Czy dzieli nas historia?

23.01.2017 5 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

Rozmowa Oliwii Kacprzak z prof. Wojciechem Roszkowskim i prof. Pawłem Śpiewakiem wokół wyników badań przeprowadzonych przez TNS Polska dla Narodowego Centrum Kultury na potrzeby wieloletniego programu rządowego „Niepodległa”. Jednym z podstawowych celów badawczych programu było określenie postawy Polaków wobec przeszłości narodowej jako źródła dumy i wstydu.

Oliwia Kacprzak: Zgodnie z raportem z badania zrealizowanego przez TNS Polska dla Narodowego Centrum Kultury wyraźnie zwiększa się u Polaków poczucie dumy ze swojej historii. Jednocześnie przy wskazaniach najbardziej wstydliwych wydarzeń brakuje konkretnych odpowiedzi. Czy duma wiąże się zatem z bezrefleksyjnością?

prof. Wojciech Roszkowski: Gdy pytamy o różne epizody z historii Polski, respondenci nastawieni pozytywnie często pomniejszają rolę wydarzeń wstydliwych na rzecz tych, które wywołują dumę. Przy negatywnym nastawieniu mechanizm jest przeciwny. Problem polega tu na właściwym postawieniu pytania. Sformułowanie „Czy jesteś dumny z historii Polski?” prowokuje niechętnych do odpowiedzi „Nie”, choćby nawet widzieli pewne powody do dumy – i odwrotnie. Pytanie powinno być zatem bardziej złożone: „Jakie elementy dumy i jakie elementy wstydu by Pan(i) wymienił(a)?”. W tej sytuacji badani musieliby wziąć pod uwagę oba te uczucia. Jeśli pytamy tylko o jedno z nich, każdy odpowiada w zależności od swojego ogólnego nastawienia – mam wrażenie, że niestety w dużej mierze upolitycznionego.

prof. Paweł Śpiewak: Po pierwsze, musimy wziąć pod uwagę, że ponad 80% polskiego społeczeństwa w ogóle nie interesuje się historią, w związku z tym wyniki przywołanych badań są bardzo niemiarodajne. Po drugie, odwołanie się do wspomnianych kategorii dumy i wstydu w socjologii nie jest do końca przekonujące, ponieważ trudno określić, co one naprawdę znaczą. Czy duma wiąże się z tym, że ludzie bezrefleksyjnie coś cenią, czy po prostu akceptują takim, jakie jest? Wyniki badań będą bardziej wiarygodne dopiero wtedy, gdy zestawimy je z poczuciem własnej wartości Polaków. Wydaje mi się, że gdybyśmy zbadali samoocenę polskiego społeczeństwa, okazałaby się ona raczej niska – nie wiemy zatem, czy duma, na którą wskazują badania, jest rzeczywista, czy tylko deklarowana. Widzimy natomiast, że propaganda ostatniego roku, prezentująca Polskę jedynie w pozytywnych kontekstach, rzeczywiście zmienia ludzką mentalność. Na pytanie, na ile to uczucie jest głębokie i trwałe, nie umiem jednak odpowiedzieć.

Badania wskazują również, że historii nie traktuje się już jako „nauczycielki życia”, co może oznaczać, że traci ona uniwersalność i coraz bardziej różnicuje społeczeństwo. Dlaczego tak się dzieje?

W.R.: Historia stała się rezerwuarem argumentów umożliwiających pokonanie przeciwnika, co wynika ze spłycenia jej przekazu. Nawet w szkole PRL-owskiej, poza faktami dotyczącymi samego komunizmu, niektóre wydarzenia były naświetlane w sposób pozostawiający pole do myślenia. Dziś młody człowiek czerpie wiedzę z mediów, które przedstawiają dzieje Polski w uproszczonym kontekście politycznym. Informacje docierają do odbiorców głównie poprzez gry komputerowe, programy telewizyjne czy krótkie artykuły, a tych nie poddaje się weryfikacji. Ludzie czytają jedynie nagłówki gazet i pierwsze wiadomości, rzadziej zastanawiając się nad tym, co one znaczą.

P.Ś.: Koncepcja historii jako „nauczycielki życia” zdezaktualizowała się już kilka pokoleń wcześniej. Czego możemy nauczyć się z przeszłości? Że ludzie są okrutni i potrafią zadawać innym ból w nieograniczony sposób? To w pewnym sensie oczywiste. Historia natomiast od zawsze jest podstawowym źródłem tożsamości, ma dawać nam poczucie oparcia w tym, kim byliśmy. Biorąc pod uwagę obecne tendencje, nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że dzieli ona Polaków. Przeszłość jest dziś sprawą ważną jedynie dla środowisk inteligenckich, podczas gdy 80% społeczeństwa traktuje ją z lekceważeniem i obojętnością. W dużej mierze wynika to z rosnącego indywidualizmu i przekonania, że wszystko, co dzieje się w moim życiu, zależy tylko ode mnie. Młodzi ludzie zachowują się tak, jakby świat przed ich narodzinami w ogóle nie istniał. To obecnie wyraźny nurt kulturowy i właśnie on doprowadzi kiedyś do utraty narodowej tożsamości.

