Baseny, ludzie i polaroid

13.10.2017 2 minuty na przeczytanie artykułu

Krople ściekające po balustradzie balkonu i porozrzucane po całej mojej pracowni zużyte chusteczki higieniczne są kolejną z nieodłącznych oznak jesieni. Balkonu ostatnio nie odwiedzam, bo za zimno. Bazylia i mięta mi zwiędły. Chyba nie byłyby to obrazki, które zachęcałyby Davida Hockneya do stworzenia fotorealistycznych obrazów.

 

Światło i cień charakterystyczne dla naszego jesiennego krajobrazu stoją w zupełnej kontrze do tego co inspirowało angielskiego malarza do poszukiwań w obszarze fotorealizmu. Jego pobyt w Kalifornii, tamtejsze słońce i klimat były niemal bezpośrednią przyczyną formy malarskiej, jaką przyjął, a także treści tworzonych wówczas prac. Może wydawać się to nawet nieco zbyt dosłowne i dosadne. Niemniej jednak jest coś bardzo wyjątkowego w malarstwie Hockneya. Kilka aspektów tej wyjątkowości zostało ujętych na dużej, przekrojowej wystawie monograficznej Hockneya w Centre Pompidou w Paryżu.

Po pierwsze są to baseny. Cała seria prac, w których są one albo głównym, albo drugorzędnym elementem zasługuje na specjalną uwagę. Będące symbolem wysokiego standardu życia w Los Angeles fascynowały Hockneya. Poświęcił im mnóstwo uwagi precyzując za ich pomocą swoją bardzo wyjątkową „kreskę”. Pieczołowicie malowane (choć wyglądają niemal jak narysowane) baseny o niesamowicie wyrazistych konturach to wizytówka artysty. Dziwaczna, zupełnie niesztampowa choć z pozoru tak zwyczajna.

Po drugie – Hockney dochodząc do absolutnego mistrzostwa w dziedzinie fotorealizmu zaczął specjalizować się w portretach. Wiele prac wystawionych w Paryżu zachwyca dokładnością wykonania i prawdziwie fotograficznym charakterem. Przyjęło się twierdzić, że angielski malarz słynął z portretów przedstawiających przyjaciół i znajomych w wesołych i beztroskich sytuacjach. Ja mam jednak zupełnie inne wrażenie. Z portretów Hockneya przemawia głęboki smutek. Mimo gry światłem i bardzo wyrazistymi, ciepłymi kolorami (warto pamiętać, że te obrazy to Miasto Aniołów przeniesione na płótno) znajduję tam wiele melancholii i przygnębienia. Zupełnie jakby wyjętych z ulicy, na którą wychodzi mój balkon… Hockney uczynił znakiem rozpoznawczym swych portretów przedstawianie ludzi w parach. Rzeczywiście, wszyscy oni występują w towarzystwie, a jednak są całkiem osamotnieni. Między bohaterami obrazów istnieje mur, przepaść. Uniemożliwiają one właściwą komunikację. Ludzie są bardzo mocno plastikowi i tak naprawdę zupełnie nijacy. Domyślam się, że może być to świadomy zabieg artysty, który w równym stopniu co słońcem Los Angeles fascynował się i inspirował królującym wówczas pop-artem. Interpretując jego baseny i portrety przez ten pryzmat – znajdujemy moim zdaniem o wiele więcej odpowiedzi na nasuwające się pytania.

Po trzecie i chyba najważniejsze – to właśnie Hockney jako jeden z pierwszych docenił polaroida i rozpoczął eksperymenty z jego użyciem. Przedstawione pomysły są w moim odczuciu prawdziwym hitem paryskiej wystawy. Jest to zbiór kolaży złożonych z dziesiątek zdjęć wykonanych polaroidem i ułożonych w pełne obrazy. Efekt jest właściwie nie do opisania… Wszystkich ciekawych odsyłam do Paryża, albo do Google’a (z lekkim wskazaniem na Paryż). Zbiór prac „polaroidowych” jest mniej więcej w takiej samej opozycji do fotorealistycznych prac z basenami, jak polska jesień do kalifornijskiego słońca. Portrety i tarasy Los Angeles to uporządkowanie, precyzja i minimalizm. Hockneyowskie polaroidowe kolaże są z kolei pełne niepokoju, pewnego rodzaju „brudu” i niedokładności wynikającej zarówno z charakteru samego polaroida, jak i estetyki kolażu.

Nie wiem czy przepiękne byłyby fotograficzno-malarskie ujęcia deszczu, pluchy i zwiędniętych ziół z mojego balkonu. Chociaż Hockney nawet nie będąc nimi specjalnie zachwycony, pewnie znalazłby sposób na ich interesujące przedstawienie. Bez względu na to czy zaznaczyłby je cieniutką, precyzyjną kreską czy poskładałby z nieco przymglonych zdjęć – na pewno warto by było przysiąść i popatrzeć.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017