Cztery i pół minuty

08.01.2018 3 minuty na przeczytanie artykułu

flickr.com/photos/ari/3076636000

Cisza odgrywa ważną rolę. Wydaje się być niedoceniana i właściwie niezauważona, jednak cały czas jest obecna. Czai się tuż za dźwiękiem, jest jego cieniem, przeciwieństwem, odbiciem. A może cisza to także dźwięk? Ja zazwyczaj tak ją interpretuję… Bo przecież pauza bywa zazwyczaj ważniejsza od nuty zagranej przed nią i po niej.

John Cage powiedział kiedyś, że cisza nie istnieje, i że wszystko jest muzyką. Te słowa dotyczyły jego najbardziej znanego dzieła zatytułowanego 4’33” (Four minutes, thirty-three seconds). Cztery i pół minuty ciszy zapisanych na papierze nutowym w trzech częściach, z których każda zawiera jedynie tacet. Żaden instrument nie gra żadnego dźwięku. Na kompozycję składa się jedynie… można by rzec, że cisza, ale czy na pewno? W rozumieniu autora raczej nie.

Cage zajmował się tworzeniem 4’33’’ kilka lat. I chociaż w kontekście braku choćby jednego dźwięku zagranego przez instrument brzmi to jak żart – była to wytężona praca kompozytorsko-koncepcyjna. Po pierwsze autor chciał przeciwstawić ciszę (używam tego pojęcia trochę wbrew zamysłowi kompozycji) panującemu pośpiechowi, chaosowi i pędzącej nowoczesności. Przypomnę, że premiera koncertowa dzieła przypada na rok 1952. Po drugie 4’33’’ to jedna z kluczowych kompozycji reprezentujących bardzo już wówczas dojrzały, może wręcz przemijający nurt modernizmu. Sam Cage określił go kiedyś w ten sposób. Z punktu widzenia odrzucenia klasycznych wartości i estetyk oraz wytworzenia się w modernizmie tzw. awangardy – kompozycja ta nabiera trochę innego blasku i nieco paradoksalnie wpisuje się w nurt rewolucji muzycznych pierwszej połowy XX w. Po trzecie – co wynika z drugiego – utwór staje się przecież sztandarowym przykładem minimalizmu w muzyce. Wszelkie „-izmy” są zjawiskami towarzyszącymi i niejako tworzącymi modernizm, nie inaczej jest w tym przypadku. Wreszcie po czwarte – John Cage jako kompozytor 4’33’’ jest w moich oczach prawdziwym ojcem muzyki ambient. Choć ta kojarzy się w prostej linii z dokonaniami Briana Eno czy Aphex Twina, niekoniecznie musi być interpretowana tylko przez pryzmat elektroniki. Jedno z najsłynniejszych dzieł ambientu i minimalizmu Music for 18 Musicians Steve’a Reicha (1976) napisane jest przecież na akustyczne instrumenty i na nich wykonywane. Cage wyjaśniał, że jego kompozycja nie zawiera tak naprawdę ciszy. W momencie, w którym pianista siedzi przy fortepianie i odmierza ze stoperem w ręku 4 minuty i 33 sekundy – na sali słychać różnego rodzaju dźwięki. Szuranie butami, pochrząkiwanie, skrzypienie foteli. Wszystkie te odgłosy były dla autora częścią jego kompozycji. Najistotniejszą i paradoksalnie dziejącą się poza kompozytorem, wykonawcą, poza sceną. Odgłosy, o których mówił Cage to ambient w czystej postaci. Dźwięki otoczenia (z ang. ambient) stanowiły właściwą treść dzieła, niemożliwą do zapisania w nutach.

Zaciekawiła mnie dyskusja, na którą natrafiłem jakiś czas temu gdzieś w czeluściach YouTube’a. Postawiono w niej pytanie: czy 4’33’’ to w ogóle dzieło muzyczne? Skoro wykonawca de facto nie wykonuje utworu, nie realizuje zamierzeń kompozytorskich w zakresie wydobycia dźwięków – trudno jest mówić o dziele muzycznym. To dobry argument, który ustawia utwór Johna Cage’a w roli szerzej pojętego dzieła sztuki. Ociera się on więc o performance, o sztukę zaangażowaną politycznie czy społecznie. Co ważniejsze – utwór w oczywisty sposób zaczyna być interpretowany jako jeden z pierwowzorów sztuki konceptualnej.

Akurat konceptualność w ogóle nie wyklucza muzyczności dzieła, natomiast uznanie 4’33’’ za dzieło sztuki (ale dzieło nie-muzyczne) jest ciekawym motywem do zastanowienia. Myślę, że kluczowe jest tutaj wzięcie pod uwagę filozofii autora. Przypomnijmy, że w jego zamierzeniu kompozycja w ogóle nie zawiera ciszy. Ambient z sali tworzy ją za każdym razem w unikalny sposób na nowo. Jeśli damy się namówić Cage’owi do jego interpretacji ciszy (która w rzeczywistości ma nie istnieć) – moglibyśmy przyjąć to założenie. Jeśli zaś jako klucz do interpretacji dzieła przyjmiemy czynnik wykonawczy – wówczas możemy mieć problem z oczywistym stwierdzeniem czy „napisane” cztery i pół minuty ciszy to muzyka czy nie.

Ta nieoczywistość (mimo zadziwiająco częstego komentowania dzieła i nadawania mu pewnych łatek przez samego autora) jest ogromnym sukcesem Cage’a. Powoduje ona, że można się w tej ciszy naprawdę zasłuchać. No ale w końcu wszystko jest muzyką.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017