Fenomen kobiet „Solidarności” – nieoczywiste spojrzenie na historię Sierpnia. cz. 2

16.01.2018 5 minuty na przeczytanie artykułu

Historia ruchu „Solidarność” jest pewnym paradoksem. Wydaje się być dobrze znana, pojawia się w podręcznikach, książkach czy filmach, równocześnie wiele jej aspektów to wciąż obszary niezbadane.  Twórcy filmu „Solidarność według kobiet” oraz książki „Kobiety Solidarności”  proponują nam fascynującą podróż do jednego z takich miejsc.

 

Film „Solidarność według kobiet” odbił się szerokim echem w Polsce i zagranicą, wzbudzając liczne i gorące dyskusję. Był pokazywany i nagradzany na licznych festiwalach. Podczas jego kręcenia autorzy zebrali wiele materiałów, które Marta Dzido wykorzystała w książce „Kobiety Solidarności”. Zarówno w książce, jak i w filmie odnajdujemy wiele poruszających historii, ukazujących odwagę i zaangażowanie kobiet, jak również cenę, którą przyszło im za to zaangażowanie zapłacić.

„Białe plamy NSZZ”

Dużą wartością twórczości Piotra Śliwowskiego i Marty Dzido jest już samo przypomnienie mało znanych faktów dotyczących „kobiecego wymiaru” historii „Solidarności”.  Autorzy rozpoczynają swoją opowieść od zauważenia, że mimo iż kobiety stanowiły tak znaczną część NSZZ Solidarność, to jednak często są jakby nieobecne w jego historii. Dzido i Śliwowski stawiają pytania, dlaczego w tak wielu podręcznikach, na wystawach, pomnikach czy muralach nie znajdziemy często żadnej wzmianki o zaangażowaniu kobiet. Zarówno film jak i książka są w pewien sposób próbą wypełnienia tej luki w naszej zbiorowej pamięci. Tak w filmie jak i książce odnajdujemy wiele poruszających obrazów, historii o odwadze i poświęceniu.  Poznajemy na przykład historię Ewy Kubasiewicz, skazanej na 10 lat pozbawienia wolności w stanie wojennym. Grożono jej bronią i upokarzano. W poruszającej rozmowie z autorką stwierdza z mocą:

nigdy nie sądziłam, że mogłabym się z tego wycofać. Po prostu uważałam, że jest to moim obowiązkiem. Zastanawiałam się też, jak mój syn dorośnie i zapyta: „Mamo, a co ty wtedy robiłaś? Działy się takie okrucieństwa, nadużycia władzy, a ty co?”. To też jest odpowiedzialność. Nie podejmując działania, też się opowiadamy po jakiejś stronie.

Autorom udało się dotrzeć do niepublikowanych rozmów z Anną Walentynowicz, która na pytanie o strach związany z działalnością z rozbrajającą szczerością przytacza swoją rozmowę z inną legendą „Solidarności” – Andrzejem Gwiazdą:

Bardzo się bałam aresztowania. To był strach. Wtedy Andrzej Gwiazda powiedział: „Ale czego właściwie się boisz? Przecież to, że oni zamykają ciebie – kobietę drobną, małą – to znaczy, że to oni się ciebie boją. A jak się ciebie boją – to dlaczego ty boisz się ich?”

W kolejnych stronach poznajemy historię „Damskiej Grupy Operacyjnej” z „Tygodnika Solidarność”, Krystyny Sobierajskiej która zakładała „Solidarność” w Zagłębiu Miedziowym oraz dowiadujemy się o szczegółach oporu łódzkich włókniarek.  Niezwykle poruszająca jest opowieść Zofii Jastrzębskiej, młodej dziewczyny z Torunia napadniętej i porwanej przez Służbę Bezpieczeństwa, by złamać jej męża zaangażowanego w wydawanie prasy podziemnej. Książka i film pełne są  takich dramatycznych i heroicznych historii.

„Migawki z zapomnianej historii”

