Muchy wracają!

21.01.2019 2 minuty na przeczytanie artykułu

Kamil Kijanka: Początkowo mieliście zagrać koncert w Łodzi w zupełnie innym klubie. Co się stało, że plany się zmieniły?

Michał Wiraszko: Tak! Początkowo mieliśmy wystąpić w klubie Format. Chwilę później nasz serdeczny przyjaciel Kuba Wandachowicz (basista zespołu Cool Kids of Death) zaprosił nas do wzięcia udziału w imprezie z okazji 7 urodzin klubu Dom. Kuba porozmawiał z chłopakami z Klubu Format i ostatecznie zagraliśmy w Domu. Bardzo się cieszymy, że mogliśmy tam wystąpić, bo graliśmy tam już cztery razy i jest to bez wątpienia miejsce związane z naszą historią.

Przez blisko  2,5 roku było o Was cicho ze względu na inne projekty, których się podjęliście. Czy mógłbyś o nich opowiedzieć?

Zespół zawiesił działalność koncertową i autorską w sumie też. Pojawiła się propozycja stworzenia muzyki do filmu „Reakcja Łańcuchowa”, gdzie napisaliśmy trochę muzyki filmowej. Zmieściło się tam również kilka archiwalnych nagrań i ostatecznie powstała z tego całkiem fajna płyta. Sam zająłem się także filmem „Powracająca Fala”, który zaczął się od koncertów Much a skończył na festiwalach filmowych, z czego się niezmiernie cieszę. Jesienią zeszłego roku wybiła dziesiątka „Terroromansowi” i wspólnie uznaliśmy, że to dobra okazja do tego, by ponownie spotkać się w sali prób i na scenie.

Nie jest to więc trudna zagadka, dlaczego w nazwie płyty pierwszą literkę „T” zastąpiło „X”, a „Terroromans” przekształcił się w „Xerroromans”…

Troszeczkę zabawiliśmy się sami ze sobą, upływem czasu i słuchaczami. Jest to podróż sentymentalna. Niestety. Sentymenty są nieślubnymi dziećmi upływającego czasu. Z jednej strony jest to przyjemne. Z drugiej – powstaje jednak świadomość jak szybko ten czas ucieka.  Kończymy trasę „Xerroromans”, odpoczęliśmy w okresie świątecznym i tak naprawdę z początkiem roku wracamy do pracy.

Kiedy możemy spodziewać się nowej płyty?

Planujemy między wiosną, a latem wydać kilka singli. Cały album powinien z kolei ukazać się  w październiku.

Album „Xerroromans” został poszerzony o utwór „Obok ulic i miejsc”. Czy już wtedy mieliście w planach nową płytę? Jeśli tak, to dlaczego nie stał się on singlem promującym kolejny album?

Tak naprawdę tym utworem chcieliśmy o sobie przypomnieć. „Obok ulic i miejsc” to owoc naszego spotkania i pierwszych prób po przerwie, które się wydarzyły wiosną. Na tę chwilę mamy trzy, cztery szkice nowych utworów. Nie wiem jak będzie ostatecznie wyglądała najnowsza płyta, w którą stronę pójdziemy. Czy „Obok ulic i miejsc” się na niej znajdzie? Zobaczymy.

W przyszłym roku obchodzicie 15-lecie istnienia. Jak z perspektywy czasu oceniłbyś ten czas?

Myślę, że to historia bardzo barwna, o wielu zwrotach akcji. Historia przez którą przewinęło się mnóstwo wspaniałych i wartościowych ludzi, jak chociażby Krzysiek Zalewski. Nie sposób wymienić wszystkich, było ich tak wielu. Nie powiedziałbym, że nasza przygoda była sielankowa i usłana różami. Było w niej trochę rokendrola. Dopóki jednak stoimy na dwóch nogach, jest ok.

Niedawno wypuściliście nowy singiel zatytułowany „Miłość”. Nie jest to jednak typowy, cukierkowy kawałek. O czym opowiada?

Opowiada o tym, że czasem uczucia są silniejsze od nas. Czy one są dobre, czy złe to się dopiero okazuje po czasie. Mowa tu o naszej bezsilności wobec emocji, które odczuwamy.

Czy z perspektywy czasu uważasz, że sukces związany z debiutancką płytą stał się dla Was pewnym obciążeniem? Wszyscy oczekiwali, że kolejne albumy będę równie dobre.

W pewnym momencie na pewno tak było. Wkrótce po wydaniu płyty wyruszyliśmy w długą trasę koncertową. Z kolejną płytą, czyli „Notorycznymi debiutantami”, było podobnie. Przez to wszystko zespół stracił moc i siłę twórczą. Straciliśmy otwartość na samych siebie. Doszło do kilku zmian w składzie. Myślę, że jak ktoś za 50 lat spojrzy na dyskografię Much to zda sobie sprawę, że każdy album jest trochę inny.

Czego życzyć Muchom w 2019 roku?

Płyty na tyle udanej, żebyśmy mogli spotkać się za kolejnych kilka lat.

Kamil Kijanka