Grudniowe oszustwa

31.12.2017 2 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

Święta. W galeriach handlowych tłumy i promocje. W telewizji reklamy i Mikołaje ze zniżkami na pakiet telewizja + Internet. Potężne oddziały Coca-Coli we wszystkich lodówkach. Bombki i łańcuchy to już nie tylko świąteczne ozdoby – to symbole tłumaczące grudniowe zniżki, nie będące w rzeczywistości zniżkami. Argumenty za kupowaniem rzeczy.

Za tym wszystkim kryją się małe i nieco większe oszustwa, bądźmy uważni. Kolędy rozbrzmiewające w każdym kącie to przecież nie zawsze efekt gigantycznej społecznej potrzeby. To efekt sezonu. Swoją drogą grając na instrumencie warto się ich trochę nauczyć – można dorobić przed wigilią i po niej… Składanki Merry Christmas vol. 40 za 19,99 zł i Merry Christmas vol. 1 – wybrane przez Roberta Lewandowskiego za 39,99 zł [tytuły, ceny i wybór RL9 zmyślone przez autora] to również może być towar drugiej/trzeciej kategorii i czwartej/piątek świeżości. Nie wierzę w ich inwazję na listach top10 w popularnych sklepach z garnkami, papeterią, klockami, długopisami, breloczkami, płytami i książkami. To auto-nakręcanie sprzedaży. Jeśli „christmasowe” wydawnictwa rzeczywiście widnieją na szczytach list popularności z powodu zainteresowania konsumentów – to właśnie ręce opadły mi tak mocno, że aż barki mnie rozbolały.

W okresie świąt bardzo ciekawe oszustwo przygotowała stacja telewizyjna Polsat. Nie, nie chodzi mi o bloki reklamowe trwające tyle samo co film (czy ktoś dziś jeszcze ogląda filmy w tradycyjnej telewizji?). To już stały element rozpoznawczy. Axl Rose ma chustę na czole, Tomasz Stańko ma kapelusz, a Polsat ma reklamy. Z okazji 25-lecia istnienia stacja zorganizowała wielką galę, na której oprócz znanych gwiazd polskiej piosenki i kabaretu wystąpiły ikony sceny disco-polo w niespotykanej dotąd odsłonie. Sztandarowe hity tego gatunku wykonało „czterech tenorów” wraz z towarzyszeniem orkiestry. Projekt disco-polo symfonicznie ma podobno wychodzić w przyszłym roku do sal koncertowych, „cywilizować” gatunek i jego odbiorców. Można zatem ogłosić zwycięzcę grudniowych ściem…

Polacy chadzają do filharmonii i opery niezbyt chętnie i niezbyt często. Tzw. kultura wysoka nie plasuje się wysoko na liście priorytetów. Stwierdzenie tego faktu to oczywistość i banał. Natomiast myślenie, że sprzedaż naszej narodowej wsiowej chluby spod znaku disco-polo w formacie symfonicznym sprawi, że ten trend ulegnie zmianie to jakaś abstrakcja. Myślenie o piosenkach śpiewanych za stołami na polskim weselu w nawet najpiękniejszych orkiestrowych aranżacjach (swoją drogą te z gali Polsatu to naprawdę dobra robota!) jako o czymś co ma cokolwiek i kogokolwiek cywilizować to głupota.

Disco-polo w przestrzeni publicznej to zasługa tzw. budżetówek. Ta branża istnieje przede wszystkim dzięki dniom miast, plenerom i wszelkim eventom dofinansowywanym przez urzędy gmin – ku uciesze ludu. Nie spodziewałbym się gigantycznych sukcesów koncertowych jeśli wypuścilibyśmy któregokolwiek z „tenorów” na trasę, z której miałby zarobić jedynie z wpływów z biletów. To oczywiście jedynie moje przypuszczenia, ale być może warto byłoby sprawdzić zachowanie miłośników disco-polo w perspektywie dylematu: wydać 50 zł albo 100 zł na bilet? Zachowania miłośników rocka czy jazzu znamy – te branże w większości z tego żyją.

Polsat najpierw wprowadził disco-polo na polski rynek muzyczny i pod strzechy, następnie spopularyzował ten gatunek. Ostatnio natomiast udało mu się szeroką obwodnicą wprowadzić go do Teatru Wielkiego Opery Narodowej. Co jeszcze? Ktoś, kto myśli, że publiczność kupująca bilet na disco-polo symfonicznie będzie zafascynowana zjawiskiem na tyle, że za miesiąc wyda ciężko zarobioną kasę na Wesele Figara albo koncert sonat Chopina jest w błędzie. Niesamowite oszustwo.

Wspomniany przeze mnie wcześniej Tomasz Stańko powiedział kiedyś, że nie obraża się na disco-polo. Każdy ma prawo grać to, co chce i każdy ma prawo słuchać tego, czego chce. Zawsze mamy możliwość wciśnięcia off. Zgadzam się – czerwony guzik jest super i niech każdy robi, co uważa za stosowne. Tylko niech nikt nie wciska aż takiej ściemy, bo karp staje w gardle.

 

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017