Aby wszystko pozostało na swoim miejscu

01.11.2017 2 minuty na przeczytanie artykułu

pixabay.com

To miejsce potrafi wprowadzić w niesamowity i nieopisany klimat, potrafi zachwycić i wzruszyć. Z drugiej strony niekiedy możemy poczuć się tam dość nieswojo i dyskomfortowo. To najwspanialszy, najbardziej nieoczywisty  i najsłynniejszy cmentarz we Francji, jeśli nie na świecie – Père-Lachaise.

Przez pierwszych kilka minut trzeba upewnić się, czy to na pewno cmentarz. Charakter miejsca nie narzuca się już od samej bramy. To prawda, że jest tutaj całe mnóstwo grobów, kaplic, kapliczek i wszelkiego rodzaju mogił, ale dopiero po ich dokładniejszym obejrzeniu wiadomo, że to faktycznie grobowce. Ich struktura jest w większości inna niż, taka do której przywykło przynajmniej moje oko. Przyjmują one bardzo często formę stojących sarkofagów. Niemal wszystko wygląda tu nieco inaczej niż na cmentarzach, które odwiedzamy w Polsce, i których bardzo specyficzny krajobraz towarzyszy nam od właściwie od zawsze. Père-Lachaise ukazuje zupełnie inny rodzaj czegoś, co określiłbym jako „kulturę cmentarną”.

Nie odnajdziemy tu wielu kwiatów, nie przyjrzymy się palącym się zniczom. Nawet jeśli chcielibyśmy jeden z nich postawić na którymś z grobów to będziemy mieli z tym sporo trudności. Jedyne, co można kupić w kioskach przy cmentarzu to prasa, kiepskie pamiątki i koszulki dla fanów zespołu The Doors (te spod Père-Lachaise są pewnie najbardziej cool). Wieniec i znicz to rzeczy dla Paryżan raczej obce. Ciekawe, że polska dusza i poczucie estetyki wybijają się spośród tysięcy tutejszych grobów. Miejsce pochówku Fryderyka Chopina trudno pomylić tu z czymkolwiek innym. Aby je znaleźć nie trzeba korzystać ze specjalnych mapek dostępnych w okolicach nekropolii. To prawdopodobnie jedyne miejsce, na którym zawsze palą się znicze, i które przyozdobione jest kwiatami.

Ale Chopin to naprawdę tylko mały element tego, co spotykamy na Père-Lachaise. Mapki, o których wspomniałem powyżej to plany cmentarza usiane kolorowymi punktami wskazującymi miejsce pochówku „wielkich” – zasłużonych dla świata muzyki, poezji, literatury, filozofii, polityki etc. Chcąc odwiedzić ich wszystkich warto nastawić się na naprawdę długi spacer. Lista nazwisk robi wrażenie… Oscar Wilde, Edith Piaf, Guillaume Apollinaire, Camille Pisarro, Jim Morrison, Molier, Honoriusz Balzac i wielu innych.

Père-Lachaise to w rzeczywistości duży park. Jest on piękny, choć to oczywiście specyficzny rodzaj piękna. Przechadzanie się alejkami, szczególnie gdy te oświetlone są jesiennym słońcem przebijającym się przez żółte i brązowe liście potrafi sprawić wiele przyjemności. Kiedy oddamy się tej specyficznej atmosferze, kiedy poczujemy unoszący się nad nami duch tego i owego artysty i myśliciela – wizyta na paryskim cmentarzu może stać się zjawiskiem bardzo szczególnym.

Nigdy nie byłem na Père-Lachaise 1. listopada i zastanawiam się, jak tam wówczas jest. Czy potęgując swoją legendę i wyjątkowość cmentarz wygląda piękniej i jeszcze bardziej magicznie? Czy może będą konsekwentną kontrą dla cmentarzy upstrzonych kiczowatymi świecidełkami, zniczami, bukiecikami pozostaje po prostu sobą? Osobiście skłaniałbym się ku temu drugiemu. Myślę, że wszystkie te opuszczone, często podniszczone i przerażające groby pozostają takie cały czas. Te zadbane pozostają dopieszczone cały rok. Poza tym sądzę, że nie potrzeba na Père-Lachaise dodatkowej magii, niż ta która panuje tam obecnie. Także na to wskazywałaby mi podpatrzona dotychczas paryska kultura cmentarna. Święto zmarłych pewnie jest tam ich prawdziwym i rzeczywistym świętem, tzn. mają spokój i nikt nie zmąca ich słodkiej ciszy nagłym przypływem pamięci, uczuć. Nikt nagle nie atakuje wewnętrzną potrzebą, która jest zewnętrzna do bólu zębów. Oczywiście to tylko moje przypuszczenia, ale chciałbym aby właśnie tak tam wtedy było. Aby wszystko pozostało na swoim miejscu.

Przy grobie Edith Piaf ktoś podśpiewuje francuskie piosenki, obok Wilde’a ktoś pewnie przeczyta wiersz. U Morrisona – zastawionego zresztą nie tylko barierkami, ale i innym dużym pomnikiem – zapewne poczuć można zapach kadzidła i zobaczyć ten sam co zawsze rozbity znicz i uschniętą różę. Pewnie jedynie u Chopina migają płomyki i dumnie prezentują się świeże kwiaty, przeplecione biało-czerwoną wstęgą. Warto przyjść na Père-Lachaise.

Publikacja finansowana w ramach programu Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego pod nazwą „DIALOG” na lata 2016-2017