Prof. Piotr Ugniewski o Muzeum Historii Polski: „Będzie jedną z większych instytucji tego typu nie tylko w Polsce, ale i w Europie”

01.09.2018 5 minuty na przeczytanie artykułu

fot. Adrian Grycuk, wikipedia.org.

O tym z czego będzie składać się wystawa stała Muzeum Historii Polski, jak wygląda współpraca Muzeum ze środowiskiem naukowym oraz w jaki sposób zachęcać młodych ludzi do pasjonowania się historią – mówi w rozmowie dla istotnie.pl, prof. Piotr Ugniewski, kierownik działu programowego wystawy stałej Muzeum Historii Polski.

Na jakim etapie jest obecnie budowa Muzeum Historii Polski?

W lipcu na warszawskiej Cytadeli ruszyły prace budowlane. Według harmonogramu będą trwać trzy lata. Otwarcie nastąpi zatem w 2021 roku. Równolegle zakończyliśmy już pracę nad scenariuszem, końca dobiega też opracowanie przestrzenno-plastyczne wystawy stałej. Gromadzimy zbiory rozmaitych zabytkowych eksponatów, pamiątek historycznych czy ikonografii. Jednocześnie wciąż staramy się uzyskać depozyty z polskich i zagranicznych instytucji kultury. Wystawa będzie bardzo bogata – nie chcemy, aby była jedynie multimedialnym i scenograficznym muzeum narracyjnym. Powinna być również nasycona różnymi interesującymi obiektami.

Jakie to będą obiekty?

Od obrazów poprzez sztukę użytkową po codziennie używane przedmioty. Przykładami może być XIX-wieczna lokomobila, broń czy ubrania – np. pasy słuckie. Obiekty pochodzą z całego tysiąclecia historii Polski. Są dwie główne drogi ich pozyskiwania: albo je kupujemy, albo otrzymujemy jako depozyt od innych instytucji. Często wiąże się to z konserwacją, którą w wielu przypadkach musimy przeprowadzić przed ekspozycją w Muzeum. Prace są zatem intensywne. Zresztą jest tak już od dawna, bo Muzeum Historii Polski zainaugurowało działalność w 2006 roku. Do pewnego momentu nasza aktywność polegała na przygotowywaniu się do budowy muzeum, pisania scenariusza itd. W ramach swego funkcjonowania muzeum prowadziło też rozmaite akcje jak konkursy stypendialne bądź lekcje historyczne dla dzieci. Organizowano też wystawy czasowe. Niektóre z nich były naprawdę duże – przykładem mogą być te tworzone w Zamku Królewskim.

Jakie jeszcze działania prowadzi muzeum?

Jest wiele inicjatyw. Jedną z nich jest np. konkurs na książeczkę dla dzieci, która przybliża historię Polski. Inne przedsięwzięcia to np. konkursy plastyczne bądź stypendia dla zagranicznych badaczy zajmujących się tą tematyką. Ponadto, żywo uczestniczymy w obchodach rocznic ważnych dla polskiej państwowości. Dwie nasze duże wystawy na Zamku Królewskim otrzymały nawet Nagrodę Stowarzyszenia Muzealników Polskich „Sybilla”. Jedna z nich dotyczyła dziedzictwa dawnej Rzeczypospolitej, druga zaś modernizacyjnego oblicza II RP. W Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie zaprezentowaliśmy z kolei dzieje rozwoju polskich miast. Oprócz tego pokazywaliśmy na wystawach również Polskę z czasów Napoleona bądź skutki i skalę przesunięcia granic po II wojnie światowej. To były duże i prestiżowe przedsięwzięcia.

Z jakich działów będzie składać się ekspozycja? Czy istnieje jakieś muzeum na świecie, które stanowi dla Państwa punkt odniesienia w tej kwestii?

Nasze muzeum mieści się w kategorii muzeów narracyjnych, które od lat 90. są budowane na całym świecie. Pod wpływem zagranicznych i krajowych realizacji, nasza koncepcja nieco jednak ewoluowała od klasycznego wzorca narracyjnego, który opiera się przede wszystkim na multimediach i instalacjach scenograficznych. Nasze prace idą w kierunku nasycenia tej wystawy autentycznymi obiektami i ikonografią. Nie chcemy wszystkiego powielać cyfrowo i pokazywać wyłącznie na ekranach LED. Nasz zespół zwiedza wszelkie krajowe i zagraniczne muzea. Wypracowana koncepcja jest więc fuzją inspiracji. Myślę, że proste naśladownictwo nie przyniosłoby dobrego efektu. Pamiętajmy, że pracujemy nad największym muzeum w Polsce, które ma syntetyczny charakter – nie pokazuje wycinka dziejów czy kultury, lecz ma ambicje pokazania całości. Mamy do dyspozycji aż siedem tysięcy metrów kwadratowych, a to oznacza, że muzeum będzie jedną z większych instytucji tego typu nie tylko w Polsce, ale i w Europie.

Jak wygląda współpraca z innymi instytucjami kultury?

