Astronauci na ścianach też mogą mieć urodziny

05.12.2017 2 minuty na przeczytanie artykułu

Autor: Rae Allen from Brisbane, Australia (Astronaut / Cosmonaut by Victor Ash) [CC BY 2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], Wikimedia Commons

Astronauta, który unosi się nad berlińskim Kreuzbergiem pokrywając jedną z wielu kolorowych ścian tamtejszych budynków obchodził ostatnio 10-te urodziny. Jest jedną ze street-artowych wizytówek tego miasta. Mimo pewnej anonimowości (nie ma nawet imienia) zasłużył na uczczenie swojego święta.

10 lat na ścianie w świecie street-artu to duża rzecz! Murale z racji ich efemerycznego charakteru można traktować trochę jak zwierzęta i przeliczać ich wiek na „lata ludzkie”. W tym kontekście The Astronaut autorstwa francuskiego artysty Victora Asha jest już w nieco podeszłym wieku. Napisy i malunki powstające w jego okolicy, nawet tuż pod nim pojawiają się i znikają często tak szybko, że mało kto ma szansę dowiedzieć się o ich istnieniu. Sam Banksy zaistniał swego czasu w Berlinie i zostawił po sobie graffiti, po którym dziś nie ma już śladu. Miejską legendą jest już historia wielkiego muralu przy Cuvrystrasse autorstwa Blue, zamalowanego przez niego samego. Ulotność chwili jest urokiem murali. A jednak Astronauta z Kreuzberga trwa. Wznosi się nad trasą kolejki S-Bahn, może liczy pociągi. Może obserwuje kolejnych przechodniów, kierowców i pasażerów komunikacji miejskiej z taką samą miną, jak oni każdego obserwują jego. Tego się nie dowiemy – nasz bohater jest w kosmosie. Spaceruje w powietrzu w zasuniętym kasku.

Astronauta, który jednocześnie spaceruje po Kreuzbergu i unosi się w kosmosie stanowi dla mnie jedną z najładniejszych metafor przestrzeni miejskiej, jaką spotykamy w Berlinie. Czyż kosmosem nie jest ściana, na której The Astronaut się pojawia? Kosmosem jest przecież jego przestrzeń, w której się porusza – taka, którą my możemy sobie jedynie wyobrażać. Kosmosem jest Kreuzberg. Kosmosem jest wreszcie sam Berlin, gdzie to o czym piszę nie należy w gruncie rzeczy do zbioru zjawisk „niesamowitych”.

Udało mi się niedawno trafić do jeszcze innego kosmosu, mikrokosmosu właściwie. W dziwacznej przestrzeni  pod szyldem Urban Spree Gallery odbyła się impreza urodzinowa Astronauty… Berlińscy miłośnicy street-artu, artyści i wszelkiej maści dziwacy postanowili uczcić 10-lecie muralu. W kilku piwnicznie wyglądających dużych pomieszczeniach wywieszono wykonane przez Victora Asha mini-kopie Astronauty (do kupienia!). Pojawiał się on więc na ścianach na kolejnych odbitkach, w różnych kolorach. Wyglądało to wręcz warholowsko. Przyjemna elektronika, drinki i w iście kosmicznym stylu wyposażony sklep z pamiątkami (wcale z muralem Asha ściśle niezwiązany) dopełniły obraz „eventu” odpowiadający temu czemuś, co ja sam nazwałbym „fajną imprezą” (a fanem tłumów, zbiegowisk i tych słów zaczynających się na „e” i na „i” nie jestem). Urodziny Astronauty były zorganizowane w stylu odpowiadającym jego codziennej berlińskiej egzystencji. Każdy kto akurat znalazł się w okolicy Urban Spree (jedno z wielu w tym mieście skupisk klubów, knajp o estetyce garażowo-piwnicznej) mógł wejść do tamtejszej galerii i wziąć udział w kosmicznych urodzinach. Zupełnie tak, jak spacerując po Kreuzbergu każdy może odwiedzić Astronautę, zrobić mu zdjęcie i zastanowić się nad wymiarem tego street-artowego dzieła.

Sam Ash powiedział kiedyś, że w jego wyobraźni Astronauta to metafora zimnowojennego Berlina. Podzielone miasto będące dokładnie na granicy dwóch politycznych światów było i chyba nadal jest jednym z najsilniejszych symboli zimnej wojny. The Astronaut umiejscowiony w tej niewygodnej przestrzeni „pomiędzy” jest pewnie symbolem jakiegoś ponadziemskiego kroku, zjawiska i trudu. Jest więc o czym przypominać, jest o czym rozmawiać, jest co świętować.