało. Pamiętacie mit o królu Midasie? No właśnie.

Cel czy środek?

Zarabiamy po to, żeby z tych pieniędzy korzystać. Jednak róbmy to z głową. Często spotykam się z postawami skrajnymi – albo ludzie wydają całą pensję dzień po wypłacie, albo nie wydają ani złotówki, zaspokajając tylko te niezbędne do przeżycia potrzeby. Żebyśmy mieli jasność – i w tym, i w tym przypadku można być szczęśliwym człowiekiem, ale chyba warto znaleźć balans.

Hedonizm może i jest kuszącą wizją przyszłości, ale co w momencie, kiedy stracimy dopływ gotówki? Przecież wystarczy kaprys twojego szefa i z dnia na dzień dowiadujesz się o tym, że jesteś bez pracy. A to i tak nic w porównaniu z prawdziwymi życiowymi tragediami, jak utrata zdrowia czy śmierć bliskiej osoby. Takie wydarzenia potrafią złamać niejednego twardziela, i wtedy nie myśli się o tak przyziemnej rzeczy jak pieniądze. W tym momencie do akcji wkracza…

Hedonizm może i jest kuszącą wizją przyszłości, ale co w momencie, kiedy stracimy dopływ gotówki?

„Czarna godzina”

Najczęściej to na tę przysłowiową czarną godzinę odkładamy pieniądze. Na moment, którego się nie spodziewamy, który przychodzi nagle i bez zapowiedzi. Dzięki systematycznemu odkładaniu pieniędzy jesteśmy na niego przygotowani – oczywiście od strony finansowej. Świadomość tego, że nawet jeśli stracimy pracę, ale spokojnie będziemy mogli szukać kolejnej, bo mamy wystarczająco oszczędności, potrafi podnieść na duchu momentalnie.

To już powinien być nawyk. Otrzymuję wypłatę, i stałą, określoną część, np. 30 proc. wpłacam na lokatę. Miesiąc w miesiąc konsekwentnie przelewam określoną sumę pieniędzy na specjalne konto. I nie jest to konto na „nieplanowany zakup nowego komputera, bo jest w promocyjnej cenie”. To konto powinno czekać albo na moment kryzysowy, albo na realizację określonego celu.

Marzenia same się nie spełnią

Oszczędzanie nie musi wiązać się tylko i wyłącznie z odkładaniem na „czarną godzinę”. Oszczędzanie to przede wszystkim droga do rozważnego realizowania marzeń. Każdy z nas ma jakieś cele. I oczywiście są takie cele, które nie wymagają nakładów finansowych. Są też jednak takie, które bez forsy po prostu się nigdy nie spełnią.

Mając cel, masz motywację. Łatwiej jest chyba odkładać 200 złotych miesięcznie na podróż dookoła świata niż na tę mityczną „czarną godzinę”, nieprawdaż? Możesz odkładać tyle, ile chcesz. Nawet zbieranie 5 zł i wrzucanie ich do skarbonki może sprawić, że po kilku miesiącach uzbierasz pokaźną sumę.

To ty decydujesz o swoim losie. To ty jesteś odpowiedzialny za swoje życie, dlatego pamiętaj – oszczędzanie jest warte poniesinego wysiłku. No bo chyba nic nie sprawia tak ogromnej radości, jak zrealizowanie marzenia, na które sumiennie odkładało się pieniądze przez ostatni rok. A i w kryzysowej sytuacji oszczędności będą nieocenionym wsparciem.

Marcin Malec