Współpracujemy na bieżąco. Depozyty pozyskujemy z całego kraju, ale również z zagranicy. Najnowszym przykładem takiej współpracy jest uzyskanie ze Szwecji w depozyt rzeczy, które Szwedzi wywieźli w czasie Potopu. To będzie bardzo spektakularny punkt wystawy – z fragmentów wyłowionych z Wisły będziemy częściowo rekonstruowali pałac, który nazywał się Villa Regia, a potem zyskał miano Pałacu Kazimierzowskiego i obecnie jest siedzibą rektora Uniwersytetu Warszawskiego. Depozyty będą przybliżać historię zburzenia tego budynku, rozbiórki i niedawnej akcji wyławiania z Wisły tych elementów. Współpracuje z nami też wiele muzeów krajowych. Z Muzeum Pierwszych Piastów na Ostrowie Lednickim pozyskaliśmy wczesnośredniowieczną łódź, pamiętającą czasy naszych pierwszych władców. Wzięliśmy na siebie ciężar konserwacji tego prawie tysiącletniego obiektu – to bardzo spektakularny eksponat, ma prawie dziesięć metrów długości. To jeden niewielu w Polsce obiektów pamiętających czasy Mieszka I. Nie spotykamy się z większymi problemami podczas współpracy, na ogół pozostałe instytucje bardzo chętnie nam pomagają. Nie wszystko oczywiście udaje się otrzymać – także z powodów konserwatorskich bądź prawnych, ale zazwyczaj nie ma z tym kłopotów.

A jak układają się relacje z ośrodkami akademickimi? Czy takie wspólne działanie w ogóle jest potrzebne?

Ta współpraca jest niezbędna i to na wielu płaszczyznach. Sam równolegle pracuję na Uniwersytecie Warszawskim. Od powstania Muzeum, ekspertyzy, które stanowią bazę scenariusza tworzyli przedstawiciele bardzo wielu akademickich dyscyplin. Na czele była historia, ale w grę wchodziły też inne specjalności naukowe. W zespole znalazły się wybitne postaci, ale też osoby od bardzo wąskich zagadnień, bardzo kompetentne choć może nieco mniej znane. Oprócz ekspertyz przygotowywały one też kwerendy. Stworzono ogromną bazę danych, która stanowiła podstawę prac nad tekstem scenariusza wystawy. Stale byliśmy w konsultacji z historykami, którzy zajmowali się poszczególnymi epokami. W zespole, który pracuje nad programem działa też wielu młodych historyków. Część z nich posiada stopień doktorski. Mają naprawdę wysokie kwalifikacje naukowe. Utrzymujemy też bardzo dobre relacje z instytucjami badawczymi – np. Instytutem Historii PAN czy UW. Nie da się oddzielić prac programowych nad wystawą od działań naukowców i ośrodków badawczych.

Współpracują państwo też z przedstawicielami innych dziedzin?

Oprócz kulturoznawców są historycy sztuki i muzeologowie. Korzystamy też z wiedzy osób wyspecjalizowanych w historii muzyki, filmu, literatury czy sztuk użytkowych, ale również socjologów. W tworzenie tego dzieła jest zaangażowanych większość dyscyplin humanistycznych i nauk społecznych.

W jaki sposób najnowsze badania archeologiczne czy ustalenia historyków wzbogacają działanie Muzeum?

Staramy się trzymać głównego nurtu badań. Nie bazujemy na ekscentrycznych czy budzących kontrowersje tezach i odkryciach. Chcemy, aby środowisko naukowe najpierw wypracowało solidne i w miarę powszechnie przyjmowane stanowisko w danej kwestii. Nie chcemy prowokować radykalnymi koncepcjami. Wykorzystywaliśmy badania archeologów np. dotyczące grodu Chodlik, położonego w okolicach Kazimierza Dolnego. Badania te były poświęcone przedpaństwowym formom organizacji grodowych na ziemiach polskich. Nasi eksperci tworzą również ekspertyzy, które uwzględniają najnowsze publikacje. Nie ma więc mowy, abyśmy czerpali jedynie z ustaleń sprzed stu lat. Staramy się być możliwie na bieżąco, jednak musimy też dbać o rzetelność.

Czy istnieje jakaś spójna, wypracowana metoda na to jak zainteresować historią młodych ludzi?

Nasz zespół składa się również z młodego pokolenia badaczy – to ludzie mający często niewiele ponad trzydzieści lat. Są oni więc w bezpośredniej łączności ze swoimi równolatkami czy młodszymi osobami. Czują ich potrzeby, gusta czy możliwości percepcyjne. W tym aspekcie pokładamy duże nadzieje. Mamy też osoby, które doradzają nam rozwiązania edukacyjne dla najmłodszych. Mamy zresztą odrębny dział edukacji, który współpracuje z zespołem programowym wystawy stałej i opracowuje ścieżki edukacyjne. Należy też pamiętać, że nasza wystawa opierać się będzie na najnowszych rozwiązaniach multimedialnych – znajdą się w niej projekcje, kioski komputerowe czy instalacje multimedialne. Nie będziemy odstawali w tym zakresie od najwyższego światowego poziomu. Wierzę, że dzięki temu nawiążemy dialog również z młodymi widzami.

 

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2018-2019