Era outsourcingu i maszyn II generacji zmieni radykalnie przyszły rynek pracy

02.06.2017 5 minuty na przeczytanie artykułu

Wielu ludzi zakłada, że rynek pracy pozostanie podzielony na ludzi wysoko wykształconych (wykwalifikowanych) i ludzi nisko wykształconych (wykwalifikowanych). Nic bardziej błędnego. Wzrost znaczenia ekonomii współpracy pokazuje zupełnie inny trend. Kapitalizm oparty na tłumie (capitalism based on crown) wzmocni konkurencję, ale może przynieść pracownikom korzyści lub straty, analitycy nie są co do tego zgodni.

 

Wiek XXI będzie wiekiem rosnącej liczby freelancerów, „generalistów” i mikro przedsiębiorców, zmienimy kompletnie tryb pracy i życia. Młodych w krajach rozwiniętych już nie pyta się, gdzie pracują, ale nad czym w danym momencie pracują? Zaskakujące? Niekoniecznie, bo rewolucja II generacji umożliwia wydzielenie i fragmentaryzację funkcji, które dawniej były wykonywane przez pracownika zatrudnionego na etat, co więcej ludzie coraz chętniej chcą parać się różnymi zajęciami. Przykładowo doktor lubiący wykonywać rękodzieła może wystawiać je na sprzedaż, a bankier wynająć swoją drugą nieruchomość poprzez platformy internetowe.

Ale co z pracą w korporacjach? Część usług ulegnie wydzieleniu dzięki specjalnym programom „rozdzielającym” pracę w projekcie (np. wirtualny system zarządczy –iCEO) na ludzi zamieszkujących różne szerokości demograficzne. Wybór specjalistów i organizacja „przepływów strumieni pracy” nastąpi właśnie dzięki takiemu programowi, dobierze on nawet rynkową cenę za usługę, zależnie od doświadczenia i ratingu poszczególnych zleceniobiorców ogłaszających się na platformach. Wystarczy włączyć „play” i nie trzeba nawet sprawdzać jakości czy postępów pracy, bo wynagrodzenie zależy od jej wykonania, a uczestnicy projektu sami sprawdzają pracę kolegów na kolejnych jej etapach. Taki system sprawdza się zwłaszcza w projektach konsultingowych, badawczych czy sprzedażowych. Globalizacja obniży cenę pracy w krajach bogatych na korzyść specjalistów z krajów ubogich. Projektanci i programiści już pracują w takim systemie. Pojawił się też nowy trend otwartych innowacji (open innovation), który polega na tym, iż firmy dzięki nowym technologiom coraz częściej korzystają z pomysłów obcych, a nie własnych pracowników. Jak wskazują analitycy rozwój transformacji organizacyjnej hierarchicznych ogromnych firm jest jednak powolny, tylko 20% z nich inwestuje w zmianę organizacji pracy, związaną z dostępem do nowych technologii. Z drugiej strony coraz więcej pracowników korporacji odchodzi zakładając własny biznes i świadcząc zbliżone usługi do korporacyjnych, ale już jako outsourcing. Nacisk na totalną reorganizację rynku pracy jest więc ogromny i to duże firmy będą musiały się dopasować by utrzymać swą konkurencyjność. Być może za kilkadziesiąt lat kapitalizm oparty na „tłumie” (crowd based kapitalizm) zastąpi mega korporacje w bankowości (np. blockheim), organizacji podróży, rozrywki i transportu.

Część zajęć oczywiście musi pozostać lokalna, już funkcjonują platformy usług transportowych (np. bla bla car, Uber), wynajmu mieszkań, wypożyczania sprzętu, sprzątania, opieki nad dziećmi, hydrauliki, a wkrótce mogą objąć one też opiekę zdrowotną, czy produkcję i dystrybucję energii. Chodzi tutaj o to, że platformy łączą bezpośrednio kupujących ze sprzedającymi, bez pośrednictwa korporacji. Przy czym cena może być narzucana „przez platformę z góry” –zazwyczaj zaleznie od lokalizacji (Uber, Lyft, Honey Jay) lub przez świadczącego usługę (Bla bla car czy Sidecar, Rabbit task). Badania Biura Statystyki Pracy w USA z 2015 r. wskazują, że wysokość płac może wzrosnąć, np. gdy część zysków czerpanych wcześniej przez korporację zostanie przekazana dla właścicieli platformy lub zleceniobiorców, pozostać bez zmian, np. w przypadku prac uzależnionych od lokalizacji usługi lub zmniejszyć się, bo więcej ludzi będzie chciało oferować swe usługi, zwłaszcza w dowolnym czasie, np. kobiety. Analitycy przewidują, że zwiększy to ogólny „obrót handlowy” i napędzi wzrost gospodarczy, choć z drugiej strony przykładowo lepsza dostępność do wypożyczania samochodów i miejsc parkingowych (np. pożyczam samochód i zostawiam go w dowolnym miejscu, po czym ktoś inny z niego korzysta) zwiększy oszczędności na posiadanych przez nas przedmiotach, które większość swojego życia nie są w ogóle używane.

