Finansowanie nauki. Jak to się robi w różnych krajach?

10.07.2017 3 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

Jak mawiał pewien ekonomista „Nie istnieje coś takiego jak darmowe obiady. Za wszystko ktoś musi zapłacić. To, że obiad jest darmowy dla uczestnika konferencji oznacza, iż koszty musi ponieść ktoś inny”. Tak samo jak nie ma darmowych obiadów tak nie istnieje darmowa nauka i szkolnictwo wyższe. Przyjrzyjmy się więc, jakie są źródła ich finansowania.

 

USA i Wielka Brytania

W większości krajów anglosaskich dominuje model który można określić mianem liberalnego, wolnorynkowego. Istnieją państwowe wprawdzie uczelnie oraz instytuty badawcze, jednak zazwyczaj nie należą one do tych najlepszych i najbardziej prestiżowych. Ponadto, w wielu przypadkach studia na państwowych uczelniach są częściowo płatne, tak samo jak na uczelniach prywatnych.

W jaki sposób działają więc najlepsze uniwersytety, np. w USA? Bez wchodzenia w zawiłości prawne można stwierdzić, iż model ten przypomina istniejące w polskim prawie fundacje. Znaczna ich część została założona kilkaset lat temu. Znakomity przykład stanowi najstarsza w Ameryce Północnej, a zarazem najbogatsza i najlepsza na świecie uczelnia czy Harvard University. Została założona w 1636 roku przez duchownego Johna Harvarda, który ufundował ją z własnych pieniędzy. Następnie rozwijała się, dzięki darowiznom lub spadkom zapisywanym w testamentach. Mechanizm ten działa do dziś; zamożne osoby często fundują stypendia lub nawet całe jednostki badawcze swojego imienia. Nie trzeba dodawać, że taka dobroczynność jest niezwykle prestiżowa. Pierwszą polską inicjatywą tego typu było stworzenie (i sfinansowanie) przez wrocławskiego przedsiębiorcę Leszka Czarneckiego Programu Studiów o Współczesnej Polsce na Uniwersytecie Oxfordzkim. Według zamierzeń ma się on stać miejscem kształcenia „ambasadorów współczesnej Polski”.

W umysłach czytelników rodzi się teraz zapewne pytanie: czy darowizny odgrywają tak dużą rolę w tym systemie nauki? Przecież jednorazowe wpłaty dokonane np. 100 lat temu powinny się już dawno temu wyczerpać. I tu pojawia się kwestia anglosaskiego pragmatyzmu. Znaczna część pieniędzy pochodząca z darowizn nie jest wydawana, a inwestowana. Są to tak zwane „kapitały żelazne” czyli pieniądze zdeponowane w bankach lub funduszach inwestycyjnych, które generują corocznie odsetki. Tak więc darowizna np. 1 miliona dolarów dla np. Harvard Medical School może nie być wydana od razu na zakup sprzętu medycznego, a wpłacona w formie lokaty do banku, dzięki czemu pojawiające się co roku odsetki pozwolą na finansowanie działalności stałej. Trzeba przyznać, że tego typu metoda działania różni się trochę od naszej maniery natychmiastowego inwestowania wszelkich funduszy.

Poza darowiznami i środkami z obracania kapitałem uczelnie w USA i UK utrzymują się w znacznym stopniu z czesnego, którego wysokość może być niebagatelna i (w przypadku najlepszych uczelni) wynieść nawet 40 tysięcy dolarów. Do tego należy doliczyć koszty zakwaterowania, etc. Kwota może wydać się znaczna, jednak warto nadmienić, że wynagrodzenia absolwentów tych uczelni pozwalają szybko ją zrekompensować. W modelu anglosaskim studia wyższe to inwestycja, która się zwraca.

Osoby, które nie posiadają środków na pokrycie czesnego mogą liczyć na różnego rodzaju stypendia, zazwyczaj prywatne, rzadziej rządowe (jeśli już to raczej w Wielkiej Brytanii). Umożliwia to podjęcie studiów na najlepszych uczelniach przez osoby pochodzące z biedniejszych rodzin. Jedną z takich osób był Barack Obama, który dzięki dobrym wynikom w nauce otrzymał stypendium na Columbia University, a następnie na Harvardzie.

Podobnie rzecz ma się z instytucjami prowadzącymi badania naukowe. Wiele z nich ma charakter prywatny. Klasycznym przykładem jest RAND Corporation. Ten ośrodek badawczy został założony w 1948 roku. Początkowo pracował na zlecenie rządu USA, jednak teraz jest instytucją niezależną, funkcjonująca głównie dzięki prywatnym grantom badawczym. Swoją działalność prowadzi w formie podzielonej na kilkanaście „programów” tematycznych które mają inny sposób funkcjonowania i odmienne źródła finansowania. RAND, podobnie jak setki podobnych ośrodków, nie posiadają stałego źródła w postaci dotacji rządowych; twarde prawa wolnego rynku doprowadzają do tego, iż pozostają najsilniejsze i najbardziej przedsiębiorcze. Ktoś mógłby zarzucić, że w takim otoczeniu trudno „robić” prawdziwą naukę, jednak jest odwrotnie: z RAND wywodzą się takie osoby jak współtwórca Internetu Paul Baran, czy kilku laureatów Nagrody Nobla z ekonomii, w tym znany z filmu „Piękny Umysł” John Nash.

Należy też pamiętać, że za znaczną część badań naukowych odpowiadają omówione powyżej uniwersytety, których ważnym elementem działania (poza dydaktyką) jest prowadzenie własnych badań naukowych. Nie bez powodu większość laureatów Nagrody Nobla pochodzi z USA.

Na koniec warto przytoczyć ciekawostkę, na temat faktu będącego pochodną długiej historii uczelni brytyjskich. Otóż funkcja kanclerza uniwersytetu, nam kojarząca się z osobą odpowiedzialną za administracyjne zarządzanie uczelnią, jest w Zjednoczonym Królestwie honorowym tytułem przyznawanym najczęściej arystokratom. Tak więc księżniczka Anna (córka Elżbiety II) od wielu lat jest kanclerzem Uniwersytetu Londyńskiego, a od 2011 także Uniwersytetu Edynburskiego, natomiast jej kuzynka, księżniczka Aleksandra kanclerzem Lancaster University. Natomiast Amerykanie, którzy nie posiadają własnej arystokracji często mianują na funkcje rektorów polityków lub przedsiębiorców.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017