Paszkwil na zimę

20.12.2017 2 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

A może zima powinna zostać zdelegalizowana? Chyba lubię pisać o pogodzie i o porach roku. Albo przynajmniej inspirować się nimi. Ale zima nie jest inspirująca, z którejkolwiek strony by na nią nie spojrzeć. Zima irytuje, zamraża i generuje wydatki w aptekach. A w domu i tak brakuje tabletek na gardło.

Wiosna – wszystko budzi się do życia, jest pięknie. Dzieci tęsknią za bałwanami bo już im się roztopiły. Lato – jest upał, pocimy się, cudownie. Wszędzie narzekanie, że za gorąco. Ja nie narzekam. Jesień – jest wiatr, liście spadają, trzeba założyć sweter.

Traktacie o łuskaniu fasoli Wiesław Myśliwski pisze: „Cóż jest płacz, cóż rozpacz, jeśli nie brakiem rytmu. Cóż pamięć, jeśli nie rytmem”1). Zima nie ma rytmu, albo ja jestem głuchy, tępy i ślepy. Zima nawet nie jest ad libitum, bo dla mnie ad libitum nadal ma w sobie dużo rytmiczności, tylko nieco inaczej pojętej. Zima stoi w miejscu. Jest pauzą. Ale nie taką pauzą, która wnosi coś konstruktywnego, emocjonalnego i ekspresyjnego do utworu. Zima jest najgorszym gatunkiem pauzy, wynikającym z żenującej pomyłki. A może nawet przerwą pomiędzy utworami, kiedy zespół jest gotowy do następnej kompozycji, ale jeden bałwan musi odnaleźć nuty i ułożyć sobie na pulpicie. Reszta na niego czeka, nikt się nie odzywa, słychać tylko szelest na widowni. Ta niezręczna cisza to właśnie zima.

Może przesadziłem z tą delegalizacją… Moje wolnościowe usposobienie cały czas ma siniaka od tego pierwszego zdania. Dajmy tej porze roku jakieś dwa, trzy tygodnie. Najlepiej ulokujmy zimę tam, gdzie rzeczywiście jest potrzebna – w górach. Niech wszyscy fani nart wezmą wtedy urlopy, wyjadą, pozjeżdżają… A potem wróciliby do pracy, a wraz z nimi ze stoku zjechałaby wiosna i wszystko byłoby lepsze.

Kto mógłby napisać piosenkę oddającą charakter zimy w moim jej postrzeganiu? Leonard Cohen. Piosenki z jego ostatniego albumu brzmią całkiem w tym klimacie. W Polsce pewnie byłby to Marek Dyjak. Jest wykonawcą najsmutniejszych piosenek, jakie w życiu słyszałem i posiadaczem najbardziej ponurego głosu na świecie. Dyjak jest naprawdę doskonały, choć moja wytrzymałość na jego twórczość to jakieś trzy, może cztery utwory. Potem czuję, że niebezpiecznie zbliżam się do krawędzi. Zupełnie jak z zimą! Parę dni śniegu – czemu nie? Kilka jarmarków świątecznych – super! Karp – czego tu nie lubić? Ale chyba już wystarczy…

Kto mógłby namalować zimę? Van Gogh – bo niby impresje? Malczewski – bo w zasadzie zimy to on już się namalował? A gdzie tam! Może Beksiński – jemu mogłoby się udać. Myślę, że w przedstawieniu nicości, ciszy, chłodu Beksiński byłby znakomity.

Nie jest to żaden język nienawiści ani nic podobnego. Ot, zwykły paszkwil. Czuję się o tyle w porządku, że piszę go na równie niewinną co nieświadomą zimę, a nie na innych ludzi. Bo to chyba dziś modne. A poza tym nawet w piosence dla dzieci jest tekst „… nasza zima zła!”. Jest zatem szansa, że ktoś może odczuwać podobnie. Od razu mi lepiej.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017

   [ + ]

1.W. Myśliwski, Traktat o łuskaniu fasoli, Wydawnictwo Znak, Kraków 2010, s. 98