Pojęcie polskiego patriotyzmu budzi obecnie liczne kontrowersje – społeczeństwo dzielą choćby kolejne marsze organizowane 11 listopada. Jak zatem kompromisowo uzewnętrzniać polską dumę? Czy patriotyzm ma szansę połączyć Polaków?

W.R.: Głębokie podziały polityczne w społeczeństwie bardzo osłabiają państwo. Oficjalne obchody organizowane przez władze – niezależnie od tego, kto w danej chwili rządzi – powinny cieszyć się większym szacunkiem. Nie mogą być przy tym wykorzystywane do podkreślania wyborów politycznych warstw rządzących i prezentowanej przez nich wizji historii. Apeluję do wszystkich polityków, by pamiętali, że naszym wspólnym dobrem jest państwo. Każdy oczywiście ma prawo do manifestowania swoich poglądów, ale powinno się to odbywać przy innych okazjach. Jeśli ktoś chce dać wyraz socjalistycznej wrażliwości na niepodległość, może sobie wybrać za święto rocznicę powołania Tymczasowego Rządu Ludowego. Jeśli nawiązuje do tradycji endecji – niech świętuje rocznicę powołania Komitetu Narodowego Polski. Natomiast 11 listopada powinien być naszym wspólnym świętem. Patriotyzm rozumiany bardzo partykularnie dzisiaj niestety nas dzieli. Przyczyną może być między innymi niezgoda na sposób świętowania. Jeśli dla kogoś wystrzały armatnie czy parada kompanii honorowej są zbyt nudne, może zorganizować coś innego, pod warunkiem jednak, że nie będzie to pozbawione dobrego smaku. Mam tu na myśli choćby nieszczęsnego orła z czekolady. Być może za tym pomysłem stała dobra wola, ale zabrakło wyobrażenia o jego możliwym odbiorze. Uroczystości państwowe powinny być traktowane z odpowiednim uznaniem. Pod tym względem ważne jest również, by rządzący zapraszali na nie opozycję, a ona nie odmawiała uczestnictwa. Dziś podziały są jednak tak głębokie, że ludzie często pozbawiają siebie wzajemnie prawa do czci i honoru.

P.Ś.: Nie widzę miejsca na kompromis z narodowcami czy nacjonalistami. Jeżeli ktoś występuje pod flagą nienawiści i używa języka pełnego pogardy, to czy mój kompromis ma polegać na stwierdzeniu „nienawidźcie tych, ale tamtych już lubcie”? Nie ma takiej możliwości, a myślenie w tych kategoriach nie ma sensu. Marsze organizowane 11 listopada nazywamy obchodami święta niepodległości, ale to w rzeczywistości dalszy ciąg walki politycznej, wielkiej wojny o dusze Polaków. Momentami mam wrażenie, że przewagę w niej mają w tej chwili właśnie nacjonaliści i bardzo mnie to niepokoi.

Ostatnio zauważalna jest także rosnąca popularność historii rodzinnej i lokalnej. Czy jej uzasadnieniem może być brak oparcia we wspólnocie narodowej?

W.R.: Instynktownie cieszymy się z patriotyzmów lokalnych, ale faktycznie mogą się one manifestować kosztem szacunku dla wspólnoty narodowej. Jeśli ludzie zamykają się w społecznościach lokalnych, ponieważ nie wierzą w państwo, to jest to bardzo zła tendencja. Patriotyzm lokalny powinien wspomagać patriotyzm ogólnonarodowy, a nie być dla niego alternatywą.

P.Ś.: Ze wszystkich danych socjologicznych wynika, że w Polsce coraz rzadziej rozmawia się w rodzinach. Oznacza to, że przekaz treści i doświadczenia jest w nich również coraz mniejszy, co każe mi wątpić, czy poczucie związku z przeszłością rzeczywiście manifestuje się obecnie w ten sposób. Faktycznie zaś powstaje bardzo dużo stowarzyszeń pielęgnujących lokalne dzieje. Mam wrażenie, że ciągle próbują one odejść od nacjonalistyczno-komunistycznej wersji historii, która głosiła, że była jedna Polska, jeden naród i jedna przeszłość. W rzeczywistości  było przecież wiele różnych historii i coraz wyraźniej to widzimy – inne były wydarzenia na Śląsku, inne na Wołyniu, inne w Polsce centralnej. Zaczynamy dziś dostrzegać coraz bogatszy obraz Polski, który nie stanowi konkurencji dla utożsamienia się z całym krajem, a jedynie pokazuje, że ma on więcej głębi i więcej wymiarów.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017