Eksperyment opisany przez Noblistę Akerlofa, pokazuje, że rynek często w wyniku asymetrii informacji eliminuje produkty droższe, ale o lepszej jakości. Przedstawił on rynek samochodów używanych, na którym kupujący nie wie, który samochód to cytryna, czyli ten o słabej jakości, w związku z tym chce zapłacić cenę pośrednią między tą za dobre i złe samochody. Właściciele lepszych samochodów wycofają się z rynku, bo nie będą chcieli sprzedać za zbyt niską ceną, skutkiem czego pozostaną na nim same cytryny. Przykład jest banalny, ale dzięki nowym technologiom klient może lepiej ocenić produkt i samego sprzedawcę, a więc płace czy ceny mogą być bardziej rynkowe, co nie znaczy że niższe. Rynek internetowy nie jest jedynie „izbą rozrachunkową” pozwalającą na dostosowanie popytu i podaży oraz ustalenie ceny, ale nowym rynkiem firm hybrydowych centralizujących pewne aktywności, takie jak kreowanie marki, grupowanie firm, płatności, wycenę i obsługę klienta, co wymaga kompletnie innych form zarządzania, nie potrzebna już będzie umiejętność budowania kultury i autorytetu władzy tak jak w tradycyjnych firmach, a cała infrastruktura organizacyjna będzie rozproszona.

Z drugiej strony wielu ostrzega, że w przyszłości maszyny zastąpią wiele zawodów, ale należałoby się raczej z tym pogodzić. Tak jak pierwsza rewolucja doprowadziła do przeniesienia produkcji do krajów nisko kosztowych, następna doprowadziła do rozwoju usług, to obecna rewolucja wiąże się z pracą multi zadaniową (uzadaniowieniem) i rozluźnieniem tradycyjnych stosunków pracy. XX wiek upływał pod znakiem specjalizacji, podczas gdy obecnie obserwujemy cofanie się tego trendu, bo zwiększa się popyt na innowacje, szybkość i jakość obsługi. Nawet drobne zajęcia, jak tagowanie zdjęć, wypełnianie formularzy, mogą być wykonywane zdalnie przez kogoś innego w dowolnym czasie, np. czekając w kolejce, co umożliwia platforma Spare5 czy Amazon’s Mechanical Turk. W 1900 r. samozatrudnieni w Stanach Zjednoczonych stanowili 30% pracowników, w 1960 r. już tylko 10%, trend ten zdaje się jednak cofać. Ekonomia współpracy nie jest jednak „gospodarką barterową” (taką jak przed rewolucją przemysłową) w której to rodzinny biznes stanowił podstawową strukturę gospodarki, choć promuje ona też wartości społeczne, takie jak zaufanie i nawiązywanie nowych znajomości, które były podstawą współżycia i przeżycia dawnych społeczności.

Nowe formy pracy rodzą wiele wyzwań dla prawa pracy, ostatnie pozwanie Ubera do sądu, w którym udowadniano, że pracownicy wykonują zajęcia w charakterze „zatrudnionych”, a nie „zleceniobiorców”, był pierwszym poważnym sporem i to akurat z korporacją, które coraz częściej wchodzą w biznes „platformerski”. Badacze zwracają uwagę, że pojawią się nowe formy partnerstwa/stosunku pracy, tak jak dawniej rozwinęły się cechy rzemieślników (gildy), które pozwoliły im na zdobycie kontroli nad lokalnymi rynkami, w XX wieku mieliśmy już inne formy związki zawodowe. Powstaną więc nowe grupy chroniące interesy pracowników.

Czy przyszłość pracy to mikro przedsiębiorcy odnoszący sukcesy i pracujący elastycznie z dowalonego miejsca na ziemi czy ludzie „pędzący” od jednej do drugiej dorywczej pracy za niskie stawki? Gospodarka komercyjna czy gospodarka „użyczania”? Rynek czy hierarchia? Wpływ globalny czy lokalny? Centralne czy niecentralne tworzenie wartości? Władny przedsiębiorca czy bezwładny dron? Destrukcja czy kreacja miejsc pracy? Wyizolowane czy „połączone” społeczeństwa? Nowe technologie sprawią, że będziemy funkcjonować w zupełnie innym świecie, miejmy nadzieję bardziej ludzkim.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017