11 listopada – to był dopiero początek

01.12.2018 5 minuty na przeczytanie artykułu

Szczycimy się dzielnością Legionów Polskich, Błękitnej Armii, rzadziej Korpusów Polskich w Rosji oraz skalą wysiłków dyplomatycznych Romana Dmowskiego i Ignacego Paderewskiego, nie zawsze pamiętając, że Józef Piłsudski stał po drugiej stronie barykady. Oczywiście tak liczne przejawy patriotyzmu podczas I wojny światowej nie zdałyby się na wiele, gdyby nie korzystna koniunktura międzynarodowa. Prawie nikt nie spodziewał się, że wszyscy zaborcy znajdą się wśród przegranych globalnego konfliktu. Śmiem twierdzić, że prawdziwym triumfem polskości nie był sam powrót naszego państwa na mapy, lecz utrwalenie jego bytu w warunkach zniszczeń wojennych i konfliktów z sąsiadami.

Podnoszenie się z ruin

Podpisanie zawieszenia broni na froncie zachodnim, którego rocznicę tradycyjnie obchodzimy jako Święto Niepodległości, nie wyciszyło skutecznie wszystkich sporów terytorialnych w Europie. W listopadzie 1918 r. trwały wojny Łotwy i Estonii o niezależność od ZSRR, konflikt grecko-turecki miał dopiero ulec eskalacji. Można jednak powiedzieć, że na tle innych państw kontynentu okres przechodzenia Polski na stopę pokojową był wyjątkowo długi. Jego zakończenie opóźniały próby emancypacji innych narodów, przede wszystkim Ukraińców i Litwinów, oraz straty materialne i ludnościowe poniesione podczas I wojny światowej, gdy ziemie polskie od Mazowsza po Wołyń stały się teatrem zmagań Niemiec i Austro-Węgier z Rosją.

Historycy szacują, że w latach 1914–1918 w szeregach armii zaborczych poległo około 400 tysięcy naszych rodaków. Liczba cywilnych ofiar walk między Wartą a Zbruczem była niewiele niższa. Na terytorium II RP zniszczeniu uległo około 20 proc. gospodarstw rolnych. W 1921 r. w naszym kraju działało jedynie 14 proc. istniejących przed wojną fabryk, ponieważ Rosjanie wywozili lub niszczyli ich wyposażenie, aby nie wpadło w ręce niemieckie, zaś nowi okupanci likwidowali to, co pozostało, ponieważ obawiali się konkurencji słowiańskich poddanych po przyłączeniu zdobytych prowincji. Dysproporcje w rozwoju gospodarczym potęgowały nieufność między mieszkańcami zachodnich województw, które europejski kataklizm potraktował łagodniej, a resztą Polaków, z którymi Wielkopolanie nie mieli często ochoty dzielić się owocami swojej przedsiębiorczości.

Powstania głośne i mniej znane

Przebieg konferencji pokojowej w Wersalu udowodnił, że zasady dyplomacji nie zmieniły się znacząco od czasów kongresu wiedeńskiego. Nadal najwięcej do powiedzenia miały wielkie mocarstwa, które próbowały kształtować los słabszych partnerów wedle własnych potrzeb. Gwoli prawdy, nie tylko my byliśmy traktowani instrumentalnie. Jak słusznie zauważył Norman Davies w „Zaginionych królestwach”, Czarnogóra musiała pogodzić się z utratą państwowości, choć przez całą wojnę wiernie stała przy zachodnich aliantach! Polacy wiedzieli, że sprawiedliwe granice muszą wywalczyć sami i odnieśli na tym punkcie wiele sukcesów. Najbardziej znany to oczywiście powstanie wielkopolskie. Ziemia poznańska to szczęśliwy teren dla zrywów niepodległościowych – w 1807 r. z pomocą armii francuskiej jej mieszkańcom również udało się obalić pruskie panowanie. Znacznie dłużej, bo aż do 5 lipca 1921 r., trwała walka o to, aby w imię swoiście pojmowanej równowagi sił w Europie Środkowej w niemieckich rękach nie pozostał Górny Śląsk. Bojownikom nie udało się scalić całego regionu z Macierzą, ale dzięki ich nieugiętości decyzja Rady Ambasadorów o podziale spornego terytorium była korzystna dla polskiej gospodarki.