Jak na tematykę historyczną zarówno film jak i książka mają niestandardową formę. Może ona niektórych odrzucić, a dla innych będzie odświeżająca. Książka bardziej przypomina wywiad rzekę, zbiór migawek z historii „Solidarności”, niż książkę naukową. Napisana jest lekkim i żywym językiem a przypisy ograniczono do minimum. W filmie autorzy zdecydowali się na dwa zabiegi które dynamizują narrację. Jednym z nich jest uczynienie  osią filmu poszukiwań Ewy Ossowskiej, młodej dziewczyny ze Stoczni Gdańskiej.  Obserwujemy jak Marta Dzido prowadzi swojego rodzaju śledztwo, by odkryć podstawowe fakty na jej temat. Drugim ciekawym rozwiązaniem jest sposób filmowania rozmów. W wielu scenach  widzimy jak Dzido rozmawia z bohaterkami, obserwujemy jej reakcję na odpowiedzi działaczek, razem z nią odwiedzamy miejsca ważne dla opowiadanej historii. Takie „reportażowe” podejście do narracji nie wszystkim przypadnie do gustu, dla mnie było ciekawą odmianą. Warto zauważyć, że w książce jak i filmie wiele kwestii, które składają się na historię kobiet w „Solidarności”, albo w ogóle się nie pojawia, ale są tylko zasygnalizowane. Zarówno temat współpracy z służbą bezpieczeństwa jak i wpływu działalności opozycyjnej na życie osobistego bohaterek właściwie jest nieobecny. Te tematy, niezwykle trudne, wciąż czekają na zbadanie i opracowanie. Wydaje  się jednak, że jest to świadoma decyzja twórców wynikająca z jednej strony z obranej „migawkowej” formy opowiadania historii, a z drugiej podyktowane jest to empatią i pewną delikatnością wobec prezentowanych bohaterek.   Niezależnie czy podoba nam się  selekcja materiału i forma zaproponowana przez autorów należy podkreślić i docenić olbrzymią pracę  wykonaną przy kwerendzie źródłowej. Setki godzin przeprowadzonych rozmów i wywiadów stanowi wartość samą w sobie. Wielokrotnie autorom udało się dotrzeć do unikatowych materiałów zdjęciowych i filmowych, często niepublikowanych nigdy wcześniej.

Anna Walentynowicz i kanapki

Marta Dzido w jednym z rozdziałów książki zestawia dwa zdjęcia Anny Walentynowicz. Jedno na którym ta z megafonem w ręce zwraca się do robotników podczas strajku w Stoczni Gdańskiej. Działaczka „Solidarności” jest pełna emocji:

Włosy spięła w kok. Jest ubrana we wzorzystą sukienkę, aż żal, że autor zdjęcia nie miał kolorowej kliszy. W drugim planie widać z góry morze głów. Twarze wpatrzone w Annę.

Jest też drugie zdjęcie, zrobione być może tego samego dnia:

Na pierwszym planie stoją szklane butelki po mleku. Jedna pusta, dwie do połowy pełne. Obok leżą ogromne bochny chleba, na drugim końcu stołu wiadro, gdzieś pomiędzy tym wszystkim duże słoiki, kubki. Anna Walentynowicz trzyma w lewej ręce otwartą puszkę z konserwą, jest pochylona, robi kanapki dla strajkujących.

Dla autorki te zdjęcia są przeciwstawne. Pierwsze pokazuję prawdziwe obliczę zaangażowania kobiet w ruch solidarności, to drugie jest dla niej symbolem próby ich zamknięcia w podrzędnych rolach jako tych, które robią kanapki kiedy mężczyźni walczą o Polskę. Dla mnie oba zdjęcia nie są swoim przeciwieństwem, tylko się uzupełniają. Pokazuję ono istotę solidarności (rozumianej zarówno jako ruch społeczny, jak i wartość) – pokorę i służbę. Anna Walentynowicz, jest ikoną „Solidarności” ponieważ ukazuję jej istotę – oddanie siebie dla innych w każdym wymiarze. Zarówno w działalności na forum publicznym, jak i w „życiu ukrytym”, często niewidocznej pracy na rzecz wspólnoty. Prosta suwnicowa potrafiła tak jak wielu innych, cichych bohaterów „Solidarności”  – kobiet i mężczyzn – zapomnieć o sobie i właśnie dlatego jesteśmy jej winni pamięć.  Można się nie zgadzać z przesłaniem Piotra Śliwowskiego i Marty Dzido, można mieć zastrzeżenie co do formy czy niektórych tez stawianych przez autorów. Moim  zdaniem jednak zarówno film, jak i książka są świeżym i niesztampowym ujęciem ważnego tematu. Autorzy stawiają  trudne pytania i prowokują do dyskusji. Dzięki takiemu ujęciu tematu, „Solidarność” znowu jest czymś, co nas uwiera i nie pozwala pozostać obojętnym. I choćby za to autorom należą się podziękowania.

Niemal czterdzieści ostatnich stron książki to biogramy „kobiet Solidarności”. Właściwie każda z tych historii to gotowy materiał na osobny film fabularny czy komiks, a przecież to tylko kilkanaście kobiet z wielu milionów zaangażowanych w polską „rewolucję godności”. Pozostaje mieć nadzieje, że już niedługo ich historie staną się znane szerszej publiczności.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017