Książkowy trend

14.11.2017 3 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

Książka od zawsze pełni ważną rolę w moim życiu. Będąc wychowanym w domu przepełnionym książkami do dziś czuję się nieswojo w przestrzeniach, w których ich brakuje. Mój pokój był zawsze w połowie przechowalnią „skarbów” taty (obok Harry’ego Pottera i biografii Freddiego Mercury’ego  stały więc KapitałBoże Igrzysko). Pewnie dlatego dzisiaj nawet wychodząc na zakupy wkładam do torby jakąś książkę, tak na wszelki wypadek.

 

Wydaje mi się, że czytanie ma mieszaną opinię. Z jednej strony jest przestarzałym hobby dla nudziarzy, takich jak ja. Z drugiej strony jest jednak nadal jedną z najpopularniejszych form spędzania wolnego czasu, kojarzy się z szeroko pojętym rozwojem osobistym. Chciałbym oczywiście, aby to drugie skojarzenie było dominującym.

Książka jest potęgą. Jest jednym z najważniejszych symboli kojarzonych z kulturą. Popularność tego skojarzenia jest niezmienna, a być może i nawet wzrasta. Świadczą o tym wyrastające jak grzyby po deszczu wszelkiego rodzaju księgarnio-restauracje, kawiarnie czytelnicze, książko-bary itd. Oczywiście jest to w dużym stopniu wielkomiejska moda, jednak mam nadzieję, że z czasem będzie ona przedostawać się dalej i głębiej.

Obecność książek w miejscach, w których można przysiąść i napić się dowolnego trunku napawa jakimś niezrozumiałym optymizmem. Podczas mojej niedawnej wizyty w Chinach niezwykle ucieszyło mnie, gdy pierwszej nocy po przylocie wylądowałem w Old Heaven Bookstore, w Shenzen. To niesamowicie klimatyczne miejsce z setkami różnej maści lektur, niesamowitą kolekcją płyt winylowych, wygodnymi kanapami i kotem-rezydentem. Odbywają się tam też liczne koncerty, życie kulturalne po prostu kwitnie. Przykład shenzeńskiej klubo-kawiarni jest pewnego rodzaju widokówką z dalekiego świata ale potwierdza to, co w Europie jest swoistą modą, trendem.

Jednym z najciekawszych paryskich zakątków dla wielbicieli literatury i poezji jest legendarna księgarnia Shakespeare & Company. Prawdziwe miejsce z duszą. Barwny szyld przenoszący nas w przeszłość doskonale oddaje charakter ciasnych i wąskich korytarzyków zastawionych półkami. To, że trzeba się wśród nich przeciskać, i to, że trzeba chwilę odczekać zanim w spokoju przejrzy się interesujący nas dział wcale nie irytuje. Przeciwnie – to wspaniale, że tak wiele osób jest zainteresowanym tego typu miejscem. Fanów ciasnoty i antykwarycznej atmosfery odsyłam jeszcze do Abbey Bookshop, także w Paryżu. To anglojęzyczny antykwariat, którego małe drzwi, wąskie korytarze i sympatyczny właściciel przywodzą na myśl świat J.K. Rowling.

Rzymska wersja Empiku – La Feltrinelli – każe z politowaniem spojrzeć na polski „skarbiec” książkowo-płytowy. Jest to przykład wielkiego salonu kultury. Znajdziemy tu ogromne piętro przeznaczone na książki, równie wielki dział muzyczny i obowiązkową kafeterię. Co ważne – asortyment wywołuje zdecydowany „wow-factor” i w dużo większym stopniu opiera się na literaturze i muzyce, niż na kubkach, gadżetach i form do pieczenia ciasta…

Tam gdzie kawa – tam i książka! Fantastyczna Knygu Ministerija w Kownie, w której oprócz świetnych napojów dostaniemy do rąk ciekawe wydawnictwa (zagramy także na stojącym tam pianinie) potwierdza ten trend. Jeszcze ciekawsze zjawisko napotkałem w Atenach, w jednej  moich ulubionych knajpek – Klepsidra Cafe. Naprzeciwko zazwyczaj szczelnie wypełnionego ogródka stoją duże stoły uginające się pod książkami. Wygląda to jak stragan, tyle że nikt przy nim nie sprzedaje towaru. Książki są wystawione dla przechodniów bądź dla gości siedzących w knajpie. Kto chce – podchodzi, wybiera coś dla siebie, następnie odkłada na miejsce i idzie w swoją stronę. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że już nie tylko gdzie kawa – tam książka, ale gdzie jakikolwiek stolik – tam i coś do poczytania.

Jedna z popularnych w Polsce sieci kawiarni zainicjowała jakiś czas temu akcję polegającą na płaceniu za kawę książkami. Dzięki temu na półkach we wszystkich kawiarniach z tym szyldem pojawiło się całe mnóstwo książek. Oprócz tego, że w odróżnieniu od wszystkich sieciówek kawa w tej kończącej się imieniem rzymskiego cesarza jest naprawdę dobra – teraz spożywanie jej staje się jeszcze większą przyjemnością. Kibicuję tej książkowej modzie!

Tata już dawno część swoich zbiorów przerzucił na elektroniczny czytnik (pojemność mieszkania się zakończyła, a on i tak zazwyczaj jest o krok przede mną w nowinkach technologicznych) i podobno to świetne rozwiązanie. Ja jeszcze obstaję przy zapachu kartek i przekładaniem stron. Jeśli można przy tym jeszcze wypić kawę, posłuchać muzyki i usiąść w wygodnym fotelu o fatalnym kolorze – to tym lepiej.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017