W okresie PRL tabu otaczało inny chwalebny, choć drobny epizod dziejów naszego oręża. W nocy z 22 na 23 sierpnia 1919 r. miejscowe oddziały Polskiej Organizacji Wojskowej podjęły udaną próbę wypchnięcia litewskich załóg z przyznanej im przez Radę Najwyższą Ententy części Suwalszczyzny. Pomnik powstańców sejneńskich został odsłonięty w stolicy regionu dopiero w 1999 r. Lokalna insurekcja miała być skoordynowana z zamachem stanu w Wilnie, jednak w związku z groźbą zbrojnych prowokacji w pobliżu linii rozejmu, konspiratorzy dowodzeni przez ppor. Adama Rudnickiego zdecydowali się na wcześniejsze uderzenie. Jak wiemy, Warszawa nie zapomniała o rodakach na Kresach południowo-wschodnich. Piłsudski zdecydował się w październiku 1920 r. na upozorowanie buntu dywizji gen. Lucjana Żeligowskiego, która zajęła tzw. Litwę Środkową, niwecząc litewsko-sowieckie układy dotyczące Wileńszczyzny. Jej inkorporacja 20 lutego 1922 r. zakończyła proces kształtowania się granic II RP.

Wschodnie niewiadome

Pierwsze tygodnie niepodległości Polski to nie tylko mozolne starania o uznanie dyplomatyczne rządu złożonego przez jeszcze do niedawna proniemieckich socjalistów oraz tworzenie systemu administracji i opieki społecznej, co od początku próbowali torpedować komuniści. To przede wszystkim zaciekłe zmagania o przejęcie kontroli nad Lwowem, pasowanym 1 listopada 1918 r. na stolicę Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej. Poświęcenie Orląt przeszło do legendy, jednak Armia Halicka dysponowała siłami wystarczającymi do prowadzenia oblężenia miasta aż do maja 1919 r. Trwałe rozstrzygnięcie konfliktu na polską korzyść nie byłoby możliwe bez zaangażowania przybyłych z Francji podkomendnych gen. Józefa Hallera. Pamiętajmy, że miejscem walk z próbami tworzenia politycznych faktów dokonanych przez naszych obecnych wschodnich sąsiadów był także m.in. Przemyśl.

Wojna o Galicję Wschodnią stanowiła jeden z elementów skomplikowanej układanki, jaką była zbrojna rywalizacja o wpływy w Europie Wschodniej z Rosją Radziecką. Sowieci widzieli w Polsce nie tylko zbuntowaną dawną prowincję Rosji, lecz również przeszkodę w planach zrewolucjonizowania całego kontynentu, co przekreślało możliwość pokojowego porozumienia, podobnie jak wykorzystywanie przez Lenina nadwiślańskich renegatów w celach propagandowych i dywersyjnych. Zwycięstwa w bitwach warszawskiej i niemeńskiej przekreśliły groźbę podboju, lecz niektóre zadane przez bolszewików straty okazały się nie do naprawienia. W styczniu 1919 r., wykorzystując zaangażowanie naszej armii na innych odcinkach frontu, Czesi opanowali zbrojnie Śląsk Cieszyński. Aneksja nienależnych im z etnograficznego punktu widzenia obszarów i zbrodnie wojenne, których się dopuścili przez cały okres międzywojenny, podsycały sąsiedzką wrogość. Z kolei radzieckie sukcesy latem 1920 r. przesądziły o niekorzystnym dla Polski rezultacie plebiscytu na temat przynależności państwowej części Warmii i Mazur.

Siła marzeń

Debata o bilansie osiągnięć i porażek II Rzeczypospolitej chyba nigdy nie doczeka się definitywnego podsumowania. Co najważniejsze, od ćwierćwiecza o ocenie tego okresu nie decyduje już komunistyczna propaganda. Gorące spory towarzyszą także analizie wydarzeń z czasów wyłaniania się granic. Polscy delegaci negocjujący w Mińsku i Rydze pokój z Sowietami już bezpośrednio po jego podpisaniu borykali się z zarzutami zdrady narodowej i pozostawienia tysięcy rodaków z Białorusi oraz Ukrainy na łasce totalitarnych despotów. Jak widać, już wtedy wizje rozwoju naszego kraju tworzone przez różne obozy polityczne miały często zbyt przeciwstawny charakter.

Stulecie niepodległości musi być jednak dla każdego z nas okazją do przypomnienia sobie, że odrodzenie Polski nie było zasługą jedynie garstki mężów stanu. Swoją cegiełkę w to chlubne dzieło włożyły tysiące ludzi, którzy niejednokrotnie wcześniej walczyli o przekreślenie zaborczych dekretów przez kilka dekad. Na pewno znakomita większość z nich była świadoma tego, że za patriotyczną postawę mogą zapłacić najwyższą cenę. Wiele ofiar przypomnianych przez film „Kamerdyner” egzekucji w Piaśnicy przed 1918 r. poznało grozę pruskich aresztów. Z reguły zdążyli jednak przed tą zbrodnią przekazać swoje ideały potomkom, co zaowocowało kolejnymi bohaterskimi czynami w trakcie II wojny światowej.

Kordian Kuczma