Fenomen kobiet „Solidarności” – nieoczywiste spojrzenie na historię Sierpnia. cz. 1

11.01.2018 3 minuty na przeczytanie artykułu

Historia ruchu „Solidarność” jest pewnym paradoksem. Wydaje się być dobrze znana, pojawia się w podręcznikach, książkach czy filmach, równocześnie wiele jej aspektów to wciąż obszary nie zbadane.  Twórcy filmu „Solidarność według kobiet” oraz książki „Kobiety Solidarności”  proponują nam fascynującą podróż do jednego z takich miejsc.

 

„Solidarność” inaczej

„Solidarność” była fenomenem polskiej wolności, wyjątkowym w polskiej historii doświadczeniem jedności. Dziś – paradoksalnie – pamięć o niej głęboko dzieli nas jako wspólnotę. Czy można opowiedzieć jej historię w sposób który będzie atrakcyjny zarówno dla ludzi o wrażliwości lewicowej jak i konserwatywnej? Czy możliwe jest takie ujęcie tematu które będzie nas jednoczyć, a nie budować – jakby to zaśpiewał Jacek Kaczmarski – kolejne „mury”?

Z problemami tymi mierzą się twórcy filmu „Solidarność według kobiet” z roku 2014, oraz będącej jego swoistym dopełnieniem książki „Kobiety solidarności” wydanej dwa lata później. Tytuły  sprawiają wrażenie dzieł realizowane z perspektywy mocno lewicującej. Na szczęście zarówno film jak i książka nie mieszczą się w prostych schematach które charakteryzują obecną dyskusję o dziedzictwie Sierpnia.

Autorzy – Marta Dzido i Piotr Śliwowski – uznani młodzi dokumentaliści, twórcy nie dającego zamknąć się w schematach filmu o dzieciach z zespołem Downa „Downtown – miasto downów”, opowiadają historię „Solidarności” poprzez losy konkretnych bohaterek. Spotykając się z kobietami zaangażowanymi  w związek kreślą niezwykle barwną panoramę postaci i wydarzeń. Dziennikarka Gazety Wyborczej, autorka „Samoograniczającej się rewolucji”, prosta robotnica, kobiety znane i te zupełnie zapomniane, wszystkie one w kameralnych i ciepłych rozmowach opowiadają o „swojej” „Solidarności”, a autorzy nie boją się zadawać im trudnych i nieoczywistych pytań.

Jest coś porywającego w takim sposobie opowiadania historii, z jednej strony obiektywnego, przez szerokie spektrum zaproszonych do rozmów bohaterek, a z drugiej strony bardzo subiektywnego, osobistego przez sposób ekspresji i wypowiedzi każdej z kobiet.

Zarówno film jak i książka stanowią doskonałe dopełnienie dotychczasowego sposobu opowiadania dziejów „Panny „Solidarność”, której  przecież znaczną część stanowiły kobiety. Zarówno książka jak i film to dzieła żywe, pełne ważnych pytań i trudnych diagnoz, które aż kipią od emocji i autentycznych historii.

Nieuchwytna „Pannę „S””

Tym co wyróżnia zarówno „Solidarność według Kobiet” jak i „Kobiety „Solidarności”” od innych prób uchwycenia fenomenu „Solidarności”, jest nie tylko tematyka ale również podejście twórców do swoich bohaterek oraz forma. Widoczne jest to zarówno w filmie jak i książce.

Oba dzieła na pewno można uznać za twórczość zaangażowaną. Oba mają drażnić, wywoływać niepokój, zwracać uwagę na cenę jaką kobiety zapłaciły za działalność w latach osiemdziesiątych. Pokazując losy bohaterek już w wolnej Polsce nie boją się opowiadać również historii tych którzy odnaleźli się w nowej rzeczywistości. Pojawia się temat kosztów transformacji, zawiedzionych nadziei i trudnych wyborów podejmowanych już po roku 1989.

Autorzy zwracają uwagę, że większość z 21 postulatów sierpnia nie zostało zrealizowanych, pokazują zniszczone sale i mury Stoczni Gdańskiej budzące skojarzenia z filmem katastroficznym. Przypomina to głośną sesję zdjęciową podczas której samotna, drobna Anna Walentynowicz stoi wśród rozpadających się budynków Stoczni Gdańskiej.

Takie ustawienie tematu przez młodych twórców powoduje, że „Solidarność” nie zostaje zamknięta w szklanej gablocie, stając się martwym eksponatem w nieodwiedzanym muzeum. Poprzez opowieść o działaczkach związku staje się ona raczej kamieniem który uwiera nas w bucie podczas naszej podróży. Twórcom należy się wdzięczność za to, że nie lukrują nam naszej historii.

Zaangażowanie twórców mogłoby jednak łatwo zmienić się w natrętną i niestrawną agitkę, jednostronnie ujmującą temat. Tym co pozwala tego uniknąć, jest uczciwość która charakteryzuje Martę Dzido i Piotra Śliwowskiego w doborze świadków historii z którymi rozmawiają i przyjęcie kilku perspektyw z których ukazują nam temat.

Perspektyw w filmie jest kilka: różne są ideowe wybory bohaterek; konserwatystki i osoby o światopoglądzie liberalnym; proste robotnice i intelektualistki;  mamy perspektywę stolicy i mniejszych miejscowości, perspektywę „kobiet sukcesu”  w „nowej Polsce” i tych wypchniętych na margines.

Jednak tym co najbardziej ujmuję w tym filmie to empatia w stosunku do bohaterek. Widać, że twórcy  nie tylko chcą przedstawić różne perspektywy ale również naprawdę zrozumieć swoje bohaterki. Pozwalają im przedstawić „swoją Solidarność”, historię przefiltrowaną przez ich osobistą wrażliwość, wybory i wartości. To olbrzymi wartość która ożywia zarówno książkę jak i film.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017