Bez internetu i technologii? Studia kiedyś a dziś.

15.07.2018 3 minuty na przeczytanie artykułu

Czy wyobrażałeś sobie kiedyś jak działał uniwersytet 30-40 lat temu? To, że nie było wówczas internetu wraz z całymi jego zasobami to nic. Gorzej, że wszystkie książki i czasopisma dostępne były tylko w formie fizycznej, notatki trzeba było przepisywać, a poczta i tablica ogłoszeń stanowiły główne źródło studenckiej informacji.

Współcześni studenci, niezależnie od kierunku, na co dzień korzystają z nowoczesnych technologii. Wiele książek czy artykułów przetrzymuje się na twardym dysku, bieżące informacje czerpiemy z Wikipedii, a notatki fotografujemy bądź (już dziś i tak dość staromodnie) kserujemy. Jak radzono sobie bez tych udogodnień?

„Kiedyś studia to było coś, nie to co teraz” – nieraz mówią dawni absolwenci. I choć dużo w tych stwierdzenia zwyczajowej idealizacji minionych czasów młodości, to w istocie w wielu aspektach mają oni rację. Przede wszystkim właśnie z powodu różnic technologicznych.

Zacznijmy od początku. Dzisiejszy proces rekrutacyjny na uczelnie odbywa się w większości w wirtualnej rzeczywistości. To zaleta przede wszystkim dla osób mieszkających setki kilometrów od uczelni. To z internetu wiemy o wszystkich terminach, wymaganych dokumentach czy wreszcie wynikach. Dokumenty przysyłane pocztą są dziś jedynie biurokratyczną koniecznością i kurtuazyjnym potwierdzeniem decyzji o której już dawno wiemy ze swojej przeglądarki. Niegdyś swoistą rolę „analogowego internetu” pełniła właśnie poczta, a także uniwersytecka tablica ogłoszeń (czy wiecie chociaż gdzie dziś znajduje się ona na waszej uczelni?) na której wywieszało się najważniejsze informacje.

Skoro nie było internetu, nie było również USOS-a. Narzędzia tyleż znienawidzonego przez wielu studiujących, co też po prostu przydatnego. Choć dziś można narzekać na jego ograniczenia, to faktem jest, iż właśnie dzięki Uniwersyteckiemu Systemowi Obsługi Studiów możliwy jest wybór wymarzonej grupy ćwiczeniowej bez przypadkowego przydziału według kolejności alfabetycznej. Łatwiejsze i szybsze jest też dowiedzenie się o uzyskanej ocenie bez konieczności czekania po wpis do indeksu.

Tradycyjnie, jedną z głównych bolączek żaków jest posiadanie notatek koniecznych do zdania sesji egzaminacyjnej. Oczywiście najprostszą metodą na zdobycie tego dobra było i jest regularne uczęszczanie na wykłady. Co jednak robił student, który nie zdołał zanotować wszystkiego? Niestety w najlepszym wypadku, korzystając z życzliwości kolegów należało podjąć się żmudnego zadania przepisywania materiału trwającego nieraz po kilka godzin. Dużo większym niż dziś problemem było też wydrukowanie pracy licencjackiej.

Chyba każdemu studentowi zdarzyło się kiedyś jechać specjalnie na zajęcia, które zostały nagle odwołanie bądź zmieniła się ich lokalizacja. Należy jednak pamiętać, że dziś znacznie łatwiej jest poinformować o tym fakcie wszystkich zainteresowanych. Dawniej podobne sytuacje powodowały znacznie większe komplikacje.

Kiedyś szperanie, dziś googlowanie

Dużo trudniej było również wypożyczyć książki z biblioteki. Nie dość, że wszystkie katalogi istniały jedynie w papierowej formie, to w takiej jedynie można było złożyć stosowny rewers z prośbą o sprowadzenie danego wydawnictwa. Jak można się domyślić, całość zajmowała zdecydowanie więcej czasu, a i nie zawsze gwarantowała sukces – ponieważ nie było książek elektronicznych, zainteresowanych nimi w wersji papierowej było często zdecydowanie więcej niż dziś. Zatem niekiedy konieczne było czekanie na swoją kolej w wielotygodniowych kolejkach. Dziś ten problem został wyeliminowany. Wybrane fragmenty książek można na własny użytek dowoli fotografować, a i tak nie korzystamy z nich już tak często – do pozyskania niezbędnych informacji często wystarczy po prostu wyszukiwarka. Dobitnie było to widać podczas niedawnego tymczasowego zamknięcia Wikipedii. Na wielu studentów przeżywających wówczas swoją sesję egzaminacyjną padł po prostu blady strach…

Z drugiej strony trzeba pamiętać, że wszystkie te niedogodności miały też jedną ważną zaletę. Tworzyły relacje ludźmi, a także więź między studentem a uniwersytetem. Tak tworzył się etos całej instytucji. Studiowanie pochłaniało więcej czasu, ale dzięki temu, żakiem się było, a nie bywało. Dziś można przebrnąć przez pięć lat studiów bez godziny spędzonej w bibliotece, a swą obecność na kampusie ograniczyć jedynie do zajęć i egzaminów.

Dzięki nowoczesnym technologiom codziennie oszczędzamy mnóstwo czasu, który można poświęcić na pracę czy drugi kierunek. Niewątpliwie studiowanie dekady temu, bez dzisiejszych udogodnień było nie lada wyzwaniem. Dziś podobną trudnością jest odpowiednie wykorzystanie czasu, który otrzymaliśmy tylko dlatego, że urodziliśmy się później niż nasi rodzice. Nie zmarnujmy go.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2018-2019