Koncertowy rok

23.01.2018 3 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

Już od paru lat nie ma mowy o nudzie, jeśli chodzi o ważne koncerty odbywające się w naszym kraju. Są one ważne z różnych przyczyn, nie zawsze czysto artystycznych. Jest trochę wysokich tonów, jest trochę legend, jest trochę zbyt dużych i zbyt pustych wydmuszek. Jest i troszeczkę ściemy. Oto krótki przegląd zapowiadanych na ten rok polskich koncertów.

 

Stawkę tzw. ważnych wydarzeń otwiera Depeche Mode, które przyjedzie do Polski na trzy koncerty (Kraków, Łódź, Gdańsk). Będą to halowe imprezy, zatem psychofani zespołu (a jest ich naprawdę dużo) mogą liczyć na nieco bardziej intymną atmosferę, niż choćby podczas ich koncertu na warszawskim Stadionie Narodowym. Nie jestem specjalnym zwolennikiem muzyki „Depeszów”, ale doceniam ich niekwestionowaną pozycję i klasę. Dla wszystkich kochających Gahana i spółkę, a także tęskniących za latami 80-tymi to chyba obowiązek.

Z cyklu żartobliwego, do wszystkich urodzonych po 1989 roku: pamiętacie ten band, który tak często leciał w telewizji, jak byliśmy dzieciakami? Dużo ludzi z długimi włosami, mnóstwo gitar akustycznych. Wszyscy śpiewali smutne piosenki i płakali w swoich teledyskach, tak byli poruszeni swoją twórczością… Kelly Family! Ostatnio zobaczyłem plakat anonsujący ich trzy koncerty w Polsce (Gdańsk, Łódź, Kraków). Tyle samo co Depeche Mode, te same miejsca co Depeche Mode! Tylko publiczności spodziewałbym się zupełnie innej. Choć przyznam, że przed zobaczeniem plakatów nie spodziewałbym się jej w ogóle.

W kwietniu w Warszawie zagra Macklemore. Zjawiskowy gość, który nieustannie pokazując środkowy palec mainstreamowi i dużym wydawcom – sam stał się dobrze trzymającym się mainstreamem i szanowanym wydawcą (samego siebie). Tyle, że to jakiś lepszy mainstream niż ten „obowiązujący” i wydawca lepszy niż cała reszta, która swoich artystów i odbiorców ma w poważaniu. Podobno koncerty rapera są świetnym widowiskiem z pogranicza muzycznego show i stand-up’u. Choćby z racji tego, że Macklemore nie jest artystą permanentnie przebywającym w trasie – warto powalczyć o bilety.

Kilka dni później w Krakowie wystąpi legendarna Metallica. Nie będę robił z siebie głupka, próbując o nich pisać cokolwiek odkrywczego. Wszyscy napisali już bowiem wszystko. Mogę jedynie dodać, że nie jestem szalony na ich punkcie, choć objawów szaleństwa można znaleźć u mnie kilka. Po pierwsze trochę przeszkadza mi, jak grają na instrumentach, bo grają tak sobie (choć kogo to obchodzi. Jak miałem długie włosy w gimnazjum to chodziłem w ich koszulkach i grałem ich riffy – nie ma obciachu, może poza długimi włosami). Po drugie moją ulubioną płytą Metalliki jest powszechnie nielubiany St. Anger… Po trzecie w St. Anger najbardziej urzeka mnie powszechnie znienawidzone brzmienie bębnów Larsa Urlicha. Wiadomo już zatem, że coś ze mną jest nie tak. Metallica jest OK.

W lipcu odbędzie się kolejny Open’er, który znów ściągnie mnóstwo gwiazd, i który znów będzie totalnym sukcesem. Nigdy nie byłem, ale to bardzo dobrze, że mamy w Polsce coś aż tak dużego i ważnego. Póki co wiem, że będzie tam można zobaczyć Gorillaz, które jakiś czas temu zagrało w Polsce dwa małe koncerty, a teraz będzie promowało Humanz na festiwalu. Nie zdziwię się jeśli bilety do Gdyni rozejdą się przede wszystkim na Albarna i ekipę. Dzień po nich wystąpi zaś Bruno Mars. Przy ogromnym szacunku dla jego talentu i dla niesamowitego show (w iście amerykańskim stylu), jakie robi jakoś nie mogę się przekonać do niego. Mars jawi mi się jako sprytny mix wszystkiego tego, co można dobrze sprzedać. Jest tu trochę The Police, jest i Michael Jackson, jest Elton John… Wszystko to już było, ale teraz jest po prostu nieco młodsze i równie drogie.

Temat ściem kończąc – w sierpniu w Warszawie dwa wyprzedane koncerty zagra Ed Sheeran. Niepozorny i skromniutki artysta jest dla mnie niesamowitą tajemnicą z racji jego dość mało wyjątkowej muzy i zdecydowanie infantylnego przekazu. Chociaż koncert podobno dobrze jest zobaczyć. Ja nie mogę sobie wyobrazić jak można „zagrać stadion” solo, tylko z gitarą… Ale może wbrew nagraniom Sheerana – właśnie tam jest prawda i wielka jakość.

Nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał (kolejny już raz na łamach istotnie.pl) o trasie Us + Them Rogera Watersa. Byłego lidera Pink Floyd zobaczymy w Krakowie i w Gdańsku. Niektórzy narzekają, że od 1979 r. Watersa wciąż burzy swój mur. Nawet jeśli jest w tym cząstka prawdy – to wciąż burzy go z wielką klasą i z niepowtarzalnym rozmachem. Ja osobiście już nie mogę się doczekać…

Nie ma więc na co narzekać! Będzie dużo ważnych koncertów, festiwali. A najważniejsze, że będzie mnóstwo dobrej muzy. I chciałoby się jedynie, aby wraz z tym malały nasze problemy w stylu „jak kupię bilet na A, to na B już nie dam rady…”.  W tym roku ten ból może nam często towarzyszyć.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017